Chiny mogłyby zastąpić amerykańskie subsydia dla zambijskiej opieki zdrowotnej, by uprzedzić Stany Zjednoczone w walce o wpływy w sektorze kluczowych minerałów tego kraju. Brak szybkiej reakcji może jednak sprawić, że Zambia ugnie się pod amerykańskimi żądaniami typu „coś za coś” – ocenia ekspert geopolityczny Andrew Korybko. Stawką jest chiński dostęp do zasobów Zambii oraz sąsiedniego Konga.

Zambijski minister spraw zagranicznych Mulambo Haimbe uwiarygodnił w zeszłym miesiącu wcześniejsze doniesienia w tej sprawie. Według nich USA uzależniały pomoc zdrowotną o wartości 2 miliardów dolarów od preferencyjnego dostępu amerykańskich firm do kluczowych minerałów w jego kraju. Minister sprzeciwił się też żądaniom udostępniania danych, które jego zdaniem naruszają prawo obywateli do prywatności.
Ustępujący ambasador USA, który sprowokował tę wypowiedź, obwiniając korupcję za wstrzymanie pomocy, w przewidywalny sposób zaprzeczył istnieniu takiego układu. Istnieją jednak powody, by wierzyć raczej Haimbemu, ponieważ amerykańska Strategia Bezpieczeństwa Narodowego przedkłada handel z krajami rozwijającymi się nad pomoc.
Rachunek, który obnaża intencje
Zambia jest na taki nacisk wyjątkowo wrażliwa. Zeszłoroczne zamknięcie agencji USAID mocno ją dotknęło, bo kraj ma jeden z najwyższych wskaźników zachorowań na HIV na świecie, szacowany na 11 procent populacji. To czyni pomoc zdrowotną kwestią dosłownie egzystencjalną.
Liczby odsłaniają naturę całej transakcji. Według Banku Światowego produkt krajowy brutto Zambii wyniósł w 2024 roku zaledwie 25,4 miliarda dolarów, z czego 13 procent pochodzi z górnictwa według oficjalnych szacunków amerykańskich. Oferowane 2 miliardy dolarów odpowiadają więc mniej więcej 7,8 procent gospodarki kraju.
To nieco ponad połowa dochodów Zambii z górnictwa, które wynoszą około 3,3 miliarda dolarów rocznie, choć rzeczywista kwota jest prawdopodobnie wyższa. Układ „coś za coś” w wykonaniu USA jest w istocie inwestycją, i to bardzo dochodową. W zamian za 2 miliardy dolarów Waszyngton uzyskałby dostęp do surowców o wartości co najmniej półtora raza wyższej w skali roku.
CYNICZNYM OKIEM: To nie pomoc humanitarna, lecz przejęcie z marżą. Dwa miliardy na walkę z HIV zwracają się w minerałach, a przy okazji wycina się z gry konkurencję zza oceanu.
Korzyść jest jednak podwójna, bo umowa automatycznie pozbawiłaby Chiny wszelkich zasobów sprzedawanych do USA. Zambia jest tymczasem jednym z najstarszych afrykańskich partnerów Chin. To w niej znajduje się kolej Tanzania-Zambia, czyli TAZARA, której budowę ukończono w 1970 roku, by uzyskać dostęp do zambijskiej miedzi.
Stawką jest cały region
Z perspektywy czasu tamtą inwestycję można uznać za pierwszy nowoczesny Jedwabny Szlak, poprzednik Inicjatywy Pasa i Szlaku. TAZARA ułatwia Chinom również import miedzi z sąsiedniej Demokratycznej Republiki Konga, a także kobaltu i koltanu, niezbędnych dla tak zwanej czwartej rewolucji przemysłowej.
Rosnące wpływy USA w regionie mogą jednak sprawić, że Chiny staną się od nich pośrednio zależne. Narzędziem ekspansji jest angolski Korytarz Lobito, który ma sięgnąć do Konga. Mógłby on następnie ułatwić eksport kolejnych kluczowych minerałów z Zambii również do USA, domykając amerykańską obecność w łańcuchu dostaw.
Wszystko to wpisuje się w szerszą rywalizację mocarstw. Zgodnie z tak zwaną Strategią Odmowy administracji Trumpa, ukształtowaną przez podsekretarza obrony Elbridge’a Colby’ego, USA dążą albo do kontrolowania dostępu Chin do zasobów, albo do całkowitego jego odcięcia. Chińsko-amerykańska nowa zimna wojna rozprzestrzeniła się więc już na Afrykę Południową.
Na razie Zambia desperacko potrzebuje amerykańskich pieniędzy, lecz pozostaje nieugięta wobec proponowanego układu. Tworzy to okno, w którym Chiny mogłyby przejąć finansowanie zambijskiej opieki zdrowotnej i tym samym ochronić swój dostęp do surowców. Jeśli Pekin nie zadziała szybko, stopniowa utrata wpływów może powtórzyć scenariusz z Konga, dając Waszyngtonowi kolejną strategiczną przewagę.



