Po gwałtownej korekcie, która zepchnęła cenę złota z 5600 do 4100 dolarów za uncję – co oznaczało 27-procentowy spadek w zaledwie siedem tygodni – rynek metali szlachetnych wchodzi w nową fazę. Nastroje zostały zresetowane, spekulacyjna przesada zredukowana, a prawdopodobieństwo gwałtownego, niekontrolowanego spadku w najbliższym czasie istotnie zmalało. Citi podtrzymuje swoją prognozę 6000 dolarów za uncję złota w 2026 roku, a Goldman Sachs odpowiada sceptykom kolejnymi argumentami za dalszymi wzrostami. Analitycy coraz częściej porównują obecną sytuację do hossy z lat 70., co potwierdzają historyczne wykresy cenowe.
Najnowszy raport HTS autorstwa Freda Hickeya rzuca światło na mechanizmy stojące za tym rynkiem. Na początku pierwszego kwartału kompleks metali szlachetnych wykazywał wyraźne oznaki spekulacyjnego przegrzania – dzienny indeks sentymentu zbliżył się do 90% byczych wskazań, napływy do funduszy ETF były znaczne, a pozycjonowanie na kontraktach terminowych osiągnęło szczyt w okolicach 550 000 kontraktów. Między sierpniem a lutym do funduszu GLD dodano 148 ton złota, a do GLDM kolejne 52 tony. Wskaźnik RSI dla złota osiągnął 90%, momentum MACD wyszło poza dotychczasowe zakresy, a indeks Bullish Percent dla kopalń złota wskazywał okrągłe 100%.

Korekta ozdrowieńcza zamiast krachu
Mimo spektakularnej przeceny – srebro staniało o około połowę – wyniki od początku roku pozostają dodatnie: złoto zyskało 7,6%, srebro 3%, a spółki wydobywcze radzą sobie lepiej niż szerokie indeksy akcji. Płynność złota, która w okresach stresu ułatwia krótkoterminową likwidację pozycji, pozostaje jednocześnie jego cechą definiującą – pozwala na efektywne kształtowanie cen i szybkie zmiany w pozycjonowaniu.

CYNICZNYM OKIEM: Złoto spadło o 27% i analitycy mówią, że to zdrowa korekta. Gdyby tyle samo straciły akcje technologiczne, mówiliby o końcu cywilizacji. Wszystko zależy od tego, kto płaci za raport.
Banki centralne sprzedają taktycznie, kupują strategicznie
Ostatnia aktywność banków centralnych była wymieniana jako źródło presji na ceny, choć mechanizmy leżące u jej podstaw wydają się bardziej cykliczne niż strukturalne. Bank centralny Rosji zmniejszył zasoby złota w styczniu i prawdopodobnie w lutym, co jest jednak zgodne z jego modelem aktywnego zarządzania rezerwami bez istotnej zmiany długoterminowej ekspozycji.
Rosnące ceny ropy, które poprawiają bilans zewnętrzny Rosji, mogą ostatecznie wyeliminować potrzebę dalszej sprzedaży.
Turcja sprzedała lub zamieniła w ramach swapów około 58-60 ton złota w marcu w celu stabilizacji liry. To schemat znany z początku 2023 roku, kiedy po większej sprzedaży nastąpiły niemal dwa lata konsekwentnych zakupów. Obecne ruchy są tymczasowymi środkami płynnościowymi, a nie odwróceniem trendu akumulacji – Turcja po prostu oportunistycznie obraca swoją bazową pozycją w złocie.

Kluczowe jest jednak to, kto był nabywcą tureckiego złota. Biorąc pod uwagę ogromną ilość kruszcu rzuconego na rynek, ceny powinny były spaść znacznie głębiej – a mimo to tego nie zrobiły.
Narodowy Bank Polski, o którym krążyły plotki o sprzedaży, w rzeczywistości dodał 20 ton do swoich rezerw w lutym, wzmacniając realizowaną strategię dywersyfikacji. Pojawiły się doniesienia, że NBP rozważał sprzedaż części złota w celu sfinansowania zwiększonych wydatków na obronność, ale pomysł ten został ostatecznie odrzucony przez rząd.

CYNICZNYM OKIEM: Polska miała sprzedać złoto na obronność, ale się rozmyśliła. Widocznie ktoś uznał, że uncja za 5000 dolarów to lepszy pancerz niż kolejny przetarg na czołgi, który i tak utknąłby w komisji.
World Gold Council oszacował zakupy netto banków centralnych na 19 ton w ciągu miesiąca, co wskazuje, że popyt instytucjonalny pozostaje nienaruszony mimo krótkoterminowych wahań. Dane za luty wykazały powrót do akumulacji netto po krótkiej przerwie – sygnał, że oficjalny sektor traktuje każdą korektę jako okazję do uzupełnienia zapasów, a nie powód do ucieczki.



