Zielony wzrost zjadł sam siebie: Net Zero zdusiło gospodarki

Dlaczego produktywność i płace realne wciąż spadają?

Jarosław Szeląg
10 min czytania
Zielony wzrost zjadł sam siebie: Net Zero zdusiło gospodarki

Rządy są fatalne w typowaniu zwycięzców, a jeszcze gorsze we wskazywaniu przegranych. Polityka Net Zero, czyli neutralności klimatycznej, oraz interwencjonistyczne, „keynesowskie” działania w Kanadzie i Wielkiej Brytanii udowodniły, że ingerencja państwa przyniosła skutki gorsze, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Rezultatem są wyższe koszty, zaburzone bodźce ekonomiczne i osłabiony wzrost produktywności, przy jednoczesnym zwiększeniu zależności od paliw kopalnych w celu zaspokojenia szczytowego popytu – czyli dokładnie to, co przewidywali ekonomiści szkoły austriackiej. To, co sprzedawano jako przepis na dobrobyt i „zielony wzrost”, w praktyce uderzyło w siłę nabywczą obywateli, nie zapewniając jednocześnie silniejszej, zrównoważonej ekspansji gospodarczej.

Nie powinno dziwić, że kraje będące światowymi przykładami zielonego interwencjonizmu stały się gospodarczymi porażkami. Lektura publicystyczna sprzed lat pokazywała głosy niektórych badaczy, że polityka ta potrzebuje czasu, by udowodnić swój sukces. Dziś nie podlega już nawet dyskusji fakt, że stagnacja i recesja są wynikiem samookaleczenia. Net Zero w obu krajach to nie pojedyncza decyzja polityczna, ale cały reżim celów, regulacji, limitów, subsydiów i nowych wymogów biurokratycznych.

CYNICZNYM OKIEM: Państwo obiecało zielony raj, a dostarczyło drogi prąd i puste konta. Zwycięzców wybrali urzędnicy, przegranych – obywatele, którzy nie dostali nawet prawa głosu.

Jak państwo manipuluje cenami, by stworzyć „właściwy” miks energetyczny?

Kanadyjski plan federalny zakłada osiągnięcie zerowej emisji netto do 2050 roku. Łączy w sobie rosnące podatki węglowe, nakazowe regulacje, odgórne wytyczne technologiczne oraz publiczne programy inwestycyjne. Ich celem jest odciągnięcie kapitału od paliw kopalnych i skierowanie go do wybranych politycznie „zielonych” projektów.

W Wielkiej Brytanii rządowy „Plan Wzrostu Net Zero” opiera się na podobnym fundamencie. Stoją za nim limity regulacyjne, zobowiązania wydatkowe i polityka przemysłowa. Jej zadaniem jest stopniowe wycofywanie energii konwencjonalnej i przekształcanie całych sektorów poprzez odgórne planowanie.

Jest to klasyczny przykład interwencjonizmu. Państwo próbuje unieważnić rynkowe sygnały cenowe oraz osąd przedsiębiorców, by sztucznie stworzyć preferowaną politycznie strukturę energetyczną. Osiąga przy tym efekt odwrotny do zamierzonego. Zamiast polegać na zdecentralizowanej wiedzy, konkurencji i kreatywnej destrukcji, reżimy Net Zero zakładają, że politycy wiedzą dokładnie, które technologie powinny wygrać.

Na wolnym rynku ceny i zyski koordynują produkcję w czasie. Przedsiębiorcy interpretują ceny jako sygnały o rzeczywistych niedoborach i preferencjach konsumentów. Jednak polityka Net Zero celowo manipuluje tymi sygnałami.

Podatki węglowe, dotacje i nakazy regulacyjne zmieniają ceny relatywne nie dlatego, że zmieniły się fundamentalne preferencje czy dostępność zasobów. Dzieje się tak, ponieważ decydenci uznali, iż pewne działania należy karać, a inne dotować. Wszystko to usprawiedliwia się ideologicznym i niewiarygodnym założeniem o kosztach zewnętrznych, w którym rządy stawiają się w roli podmiotów dokładnie wiedzących, ile te rzekome koszty wynoszą.

Rządy nie przejmują się porażką tej polityki. Biurokraci zawsze uważają, że interwencjonizm nie zadziałał, ponieważ było go zbyt mało. W związku z tym nakładają dodatkowe obciążenia i regulacje, jednocześnie kreując się na rozwiązanie problemów inflacyjnych i stagnacyjnych, które sami wywołali.

Zarówno w Kanadzie, jak i w Wielkiej Brytanii zepchnęło to ogromne ilości kapitału w projekty nierentowne. Mogą one przetrwać jedynie dzięki wsparciu politycznemu, a nie autentycznemu popytowi rynkowemu. „Zielone strategie przemysłowe” wypierają inwestycje z innych sektorów, zwłaszcza z tradycyjnej energetyki i przemysłu wytwórczego, nawet gdy dostarczają one konsumentom wyższą wartość przy niższych kosztach.

Teoria austriacka przewiduje, że upolityczniony kredyt i dotacje generują błędne inwestycje. To projekty, które wyglądają na opłacalne przy zniekształconych stopach procentowych i cenach, ale nie są w stanie pokryć swoich kosztów, gdy tylko wsparcie polityczne zostanie wycofane.

Dlaczego produktywność i płace realne wciąż spadają?

Długofalowy wzrost produktywności w Kanadzie spadł z rocznych stawek powyżej trzech procent w dekadach powojennych do niespełna jednego procenta po 2000 roku. Stało się tak pomimo kolejnych fal aktywizmu politycznego i „proproduktywnościowej” retoryki. Jako główne przyczyny wskazuje się chroniczne niedoinwestowanie kapitału przedsiębiorstw oraz słaby postęp technologiczny.

Im bardziej decyzje inwestycyjne zależą od przychylności urzędników i dostępu do dotacji, tym mniej wynikają one z przedsiębiorczej oceny potrzeb konsumentów. Przyjęty model polityczny nie stworzył otoczenia dla autentycznej, oddolnej innowacyjności. Polityka Net Zero uderzyła również w koszty życia, dokładnie w taki sposób, jakiego ekonomiści austriaccy spodziewaliby się po ingerencji państwa w ceny relatywne.

Opłaty za emisję dwutlenku węgla, nakazy dotyczące odnawialnych źródeł energii oraz ograniczenia nałożone na projekty związane z paliwami kopalnymi bezpośrednio zwiększają koszty energii. Te wyższe koszty wejściowe uderzają rykoszetem w całą gospodarkę, przekładając się na transport, żywność, mieszkalnictwo i dobra przemysłowe. W efekcie uszczuplają płace realne i obniżają standard życia.

Rosnące koszty życia stały się w obu krajach kluczowym tematem politycznym. Gospodarstwa domowe zmagają się z wyższymi rachunkami za media, kosztami paliwa i wydatkami na utrzymanie mieszkań. Tymczasem rządy uparcie twierdzą, że transformacja sprzyja „wzrostowi” i „miejscom pracy”.

Z austriackiego punktu widzenia ta sprzeczność nie jest zaskoczeniem. Kiedy państwo celowo podnosi koszty dominujących źródeł energii i ogranicza inwestycje w efektywne technologie, rezultatem są wyższe ceny. Najmocniej dotyka to gospodarstwa domowe o niskich i średnich dochodach.

Skalę problemu obrazują wyliczenia Instytutu C.D. Howe dotyczące programów „stymulacyjnych”. Typowy impuls w sektorze usług publicznych w Kanadzie musi wygenerować co najmniej 73 centy korzyści na każdego wydanego dolara, podczas gdy wiele projektów infrastrukturalnych musi poprawić produktywność o co najmniej 61 centów na dolar, by w ogóle być akceptowalnymi społecznie. Pokazuje to, jak trudno uznaniowym programom fiskalnym przynieść autentyczne zyski netto, gdy są projektowane wokół celów politycznych, a nie wokół popytu konsumenckiego.

Polityka energetyczna to jednak zaledwie jeden z elementów szerszego obrazu. Oba kraje prowadziły agresywnie ekspansywną politykę fiskalną i monetarną, usprawiedliwianą językiem keynesowskiej stabilizacji. Banki centralne drastycznie obniżyły stopy procentowe i powiększyły swoje bilanse, podczas gdy rządy generowały ogromne deficyty na finansowanie transferów socjalnych i celowych dotacji.

Taka polityka wywołuje sztuczny boom poprzez spychanie stóp procentowych poniżej ich poziomu rynkowego. Zachęca to do zaciągania kredytów i inwestowania środków bez oparcia w realnych oszczędnościach. W połączeniu z polityką klimatyczną daje to podwójne zniekształcenie: koszt kapitału jest tłumiony przez banki centralne, a jego alokacja dodatkowo wypaczona przez cele biurokratyczne.

Pomimo fal stymulacji i interwencji żaden z krajów nie powrócił do trendów wzrostowych z wcześniejszych dekad. Powolne inwestycje, nieefektywne wykorzystanie zasobów i niepewność regulacyjna to główne problemy, czyli dokładnie to, przed czym ostrzega teoria austriacka. Jednocześnie luźna polityka pieniężna napędziła inflację aktywów i boomy na rynkach nieruchomości, robiąc niewiele dla wzrostu płac realnych.

CYNICZNYM OKIEM: Tani pieniądz miał ratować obywateli, a wzbogacił właścicieli aktywów. Państwo gasi pożar, dolewając benzyny, po czym przedstawia rachunek za wodę.

„Dynamika interwencjonizmu” opisywana przez austriackich uczonych, takich jak Frank Shostak czy Huerta de Soto, idealnie oddaje obecną sytuację. Początkowe interwencje wywołują skutki uboczne w postaci wyższych kosztów energii, błędnej alokacji kapitału i presji inflacyjnej. Zamiast wycofać pierwotne przepisy, rządy reagują kolejnymi: limitami cenowymi, podatkami od nadzwyczajnych zysków, kontrolą czynszów i nowymi pakietami stymulacyjnymi.

Więcej warstw regulacji oznacza większą złożoność, niepewność i lobbing. Odciąga to talenty i kapitał z produktywnej działalności w stronę arbitrażu regulacyjnego i pogoni za rentą. W sektorze prywatnym coraz mniej chodzi o służenie konsumentom, a coraz częściej o poruszanie się w labiryncie przepisów i walkę o dotacje.

Proces ten spycha gospodarki mieszane w kierunku jeszcze bardziej radykalnego interwencjonizmu i opodatkowania. Rosnący dług publiczny, chroniczna stagnacja produktywności i narastające niezadowolenie społeczne to znaki ostrzegawcze. Obecny model polityki w Kanadzie i Wielkiej Brytanii zbliża się do punktu krytycznego.

Austriackie podejście zaczęłoby się od odwrotnej zasady: radykalnego ograniczenia roli państwa w alokacji kredytu, planowaniu przemysłowym i wyborach energetycznych. Celem byłoby przywrócenie autentycznego mechanizmu kształtowania cen w odniesieniu do stóp procentowych, rynków energii i alokacji kapitału. Wymagałoby to zakończenia stanu „permanentnego kryzysu” w polityce monetarnej oraz pozwolenia, by stopy procentowe odzwierciedlały rzeczywiste preferencje i oszczędności, a nie uznaniowość banku centralnego.

Oznaczałoby to również wycofanie nakazów Net Zero, zakazów technologicznych i celowych dotacji. Przedsiębiorcy i konsumenci mogliby wtedy sami decydować, które źródła energii najlepiej zaspokajają ich potrzeby przy najniższych kosztach. W takim modelu kapitał przestałby być siłą wtłaczany w modne, zależne od dotacji projekty, a przedsiębiorcy znów kierowaliby się nienaruszonym rachunkiem zysków i strat. Rozczarowujący wzrost i pogarszające się warunki życia nie są bowiem porażką rynku, lecz przewidywalnym rezultatem nałożenia interwencjonizmu na napędzaną deficytem makropolitykę, a jedyną drogą wyjścia pozostaje powrót do stabilnego pieniądza, dyscypliny fiskalnej i prawdziwej wolności gospodarczej.


Chcesz czytać więcej takich treści? Dodaj Cynicy.pl do PREFEROWANYCH ŹRÓDEŁ w Google.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.


KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *