Istnieje w kulturze popularnej test, który nie ma prawidłowej odpowiedzi. W Star Treku kadeci Akademii Gwiezdnej Floty stawali przed scenariuszem Kobayashi Maru – symulacją, w której każda decyzja prowadziła do porażki. Porzucenie załogi uszkodzonego frachtowca oznaczało klęskę moralną, ale próba ratunku kończyła się atakiem coraz większej liczby wrogów. Test nie sprawdzał taktyki ani strategii – sprawdzał charakter. I właśnie tę analogię przywołuje analityk Ben Picton, sugerując, że prezydent Trump znalazł się dokładnie w takiej sytuacji.
Logika jest bezlitosna. Jeśli Trump wycofa się z Iranu, będzie to geopolityczna klęska porównywalna z kryzysem sueskim z 1956 roku – momentem, w którym stare mocarstwa kolonialne zostały publicznie upokorzone. Co gorsza, wycofanie może nie być w ogóle możliwe, jeśli Iran odmówi zakończenia wojny w regionie. Ale jeśli Trump będzie kontynuował ataki, rynki energii wpadną w jeszcze większą panikę, a skutki zaczną rozlewać się na cały globalny system gospodarczy.
Ropa, gaz i nowe cele Iranu
Izraelska prasa donosi, że kraj przygotowuje się do walki z Iranem i Hezbollahem w Libanie przez kolejny miesiąc – a nie trzy tygodnie, o których mówiono wcześniej. Tymczasem Iran zmienił strategię celowania.
Teheran uderza teraz w pola naftowe i gazowe, takie jak Shah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, zagrażając samym zasobom energii, a nie tylko ich przepływowi przez terminale eksportowe i rafinerie.
Mimo to rynki kontraktów terminowych wciąż wyceniają tańszą energię w perspektywie kilku miesięcy. Nawet przy wskaźnikach „backwardation” sugerujących obecny fizyczny deficyt, dominuje pogląd, że nie dojdzie do trwałego zakłócenia dostaw.
CYNICZNYM OKIEM: Rynki finansowe to jedyne miejsce, gdzie można patrzeć na płonące pola naftowe i wyceniać spadek cen. Optymizm traderów to nie wiara w pokój – to wiara w spreadsheet.
Sekretarz skarbu Bessent twierdzi, że USA nie mają problemu z tym, iż niektórym irańskim, chińskim i indyjskim jednostkom udało się przepłynąć przez Ormuz. Logika jest przewrotna – jeśli Iran zacznie przepuszczać wszystkich poza USA i Izraelem, z których żadne i tak z cieśniny nie korzysta, to blokada faktycznie dobiegnie końca sama z siebie.
Kirk przeprogramował komputer – czy Trump przeprogramuje geopolitykę?
W filmie młody kapitan Kirk znalazł wyjście z sytuacji bez wyjścia: przeprogramował komputer symulacji tak, aby zwycięstwo było możliwe. Otrzymał za to pochwałę za oryginalne myślenie, komentując sucho: „Nie lubię przegrywać”.
Analiza sugeruje, że Trump próbuje dokładnie tego samego. Ogłosił, że wizyta w Pekinie prawdopodobnie nie dojdzie do skutku z powodu wojny – żąda przesunięcia o około miesiąc. Przekaz jest czytelny: tylko jeśli wojna zakończy się bez odwrotu USA, Trump i Xi będą mogli rozmawiać o relacjach amerykańsko-chińskich.
Jednocześnie Chiny mogą pozyskiwać energię z półkuli zachodniej, by zastąpić Iran i kraje Zatoki. To nie jest groźba – to geometria naczyń połączonych, w której każdy gracz ma coś do stracenia i coś do zyskania.
Przykład Kuby pokazuje, jak ta logika działa w praktyce. Po tym, jak Trump zablokował większość eksportu ropy na wyspę po siłowym „odwróceniu” Wenezueli, komunistyczny rząd przyjął zasady pierestrojki – pozwala kubańsko-amerykańskim uchodźcom wracać i otwierać firmy prywatne. Kolejny sojusznik Rosji, Chin i Iranu przechodzi do obozu USA.
CYNICZNYM OKIEM: Geopolityka w wykonaniu Trumpa to Star Trek kręcony budżetem reality show – nikt nie zna scenariusza, ale wszyscy udają, że wiedzą, jak się kończy.
Sojusznicy NATO, Japonia i Korea Południowa jak dotąd odmawiają wysłania okrętów do Ormuz. Ale im dłużej trwa konflikt, tym boleśniejsze staje się stanie z boku. Silniejszy, nuklearny Iran z pociskami balistycznymi – co może się stać, jeśli reżim przetrwa – miałby ogromne konsekwencje dla wszystkich. Premier Japonii Takaichi podobno „rozważa opcje” i mogłaby dołączyć do koalicji w imię wolności żeglugi.
Europa mówi „nie szantażujcie nas”, jednocześnie będąc de facto szantażowana. Wykluczając złagodzenie zakazu na rosyjski gaz i deklarując „ani jednej molekuły”, logicznie pozostawia sobie jedynie USA jako dostawcę LNG. Przez proces geopolitycznej tranzytywności stawia to Europę po stronie Waszyngtonu przeciwko Iranowi, kluczowemu poplecznikowi Rosji.
Tymczasem Bank Rezerw Australii – pierwszy z głównych banków centralnych, który musiał zmierzyć się z nową rzeczywistością – podniósł stopy o 25 punktów bazowych do 4,10%, przyznając, że utrzymujące się wyższe ceny energii napędzą inflację. Australijska inflacja ma pozostać powyżej celu przez „pewien czas” mimo „istotnej niepewności”.
Rentowność australijskich 10-latek, która dzień wcześniej przebiła psychologiczną barierę 5%, cofnęła się do około 4,92%. Pytanie, które zadają sobie teraz wszystkie banki centralne, brzmi: czy to jest ich własny scenariusz Kobayashi Maru – sytuacja, której nie da się rozwiązać żadnym nowym akronimem oznaczającym płynność finansową?



