To miał być kolejny sukces „wolnego handlu” – umowa UE z Mercosurem, sprzedawana jako szansa na tańszą żywność i dostęp do nowych rynków. Zamiast tego dostaliśmy brazylijską wołowinę z hormonem wzrostu zakazanym w Unii, a przeciwnicy porozumienia mogą dziś spokojnie powiedzieć: ostrzegaliśmy. Holenderski urząd ds. bezpieczeństwa żywności wykrył w mięsie estradiol – środek stosowany do stymulowania rui u bydła, który w UE jest zabroniony, ale w brazylijskiej praktyce najwyraźniej traktowany jak kolejny koszt „optymalizacji produkcji”.
Cztery partie, łącznie ponad 62,7 tony, wjechały do Unii przez dwóch importerów, a znaczna część tego mięsa trafiła do odbiorców i na rynek. Dwie kolejne, po 25 ton każda, Holendrzy zdążyli zablokować. Reszta? Pytanie, czy wylądowała już na grillu, czy jeszcze w chłodni, jest bardziej filozoficzne niż uspokajające.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy unijni urzędnicy mówią o „najwyższych standardach bezpieczeństwa”, warto dopytać, czy chodzi o bezpieczeństwo konsumentów, czy bezpieczeństwo narracji politycznej.
Mercosur – teoria wolnego handlu kontra praktyka kontroli
Rolnicy z UE i organizacje branżowe od lat powtarzali, że import z państw Mercosur to nie tylko presja cenowa, ale też ryzyko sanitarne. Różnice w standardach, słabszy nadzór, inne podejście do środków chemicznych – wszystko to miało kiedyś wyjść na jaw. Teraz wyszło. I to w najbardziej klasycznej formie: zakazany hormon z Ameryki Południowej w unijnym łańcuchu dostaw.
Już w listopadzie państwa członkowskie, w tym Polska, zostały poinformowane przez Komisję Europejską o rozdystrybuowaniu skażonego mięsa. Kontrola przeprowadzona pod koniec października 2025 roku wykazała nieprawidłowości, a do 21 stycznia skażona wołowina została potwierdzona w około dziesięciu krajach – od Czech po Niemcy i Włochy. To nie jest „incydent”, to stres test całego systemu nadzoru.
Bruksela w trybie „brnij dalej”
Paradoks? Tego samego dnia, gdy Parlament Europejski poprosił Trybunał o zbadanie legalności umowy Mercosur, europejscy liderzy grali w zupełnie innej lidze. Ursula von der Leyen i kanclerz Friedrich Merz naciskali, by porozumienie stosować tymczasowo jak najszybciej, bez kolejnych opóźnień. „Jesteśmy przekonani o legalności umowy. Koniec z opóźnieniami” – brzmiał komunikat.
CYNICZNYM OKIEM: W unijnej polityce handlowej logika jest prosta – skoro coś źle wygląda, trzeba to wdrożyć szybciej, zanim ludzie zdążą się dokładnie przyjrzeć.
Polskie Ministerstwo Rolnictwa deklaruje, że na razie brak dowodów, by konkretne partie trafiły na nasz rynek, ale zlecono natychmiastowe kontrole wołowiny z Brazylii. Z jednej strony zapewnienia o „pełnym bezpieczeństwie żywności”, z drugiej – dopiero teraz uruchamiane działania prewencyjne.
W świecie, w którym wolny handel stał się religią elit, skażone mięso z Brazylii jest tylko komunią o nieco innym posmaku – tyle że konsekwencje zdrowotne poniosą konsumenci, a nie autorzy traktatów handlowych.


