Rynek złota właśnie przeżywa jeden z najgorszych tygodni w swojej historii, a nagłówki finansowych serwisów brzmią mniej więcej tak samo: stopy procentowe, obawy o inflację, ucieczka do dolara. Klasyczna narracja, powtarzana jak mantra za każdym razem, gdy kurs metalu szlachetnego nurkuje w dół. Problem polega na tym, że ta narracja jest w najlepszym razie niepełna, a w najgorszym – celowo myląca. Taylor Kenney z kanału ITM Trading, firmy specjalizującej się w obrocie złotem fizycznym i ochronie majątku, postanowiła rozłożyć tę historię na czynniki pierwsze i pokazać mechanizm, którego mainstreamowe media konsekwentnie pomijają. Mechanizm, w którym papierowe kontrakty dyktują cenę, podczas gdy fizyczny metal podąża w zupełnie przeciwnym kierunku.

Punkt wyjścia tej analizy to luty 2022 roku i decyzja, która zmieniła globalną architekturę finansową bardziej niż którakolwiek podwyżka stóp procentowych. Stany Zjednoczone zamroziły około 300 miliardów dolarów rosyjskich rezerw walutowych, zamieniając dolara z globalnego narzędzia handlu w geopolityczną broń. Kenney ujmuje to z chirurgiczną precyzją: Jeśli jesteś Chinami, Indiami, Brazylią lub jakimkolwiek innym narodem trzymającym rezerwy w dolarach, myślisz sobie: jeśli mogą to zrobić Rosji, my możemy być następni. I trudno się z tą logiką nie zgodzić. Od tamtego momentu banki centralne na całym świecie zaczęły kupować złoto fizyczne w ilościach, jakich nie widziano od dekad – nie dlatego, że liczyły na zysk z transakcji, lecz dlatego, że przygotowywały się na świat, w którym dolar nie jest już jedynym królem.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka stworzyła najskuteczniejszą reklamę złota w historii – i nie musiała wydać na nią ani centa. Wystarczyło zamrozić cudze pieniądze, żeby reszta świata przypomniała sobie, że istnieje coś, czego żaden prezydent nie wyłączy jednym podpisem.
Papier kontra metal – dwa światy, jedna cena
Sednem całej sprawy jest rozróżnienie, które dla przeciętnego inwestora brzmi jak technikalia, ale w rzeczywistości stanowi fundament tego, co widzimy na wykresach. Złoto papierowe – cyfrowe kontrakty futures, pozycje lewarowane, instrumenty pochodne – to coś zupełnie innego niż sztabka leżąca w skarbcu.
Kenney tłumaczy to bez owijania w bawełnę: Rynek papierowego złota porusza się w sposób, który często nie ma nic wspólnego z rzeczywistą fizyczną podażą i popytem. To nie jest teoria spiskowa; to fakt dotyczący struktury rynku papierowego.
Mechanizm obecnej wyprzedaży wygląda następująco: rosnące ceny ropy generują zapotrzebowanie na gotówkę. Brak płynności wymusza sprzedaż aktywów. Spadające ceny aktywów uruchamiają lawinę margin calls – wezwań do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego.
Brokerzy żądają gotówki, inwestorzy nie mają wyboru i sprzedają kolejne pozycje. Cena spada jeszcze niżej, algorytmy łapią sygnał i dolewają oliwy do ognia.
Często dzieje się to we wczesnych godzinach handlu w Azji, kiedy płynność jest niska – dodaje Kenney. To przesuwa cenę jeszcze bardziej, niż miałoby to miejsce normalnie.
Tymczasem w świecie fizycznym dzieje się coś dokładnie odwrotnego. Złoto i srebro opuszczają skarbce w przyspieszonym tempie. Popyt na metal fizyczny nie spada – rośnie.
Historia, która się powtarza, ale w gorszych warunkach
Kenney przywołuje dane historyczne, które powinny dać do myślenia każdemu, kto rozważa paniczną sprzedaż. Cztery z dziesięciu najgorszych tygodni dla złota w historii miały miejsce w latach siedemdziesiątych XX wieku. Kolejny przypadł na rok 2008. Jeszcze inny – na marzec 2020.
W 2008 roku złoto znacznie spadło, by zaledwie 3 lata później odbić o 178% – przypomina analityczka ITM Trading.
W marcu 2020 roku złoto spadło; powrót do poprzedniego poziomu zajął kilka tygodni, a w ciągu kilku miesięcy biło nowe historyczne szczyty.
Wzorzec jest zawsze ten sam: gwałtowna, bolesna wyprzedaż, potem cierpliwość, a na końcu – nowe rekordy wszech czasów. Tyle że dzisiejszy kontekst jest znacząco inny niż przy poprzednich korektach. System finansowy jest bardziej lewarowany niż kiedykolwiek wcześniej. Dług publiczny Stanów Zjednoczonych zbliża się do 40 bilionów dolarów, a Fed utknął w klasycznej pułapce bez wyjścia.
Kenney opisuje ten dylemat z bezlitosną jasnością: Obniżyć stopy, aby USA mogły pozwolić sobie na spłatę odsetek od długu, czy podnieść stopy, aby zapobiec gwałtownemu wzrostowi inflacji, która jeszcze bardziej zdziesiątkuje oszczędności Amerykanów. Każda z tych ścieżek prowadzi do tego samego miejsca – osłabienia pozycji dolara.
CYNICZNYM OKIEM: Fed przypomina chirurga, który musi operować samego siebie bez znieczulenia. Może ciąć albo szyć, ale nie jedno i drugie naraz – a pacjent i tak wykrwawia się na stole z powodu długu, którego nikt nie zamierza spłacać.
Kto kupuje, kiedy inni panikują?
Banki centralne, fundusze majątkowe i instytucje, które – jak to ujmuje Kenney – wiedzą, co nadchodzi globalnie, nie reagują na tygodniowe wahania ceny spot. Kupowały złoto po 2000 dolarów za uncję, po 3000, i będą kupować dalej.
Rozumieją, że w miarę jak przechodzimy przez ten globalny reset monetarny, te ceny złota są niskie w porównaniu do tego, jakie będą w przyszłości – przekonuje analityczka.
Dla polskiego czytelnika obserwującego te procesy z dystansu warto zauważyć, że Narodowy Bank Polski od lat należy do czołówki globalnych nabywców złota. To nie przypadek i nie fanaberia prezesa Glapińskiego. To dokładnie ta sama logika dedolaryzacyjna, którą opisuje Kenney – przygotowanie na scenariusz, w którym dotychczasowy porządek monetarny przestaje obowiązywać.
Oczywiście trzeba pamiętać, że ITM Trading to firma, która zarabia na sprzedaży złota fizycznego, i Kenney nie ukrywa tego w swoim materiale – kończy go zaproszeniem do kontaktu z ekspertami firmy oraz promocją raportu „Built to Endure”. Nie zmienia to jednak faktu, że przedstawione argumenty strukturalne – od zamrożenia rosyjskich rezerw, przez mechanikę margin calls, po historyczne wzorce odbić – opierają się na weryfikowalnych danych, a nie na marketingowej magii.
Ostatnie zdanie Kenney brzmi jak ostrzeżenie i zaproszenie jednocześnie: To nie jest koniec tej historii; to jedynie rozdział w tej opowieści. Pytanie, które powinien sobie zadać każdy inwestor, nie brzmi „dlaczego złoto spada”, lecz „kto je w tym czasie skupuje i dlaczego nie przejmuje się ceną”.




Jestem ciekaw,kiedy do niektórych dotrze,że złoto przez wielu – jak widać – nie jest traktowane jako bezpieczniejsza przystań niż dolar .To pokazał kryzys w Zatoce.Okazało się,że złoto jednak przegrywa z potrzebą płynności,co wieszczyłem w poprzednich komentarzach.Teraz już Ci,co trzymają w złocie muszą brać pod uwagę groźbę tąpnięcia i strat NA ZŁOCIE ,bo w sytuacjach typu kryzys w Zatoce Perskiej przy groźbie braku płynności,złoto nie jest pierwszym wyborem,a jest nim $ i mogą wystąpić spadki,które dla wielu będą szokiem…
To zależy czy ktoś się lewaruje i na ile posiada zdywersyfikowany portfel, strata jest dopiero w momencie sprzedaży, a większość dużych nabywców złota gra na dekady. Niektóre państwa GCC najprawdopodobniej będą zmuszone sprzedawać swoje rezerwy. Cash is king, nie bez powodu BRK siedzi na prawie 400 mld USD gotówki, chociaż to też się cały czas zmienia i dolar mimo, że wciąż niekwestionowany to traci wpływy z roku na rok, stąd wojny próbujące utrzymać hegemonię.