Ogłoszono zawieszenie broni między USA, Iranem, a Izraelem, ale z perspektywy inflacyjnej szkody zostały już wyrządzone. Jedynym składnikiem wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI), który faktycznie odnotowywał spadki, były ceny energii – i właśnie ten jedyny impuls deflacyjny został zneutralizowany przez wojnę. Wszystkie inne składniki CPI nadal rosną, choć w wolniejszym tempie. Energia stanowi zaledwie 7 do 8 procent koszyka CPI, ale skoki jej cen mają natychmiastowe skutki wtórne w realnej gospodarce, kaskadowo przenosząc się przez kolejne sektory – najpierw transport i logistykę, potem przemysł wytwórczy, a na końcu budownictwo. Co gorsza, efekty przenoszenia pogarszają się, im dalej w głąb łańcucha dostaw schodzimy.
System finansowy już bierze to pod uwagę. Indeks transportu ciężarowego Dow Jones odreagował dobrze, co sugeruje, że sektor ten będzie w stanie szybko dostosować się do skoku cen energii poprzez wprowadzenie dopłat paliwowych lub renegocjację stawek kontraktowych za pomocą klauzul siły wyższej z powodu wojny w Iranie. Szkody zostały tu wkalkulowane, a branża adaptuje się do nowej rzeczywistości.

Producenci łapią oddech, a budownictwo traci grunt
Sytuacja gwałtownie pogarsza się, gdy przechodzimy w górę łańcucha dostaw do sektora produkcyjnego. Energia jest bezpośrednim kosztem wejściowym dla niemal każdego procesu produkcyjnego – gaz ziemny do procesów cieplnych i przemysłowych, energia elektryczna dla maszyn, olej napędowy dla logistyki wewnętrznej i spedycji.
W produkcji występuje dodatkowo opóźnienie cenowe. Większość producentów sprzedaje towary na podstawie kontraktów kwartalnych lub rocznych ze sztywnymi cenami. Zobowiązali się już do stawek opartych na wcześniejszych założeniach energetycznych, a kiedy ceny energii skaczą w połowie kontraktu, firmy pokrywają różnicę z własnej kieszeni.
W przeciwieństwie do transportu, gdzie dopłata paliwowa może wejść w życie w ciągu tygodnia, renegocjacja kontraktu z dużym producentem OEM lub detalistą to proces trwający miesiące – o ile w ogóle jest możliwy bez utraty klienta. Producenci w większości przypadków nie mogą powołać się na siłę wyższą, bo ta dotyczy sytuacji, gdy prowadzenie biznesu staje się niemożliwe, a nie gdy staje się nierentowne. Dlatego wykresy dużych firm produkcyjnych, takich jak 3M, wykazują słabość – perspektywy ekonomiczne dla przemysłu na resztę roku drastycznie się pogorszyły.

CYNICZNYM OKIEM: Zawieszenie broni ogłaszają politycy, a rachunek i tak płacą producenci, wykonawcy i konsumenci. Pokój podpisano, ale inflacja nie była stroną negocjacji.
Budownictwo – sektor, który ucierpi najbardziej
Producent na niekorzystnym kontrakcie może spowolnić produkcję lub zarządzać zapasami. Generalny wykonawca na kontrakcie ryczałtowym musi budować dalej – projekt jest fizycznie w toku, harmonogram jest wiążący prawnie, finansowanie właściciela ma datę wygaśnięcia, a przerwanie prac jest często droższe niż ich ukończenie ze stratą.
Wykonawcy podpisali kontrakty ze stałą ceną 12 do 18 miesięcy temu, opierając się na założeniach kosztowych, które są dziś całkowicie błędne. Są prawnie zobowiązani do ukończenia projektu, nie mogą powołać się na siłę wyższą, a ich marża wyparowuje z tygodnia na tydzień wraz z każdym zakupem materiałów po bieżących cenach.
Budownictwo mieszkaniowe najszybciej odczuwa skok cen energii poprzez tarcicę, której produkcja i transport są energochłonne. Jednocześnie uderza w nie spadek popytu – stopy procentowe kredytów hipotecznych pozostają wysokie, jeśli Fed nie będzie mógł ich obniżyć z powodu ponownego przyspieszenia inflacji. W tym scenariuszu podaż i popyt pogarszają się jednocześnie.
Właśnie dlatego indeks budownictwa mieszkaniowego pozostaje blisko swoich marcowych minimów mimo ogłoszenia zawieszenia broni z Iranem. Sektor zdaje sobie sprawę, że rachunek ekonomiczny przestał się zgadzać i nie zmieni się to przez dłuższy czas.

CYNICZNYM OKIEM: Rynki mówią wprost to, czego politycy nie powiedzą – zawieszenie broni jest jak plaster na złamaną nogę. Ładnie wygląda na konferencji prasowej, ale kość się nie zrośnie od dobrych intencji.
Rynki wskazują, że kolejna fala inflacji nadejdzie wkrótce, a czas na pozycjonowanie się pod ten scenariusz jest teraz – zanim uderzy z pełną siłą w portfele konsumentów, marże producentów i bilanse wykonawców budowlanych po obu stronach Atlantyku.



