Matka z Dolnej Saksonii znalazła w telefonie swojej córki nagranie, które zmieniło życie całej rodziny. Drastyczny film ujawnił, że dziewczyna padła ofiarą zbiorowego gwałtu w prowadzonym przez kościół centrum młodzieżowym w Gnarrenburgu. Sprawcami miało być trzech nastolatków – obywatel Syrii, Iranu i Holandii. Gdy sprawa wyszła na jaw, okazała się jednak jeszcze mroczniejsza niż sam atak – personel placówki, urzędnicy kościelni i lokalne władze zrobiły wszystko, co w ich mocy, by wyciszyć tę historię. To drugi przypadek w krótkim czasie, gdy w niemieckim centrum młodzieżowym dochodzi do napaści na tle seksualnym, po której instytucje odpowiedzialne za ochronę dzieci wybierają milczenie zamiast sprawiedliwości.
43-letnia kobieta mówi, że po raz pierwszy nabrała podejrzeń, gdy znalazła niepokojące wideo w telefonie córki. Film, nakręcony od tyłu, pokazywał dziewczynę przygniataną przez chłopca. Skonfrontowana z nagraniem córka przyjęła postawę obronną, mówiąc, że nie ma pojęcia, skąd ono się wzięło. Prawda wyszła na jaw kilka dni później w wiadomości na WhatsAppie, którą dziewczyna wysłała do matki.
„Potem wszyscy mi to zrobili, zamknęli drzwi i włączyli muzykę, żeby nic nie było słychać” – napisała.
Troje podejrzanych, jeden opiekun, który nic nie słyszał
Do napaści miało dojść w pokoju na piętrze centrum młodzieżowego w Gnarrenburgu – placówki prowadzonej wspólnie przez lokalny kościół ewangelicki i gminę. Zidentyfikowano trzech podejrzanych – 16-letniego obywatela Holandii, który uczęszcza do szkoły zawodowej po drugiej stronie ulicy i miał zwabić dziewczynę przez Snapchata, 18-letniego Irańczyka z bogatą kartoteką w urzędzie ds. młodzieży oraz 15-letniego Syryjczyka, który według relacji matki twierdził później, że został zmuszony do udziału.
Dyżurujący opiekun, będący świeckim diakonem, twierdził, że nic nie słyszał. Według doniesień, podczas gwałtu inni młodzi ludzie wiwatowali pod zamkniętymi drzwiami – co czyni tę deklarację wyjątkowo trudną do zaakceptowania.
Gdy w kolejnych dniach dziewczyna pokazała opiekunowi test ciążowy, ten nie skontaktował się ani z jej rodzicami, ani z policją. Rzekomo powiedział rodzinie, że wiąże go obowiązek zachowania poufności. Eksperci twierdzą jednoznacznie, że w przypadku poważnych przestępstw takie zobowiązanie nie istnieje.
CYNICZNYM OKIEM: Opiekun nie słyszał gwałtu, za to doskonale słyszał wewnętrzny głos podpowiadający mu, że lepiej milczeć. Obowiązek poufności jako wymówka przy zbiorowym gwałcie na nieletniej to nowy szczyt instytucjonalnej hipokryzji.
Nagrania krążą, instytucje milczą
Historii nie dało się utrzymać w tajemnicy tydzień później, gdy nagrania z incydentu zaczęły krążyć wśród lokalnej młodzieży. Dziewczyna powiedziała matce wprost.
„Ten film jest wszędzie. Na basenie podeszły do mnie dwie dziewczyny, mówiąc, że pewnie już wcześniej coś się wydarzyło.”
Ofiara ostatecznie spisała swoją relację na siedmiu stronach, które przekazała policji. Prokuratura w Stade potwierdziła dziennikowi Bild, że sprawa jest traktowana priorytetowo, choć rozstrzygnięć nie należy się spodziewać przez co najmniej dwa miesiące.
Reakcja instytucji, które powinny stanąć po stronie ofiary, jest jednak porażająca w swojej nieobecności. Matka twierdzi, że nie otrzymała żadnego wsparcia ze strony kościoła, centrum młodzieżowego ani lokalnej administracji. Burmistrz Gnarrenburga został rzekomo poinformowany, że chłopcy umawiali się na takie spotkania w gminnym ośrodku, jednak nie był dostępny, by porozmawiać z dziennikarzami.
„Walczymy z wiatrakami” – mówi matka.
„Wspólnota, kościół, wszyscy milczą, jakby nic się nie stało. Każdy żyje dalej, jak gdyby nigdy nic. Tylko my jako rodzina nigdy nie będziemy mogli o tym zapomnieć. To zawsze będzie nam towarzyszyć.”
Kobieta wyjaśnia, że decyzja o upublicznieniu sprawy była podyktowana izolacją, w jakiej znalazła się jej córka. O historii huczy cała wieś i szkoła, a dziewczyna nigdzie już nie wychodzi.
„Chcę dać jej znak: to nie jest twoja wina” – powiedziała matka.
„Chcemy po prostu, aby domniemani sprawcy otrzymali sprawiedliwą karę, a przede wszystkim, aby nasza córka mogła chodzić po okolicy z wysoko podniesioną głową, bez poczucia wstydu czy czegoś w tym rodzaju.”
Drzwi do pokoju, w którym miało dojść do napaści, zostały od tego czasu zdjęte z zawiasów – gest, który trudno uznać za cokolwiek więcej niż kosmetyczną reakcję na systemową porażkę. We wspólnym oświadczeniu dla Bild burmistrz i superintendent okręgu kościelnego Bremervörde-Zeven stwierdzili, że zespół w każdym momencie działał prawidłowo w oparciu o wiedzę, jaką posiadał w danym czasie.
CYNICZNYM OKIEM: Zdjęcie drzwi z zawiasów to najodważniejszy krok, na jaki zdobyła się instytucja po zbiorowym gwałcie na nieletniej. Burmistrz niedostępny, kościół milczy, opiekun powołuje się na poufność. Sprawcy mieli muzykę, żeby zagłuszyć krzyki – instytucje mają procedury, żeby zagłuszyć prawdę.
Ta sprawa nie istnieje w próżni. Następuje po doniesieniach ogólnokrajowych mediów o innym ataku na tle seksualnym w centrum młodzieżowym w Berlinie, który został zatuszowany, ponieważ napastnikami byli muzułmanie, a pracownicy ośrodka nie chcieli potęgować ich stygmatyzacji. Wyłania się schemat, w którym ochrona wizerunku instytucji i obawa przed narracją polityczną przeważa nad ochroną ofiar – a dzieci płacą cenę za dorosłe tchórzostwo osób, które przysięgały się nimi opiekować.



