Po niesamowitym, astronomicznym rajdzie w ciągu ostatnich dwóch lat, podczas którego portfel bloga „25 akcji na rok 2025″ zmiażdżył indeks S&P 500 o ponad 50 procent, 26 stycznia tego roku, przy poziomach około 5150 dolarów za uncję złota i 110 dolarów za uncję srebra, padła sugestia redukcji pozycji w obu kruszcach. Poziomy te uznano za kluczowe punkty styku z barierami technicznymi, które służyły jako doskonałe momenty do realizacji części zysków. Opinią o poziomach 5000 dolarów oraz 100 dolarów jako cenach docelowych do częściowego wyjścia z pozycji autor dzielił się również w kilku podcastach i innych artykułach.
Strukturalne argumenty za posiadaniem złota w długim terminie są jednak dzisiaj być może silniejsze niż dekadę temu. Rządy na całym świecie nadal gromadzą dług, a niewiele wskazuje na to, by dyscyplina budżetowa miała w najbliższym czasie powrócić. Stany Zjednoczone wciąż generują ogromne deficyty, a płatności odsetkowe od tego długu stają się coraz poważniejszym problemem.

Dlaczego klasyczny schemat przestał działać?
Banki centralne nadal akumulują złoto jako aktywo rezerwowe, fragmentacja geopolityczna stale się nasila, a zaufanie do walut fiducjarnych powoli, lecz sukcesywnie kruszeje na marginesach. Trendy te nie są opowieściami krótkoterminowymi, lecz siłami o charakterze sekularnym, które mogą oddziaływać przez lata. Dlatego złoto pozostaje jednym z najbardziej przekonujących aktywów długoterminowych na rynku.
To właśnie owo długoterminowe przekonanie sprawia, że ostatnie ruchy cenowe są tak frustrujące dla wielu zwolenników wzrostów na rynku złota. Dzisiejszy poranek dostarczył kolejnego idealnego przykładu tej dezorientacji.
Pojawiły się doniesienia, że Iran mógł uderzyć rakietami w amerykańską jednostkę, co według dawnych schematów rynkowych powinno wywindować ceny złota gwałtownie w górę. „Zamiast tego, złoto spadło o około 50 dolarów” – zauważa autor analizy. Tego typu ruch wydawałby się dziwaczny lata temu, kiedy złoto traktowano niemal wyłącznie jako czyste zabezpieczenie geopolityczne i bezpieczną przystań.
CYNICZNYM OKIEM: Przez dekady sprzedawano złoto jako kruszec, który chroni przed wojnami, kryzysami i ludzką głupotą. Dziś rakiety lecą, a kruszec spada o pięćdziesiąt dolarów. Najwyraźniej narracja o bezpiecznej przystani wymaga aktualizacji oprogramowania.
Nowa funkcja reakcji rynku
W starym scenariuszu rosnąca globalna niestabilność oznaczała, że inwestorzy rzucali się do kupowania złota. Dzisiaj funkcja reakcji jest znacznie bardziej skomplikowana, a to mówi coś nieoczekiwanego o krótko- i średnioterminowej tezie dotyczącej złota w tej chwili.
Funkcja reakcji kruszcu uległa zmianie w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Na początku konfliktu z Iranem złoto zachowywało się tak, jak oczekiwały tego byki – ataki rakietowe, obawy przed eskalacją regionalną i ryzyko związane z dostawami ropy tworzyły klasyczny popyt na bezpieczne aktywa. Ostatnio jednak podobne nagłówki wywołują odwrotną reakcję.
Rynek nie traktuje już zmienności geopolitycznej automatycznie jako czynnika wzrostowego dla złota. Wydaje się raczej stawiać zupełnie inne pytanie. „Wydaje się raczej stawiać pytanie, czy ta zmienność utrzyma inflację na wyższym poziomie, podbije ceny ropy, wzmocni dolara i utrzyma stopy procentowe na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas” – czytamy w analizie.
To wyjaśnia, dlaczego złoto może teraz tracić po informacjach, które niegdyś wysłałyby je w górę. Nagłówek o konflikcie nadal w pewnym sensie stanowi wsparcie, ponieważ zwiększa niepewność. Jeśli jednak ten sam nagłówek pcha ceny ropy w górę i powoduje, że traderzy przestają wyceniać obniżki stóp przez amerykańską Rezerwę Federalną, koszt alternatywny trzymania kruszcu rośnie – a inwestorzy zamiast do skarbców kierują kapitał do aktywów oprocentowanych, które na rosnących stopach zarabiają więcej niż kawałek metalu w sejfie.



