Zjednoczone Emiraty Arabskie stały się aktywną stroną wojny z Iranem, jak wynika z najnowszych doniesień dziennika „The Wall Street Journal”. Bogata monarchia znad Zatoki Perskiej z dyskretnego sojusznika USA przeobraziła się w bezpośredniego uczestnika kampanii zbrojnej wymierzonej w Republikę Islamską, choć oficjalnie nadal milczy na ten temat.
W zeszłym tygodniu doszło do krótkotrwałego zerwania zawieszenia broni między USA a Iranem. Stany Zjednoczone uderzyły wówczas w niektóre irańskie obiekty przybrzeżne, a Irańczycy ponownie wysłali drony i pociski rakietowe na kilka państw Zatoki Perskiej. Iran próbował również zaatakować trzy amerykańskie okręty wojenne realizujące operacje w ramach projektu Trumpa „Project Freedom”.

Tajny atak na rafinerię i milczenie Abu Zabi
Wcześniej, podczas intensywnej wymiany ognia rakietowego na początku kwietnia, ZEA potajemnie zaatakowały Iran. „Zjednoczone Emiraty Arabskie przeprowadziły uderzenia wojskowe na Iran, jak podały osoby zaznajomione ze sprawą, co stawia tę monarchię Zatoki jako aktywnego uczestnika wojny, w której była ona największym celem Iranu” – pisze WSJ. Nie wiadomo, czy ZEA brały udział w uderzeniach na Iran w zeszłym tygodniu, a wiele kwestii może zostać ujawnionych dopiero w obliczu obecnej mgły wojny.
Uderzenia, których Abu Zabi publicznie nie potwierdziło, obejmowały atak na rafinerię na irańskiej wyspie Lavan w Zatoce Perskiej. Atak wywołał duży pożar i wyłączył znaczną część zdolności produkcyjnych rafinerii na wiele miesięcy. Miał on miejsce mniej więcej w czasie, gdy prezydent Trump ogłaszał zawieszenie broni po pięciotygodniowej kampanii powietrznej.
Informacje o miejscach zaatakowanych przez stronę irańską są spójne z doniesieniami WSJ. „Iran stwierdził wówczas, że rafineria została trafiona w ataku wroga i w odpowiedzi wystrzelił serię pocisków rakietowych oraz dronów przeciwko ZEA i Kuwejtowi” – kontynuuje gazeta. Teheran odpowiedział więc na cios, który miał pozostać oficjalnie niewidzialny.
CYNICZNYM OKIEM: ZEA grały rolę niewinnej ofiary, jednocześnie podpalając cudzą rafinerię. To wojenny model dyskretnego luksusu – bombardujesz wieczorem, a rano składasz oświadczenie o trosce o stabilność regionu.
Waszyngton zachęcał sojuszników do wzięcia ciężaru na siebie
Waszyngton nie zgłosił sprzeciwu wobec bezpośredniego zaangażowania ZEA. Amerykańscy urzędnicy wzywali wręcz regionalnych sojuszników do włączenia się do walki, by Stany Zjednoczone nie dźwigały całego ciężaru samodzielnie. To wyraźny zwrot w dotychczasowym układzie sił.
Przez poprzednie 38 dni intensywnych bombardowań w ramach operacji „Epic Fury” sojusznicy z Zatoki polegali wyłącznie na USA i Izraelu w kwestii uderzeń w Iran. Państwa Zatoki przyjmowały jednocześnie na siebie główny ciężar irańskiego odwetu – Iran wysłał setki, jeśli nie tysiące pocisków balistycznych i dronów na obiekty energetyczne, infrastrukturę, a nawet centralne obszary miast w regionie.
Irańscy urzędnicy oświadczyli, że ich głównym celem były amerykańskie aktywa i bazy wojskowe. Poprzysięgli ponadto „ukarać” kraje za sam fakt goszczenia amerykańskich baz na swoim terytorium, co tłumaczy skalę odwetu wymierzonego w monarchie znad Zatoki.
Faktyczne dołączenie ZEA do amerykańskiej kampanii wojskowej stanowi kolejną eskalację konfliktu. Jeśli Arabia Saudyjska również dołączy, potencjał dalszej, niekontrolowanej eskalacji będzie tylko rósł, a regionalna układanka stanie się jeszcze bardziej zapalna. Tymczasem zawieszenie broni wydaje się na tym etapie faktycznie martwe, a wcześniejsze pogłoski z otwartych źródeł internetowych właśnie znalazły potwierdzenie w poważnym dzienniku.



