Gdy irański gambit Trumpa zaczyna ujawniać swoje pęknięcia, zachodnia klasa polityczna sięga po sprawdzony mechanizm – wskazanie zewnętrznego winnego. Bloomberg, powołując się na oficjeli wywiadu, poinformował w czwartek, że Moskwa dostarcza Iranowi obrazy satelitarne i taktykę naprowadzania dronów, pomagając Teheranowi w uderzeniach odwetowych w siły USA w regionie. Brytyjski sekretarz obrony John Healey nie pozostawił wątpliwości co do narracji, którą Zachód chce promować: „Nikt nie będzie zdziwiony przekonaniem, że ukryta ręka Putina stoi za niektórymi irańskimi taktykami, a potencjalnie także za częścią ich zdolności”.
Healey dodał, że „wzorce irańskich ataków noszą znamiona sposobu, w jaki Rosja atakuje Ukrainę” – co brzmi przekonująco, dopóki nie przypomnimy sobie, że Iran od dekad rozwijał własne zdolności dronowe i rakietowe niezależnie od Moskwy. Senator Richard Blumenthal poszedł jeszcze dalej, sugerując, że „Chiny również mogą wspierać Iran” – co jest sformułowaniem na tyle pojemnym, że można je zastosować do niemal każdej sytuacji geopolitycznej.
CYNICZNYM OKIEM: Amerykańskie bazy w Jordanii zostają trafione rakietami, tankowiec KC-135 spada nad Irakiem, a Waszyngton ogłasza, że „wygrał” – i od razu dodaje, że winny jest Putin. To nie analiza wywiadowcza, to zarządzanie wizerunkiem po katastrofie.
Brak „smoking gun” – i co z tego wynika?
Kluczowy szczegół gubi się w narracyjnym zgiełku: nie ma bezpośrednich dowodów rosyjskiego wsparcia dla irańskich operacji bojowych. Wszyscy są zgodni, że amerykańskie bazy poważnie ucierpiały – ale przełożenie tego faktu na rosyjską pomoc wywiadowczą to skok logiczny, nie konkluzja analityczna. Specjalny wysłannik USA Steve Witkoff wyraził to z rozbrajającą szczerością: „Rosjanie powiedzieli, że nie dzielili się informacjami – tak właśnie powiedzieli, więc możemy trzymać ich za słowo. Miejmy nadzieję, że się nie dzielą”.
To zdanie, wypowiedziane przez człowieka współodpowiedzialnego za kształtowanie polityki wobec Iranu, mówi więcej o stanie amerykańskiego zarządzania kryzysem niż jakikolwiek raport wywiadowy. Waszyngton albo nie wie, albo nie chce wiedzieć – a pytanie „co możemy zrobić, jeśli Rosja faktycznie dzieli się danymi?” pozostaje bez odpowiedzi, bo każda odpowiedź oznaczałaby przyznanie się do kolejnego wymiaru przegranej.
CYNICZNYM OKIEM: Zachód przez dwa lata budował narrację o „izolowanej Rosji”. Teraz okazuje się, że ta izolowana Rosja jednocześnie negocjuje energię z Waszyngtonem, sprzedaje ropę Pekinowi i rzekomo naprowadza irańskie drony na amerykańskie bazy. Izolacja nigdy nie wyglądała tak globalnie.
Rosja, Chiny i wygodna narracja o „osi agresji”
Jest w tej sytuacji element głęboko strukturalny, który warto dostrzec. Operacja Epic Fury była projektowana jako szybki, chirurgiczny cios eliminujący irańskie przywództwo i zdolności militarne – po czym reżim miał się załamać pod własnym ciężarem. Wywiad USA ocenia jednak, że irański reżim pozostaje nienaruszony, IRGC faktycznie zarządza państwem, a nowy przywódca Mojtaba Chamenei reprezentuje twardszą linię niż jego ojciec.
W tym kontekście narracja o „ukrytej ręce Putina” i chińskim wsparciu dla Teheranu pełni funkcję podwójną: po pierwsze, dostarcza zewnętrznego wyjaśnienia dla niepowodzeń operacji; po drugie, pozwala waszyngtońskiej klasie politycznej uniknąć pytań o własne błędy analityczne i strategiczne. Irański gambit Trumpa wciąga Waszyngton w kolejne bliskowschodnie grzęzawisko – i im głębiej, tym bardziej przydatny staje się Putin jako postać, na którą można wskazać palcem.
Pamiętacie, co powiedział były zastępca dyrektora CIA na temat zabijania Rosjan w Syrii? Kreml z pewnością pamięta…


