Morgan Stanley podniósł prognozę ceny złota do 4800 dolarów za uncję do końca 2026 roku. Powód? Luzowanie Fedu, zakupy banków centralnych i geopolityczne pożary, które odmawiają wygaśnięcia. Złoto już w 2025 roku dało 64-procentowy zwrot – najlepszy od 1979 roku – osiągając rekord 4550$. Teraz szykuje się na kolejny skok.

CYNICZNYM OKIEM: Gdy Wall Street mówi „bezpieczna przystań”, zwykle oznacza, że sztorm już trwa, tylko inwestorzy jeszcze nie są mokrzy.
Fed, dolar i Maduro jako katalizator
Bankowcy z Morgan Stanley wymieniają twarde filary rajdu: cykl luzowania Fedu, słabnący dolar (-9% w 2025, najgorzej od 2017) i napływ kapitału do ETF-ów na złoto. Do tego nowy szef Fed – bardziej gołębi – i ciągłe zakupy banków centralnych, które przekroczyły udział obligacji USA w rezerwach po raz pierwszy od 1996 roku.
Schwytanie Nicolása Maduro przez siły Trumpa w Wenezueli tylko dolało oliwy. Geopolityczny chaos ożywił popyt na złoto jako polisę ubezpieczeniową. Alexander Zumpfe z Heraeus Metals Niemiec potwierdza: „Wenezuela reaktywuje popyt na bezpieczne przystanie na tle energii, polityki monetarnej i geopolityki.” Inwestorzy uciekają od walut w kruszec, gdy koszt trzymania (stopy procentowe) spada.
JPMorgan idą dalej: 5000$ w 2026, długoterminowo 6000$. Natasha Kaneva z banku podkreśla: dywersyfikacja rezerw i ryzyka handlowe pompują cenę w górę. ING dodaje: kolejne cięcia Fedu i zakupy centralne to gwarancja hossy.
Morgan Stanley nie rzuca słów na wiatr – w październiku 2025 podnieśli prognozę do 4400$, teraz do 4800$. Amy Gower, strateg ds. surowców, tłumaczy: złoto to nie tylko zabezpieczenie przed inflacją, ale wskaźnik polityki banków centralnych i ryzyka geopolitycznego. ETF-y biją rekordy napływów, detaliczni inwestorzy dołączają do instytucji.
Złoto przebiło obligacje w rezerwach globalnych – „potężny sygnał” wiary w jego wartość. Dolar słabnie, inwestorzy odchodzą od aktywów denominowanych w USD. W świecie niepewności kruszec wygrywa z fikcyjnym pieniądzem.

Srebro, miedź, aluminium – metale w grze
Morgan Stanley nie stawia tylko na złoto. Srebro dało 147% w 2025 – rekord wszechczasów – szczyt deficytu podaży, nowe chińskie licencje eksportowe i popyt przemysłowy (panele słoneczne, baterie). ING widzi „konstruktywny” 2026: napływy do ETF-ów i przemysł napędzają wzrost.
W metalach bazowych faworyci to aluminium i miedź. Aluminium cierpi na ciasną podaż poza Indonezją, miedź bije rekordy na LME – 13 387,50$ za tonę. Zakłócenia kopalń i importy do USA trzymają rynek w napięciu. Nikiel wzrósł 5,8% do 17 980$, w obliczu ryzyka zakłócenia w Indonezji.
Operacja Trumpa w Caracas wstrząsnęła rynkami energii i finansów. Złoto zareagowało skokiem – inwestorzy kupują defensywnie, na tle istniejących lęków. Morgan Stanley nie wlicza Wenezueli do prognozy, ale podkreśla: takie wydarzenia wzmacniają złoto jako magazyn wartości.
W świecie ceł Trumpa, słabnącego dolara i nuklearnych cieni (patrz: testy rakiet Kima), metale szlachetne stają się walutą pewności.
Prognozy banków nie są linearne, ale trendy nie słabną: luzowanie Fedu, słaby dolar, zakupy centralne, geopolityka. Złoto to już nie relikt – to nowoczesne aktywo dla świata bez granic zaufania. Detaliści dołączają, ETF-y puchną, rezerwy się zmieniają.
2026 rok otwiera się z metalami w roli głównej. Srebro i miedź podążają za złotem, korzystając z zielonej transformacji i niedoborów. Morgan Stanley stawia na kruszec, bo świat stawia na przetrwanie.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy bankierzy wróżą 4800$, zwykły Kowalski kupuje złoto w monecie – różnica to tylko wielkość portfela, nie instynkt przetrwania.


