Po solidnych wynikach finansowych za trzeci kwartał 2025 roku Jamie Dimon, szef JPMorgan, wypowiedział się na temat złota, które w ostatnich latach eksplodowało w cenie. Dimon, choć unika jednoznacznej oceny, widzi „pewną logikę” w trzymaniu tego metalu, przewidując, że złoto może łatwo osiągnąć 5 000 lub nawet 10 000 dolarów za uncję w obecnym otoczeniu geopolitycznym i ekonomicznym.

Złoto rośnie, ale Dimon nie zamierza kupować
Dimon stanowczo zaznaczył, że sam nie jest kupcem złota ze względu na wysokie, szacowane na około 4%, koszty przechowywania, które trudno byłoby zaakceptować większości inwestorów detalicznych. To podkreśla nierówności między miliarderami trzymającymi tony sztabek, a zwykłymi posiadaczami kruszcu.
Mimo to dostrzega, że obecny wzrost ceny złota – sięgający już ponad 4 100 dolarów i niemal 60% wzrost rok do roku – ma silne fundamenty. To efekt szukania bezpiecznej przystani w obliczu inflacji, niepokojów geopolitycznych i niepewności na rynkach finansowych.
Podobne obawy wyraził miliarder i założyciel Citadel, Ken Griffin, który zauważył, że inwestorzy coraz częściej postrzegają złoto jako bezpieczną alternatywę dla dolara, co nazwał „naprawdę niepokojącym” zjawiskiem.
Interesujące jest, że Griffin i Dimon do tej dyskusji dołączyli stosunkowo późno, zważywszy na to, że już dwa lata temu to właśnie banki centralne zaczęły masowo kupować złoto, co istotnie napędzało jego cenę.
Bańka czy początek długiego marszu?
Wokół inwestycji w AI i złoto trwają spory: jedni widzą to jako bańkę spekulacyjną, której nieuchronny koniec może wywołać turbulencje, inni wierzą, że to dopiero początek dekad wzrostu.
Ankieta menedżerów funduszy Bank of America ujawnia, że tylko około 2,4% alokacji inwestycji na Wall Street przypada na złoto.

Jest to jednak ogromna kwota, biorąc pod uwagę, że alokacja na kryptowaluty wynosi mniej niż jedną piątą tej kwoty, czyli 0,4%.

Jeśli kapitał rzeczywiście zacznie masowo wypływać z walut fiducjarnych i kierować się ku złotu i kryptowalutom, obecne rekordy cenowy mogą okazać się tylko zaledwie przedsmakiem tego, co czeka inwestorów w najbliższych latach.
CYNICZNYM OKIEM: Złoto jak zawsze jest tym, co świeci, gdy wszystko inne się sypie – ale jednocześnie to nie jest zwykły surowiec, a raczej gwarantowany wehikuł dla gigantów inwestycyjnych, którzy potrafią kontrolować jego rynek i manipulować nastrojami mas.
Inwestorzy z najwyższej półki chętnie trzymają kilogramy cennego metalu, a reszta musi się zadowolić papierowymi formami inwestycji, często bardziej narażonymi na ryzyko niż fizyczna sztabka w sejfie.
Jamie Dimon, mimo zastrzeżeń dotyczących kosztów przechowywania, dostrzega potencjał wzrostu wartości złota do poziomów wcześniej nieosiągalnych.
W świecie pełnym niepewności i napięć geopolitycznych złoto jawi się jako jeden z nielicznych bezpiecznych portów. Jednak czy ostatni rajd to podstawa do trwałego trendu, czy tylko preludium do kolejnej bańki – to pytanie na dziś warte biliony dolarów.
Dla inwestorów najważniejsze jest, by unikać ślepego entuzjazmu i przygotować się na wszelkie scenariusze, pamiętając o ryzyku i realiach rynku metali szlachetnych.



