Federalny Trybunał Konstytucyjny Niemiec wydał w grudniu dwa orzeczenia, które mogą wyhamować falę kryminalnych skazań za „zniewagę” wobec funkcjonariuszy publicznych.
Redaktorka „Welt” Fatina Keilani zauważyła, że wyroki przeszły niemal niezauważone – co samo w sobie mówi wiele o klimacie debaty publicznej w Niemczech.

CYNICZNYM OKIEM: W kraju, gdzie prokuratorzy wszczynają dziesiątki dochodzeń za nazwanie kanclerza „Pinokiem” pod postem w internecie, orzeczenia najwyższego trybunału wzmacniające wolność słowa powinny być newsem dnia. Tymczasem przeszły bez echa. Trudno o bardziej wymowną ilustrację problemu.
Dwie sprawy, jeden sygnał
Pierwsza dotyczyła emerytowanego policjanta, który w emailach do dyrektora szkoły swojego syna oskarżył go o „faszystowskie posłuszeństwo kadrowe” – w proteście przeciwko wymogom testów covidowych. Sąd rejonowy w Göppingen skazał go na grzywnę. Mężczyzna przegrał każdą apelację, aż dotarł do Karlsruhe. Trybunał przyznał mu rację, orzekając, że sądy niższych instancji nie zachowały właściwej równowagi między wolnością słowa, a ochroną dóbr osobistych.
Trybunał sformułował zasadę, którą warto zapamiętać: „Częścią tej wolności jest to, że obywatele mogą atakować urzędników, których uważają za odpowiedzialnych, w sposób oskarżycielski i spersonalizowany za ich sposób sprawowania władzy, bez obawy, że osobiste elementy takich oświadczeń zostaną wyrwane z kontekstu i staną się podstawą do drastycznych sankcji sądowych”.
Druga sprawa dotyczyła pacjenta psychiatrycznego, który w liście do własnego prawnika opisał personel szpitala jako „psychiatryczną hołotę”. Starszy komornik odmówił formalnego doręczenia listu, uznając treść za karalną – Wyższy Sąd Krajowy w Stuttgarcie to podtrzymał. Karlsruhe skrytykowało uzasadnienie sprowadzone do dwóch zdań i odesłało sprawę do ponownego rozpatrzenia.
Granice wyroków są realne
Keilani osadza oba orzeczenia w szerszym kontekście – liczne wyroki przeciwko wolności wypowiedzi wzbudziły w Niemczech poważne wątpliwości co do praworządności w odniesieniu do tego podstawowego prawa. Wyroki z Karlsruhe odczytuje jako instrukcję dla sądów niższych instancji – ale jednocześnie ostrzega przed nadmiernym optymizmem.
Prokuratorzy i politycy wciąż mają interes w ściganiu takich spraw, a obrona w sądzie może trwać lata i kosztować znaczne kwoty.
Bezpośrednie zniewagi bez politycznego kontekstu – obrażanie wyglądu polityka czy wulgaryzmy pod jego adresem – nadal prawdopodobnie będą ścigane. Trybunał wyznaczył granicę, ale jej egzekwowanie pozostaje w rękach tych samych instytucji, które przez lata tę granicę przekraczały.
CYNICZNYM OKIEM: Najwyższy sąd powiedział sądom niższym, że muszą ważyć wolność słowa przed skazaniem. To krok naprzód. Pytanie, czy sądy niższych instancji zechcą go wykonać – szczególnie gdy za plecami stoi polityk z doświadczonym prawnikiem i motywacją, by komentarze w internecie uciszać procesami, niezależnie od wyniku.



