Żyjemy w czasach, gdy fundamenty naszego społeczeństwa – te, które zdawały się niepodważalne – zaczynają chwiać się pod naporem wątpliwości. Ludzie coraz częściej zadają pytania, które kiedyś wydawały się nie do pomyślenia:
- Czy rządy są naprawdę aż tak skorumpowane?
- Czy sądy stały się narzędziem politycznej gry?
- Czy media to jedynie tuby propagandy?
- Czy nowoczesna medycyna to w końcu oszustwo?
Kwestionowanie tego, co przez całe życie uważaliśmy za „dobre”, „uczciwe”, „prawdziwe”, jest trudne i obarczone społecznym ryzykiem. Wszak rząd ma nas chronić, sądy dbać o sprawiedliwość, a lekarze – leczyć. Ale czy na pewno?
Pisarka Arundhati Roy ostrzega:
„Problem polega na tym, że jak raz się to zobaczy, to nie da się już tego wymazać z pamięci. A jak już się to zobaczyło, to milczenie staje się czynnym politycznie aktem. Nie ma niewinności.”
Kwestionując zaufane instytucje, stajemy przed olbrzymim kraterem niepewności, który rozciąga się na cały system – rząd, sądy, media, a także medycynę. Upadek jednego z tych filarów grozi łańcuchową reakcją destabilizacji.
Medycyna – od niekwestionowanego dobra do przemysłu?
Większość z nas reaguje na słowo „medycyna” automatycznie pozytywnie, jak na przywołanie układu odruchowego: lekarz = zdrowie. Ale dziś zdrowie zostało zredukowane do medycyny, a medycyna do ogromnego, potężnego przemysłu.
Czy wiesz, że farmaceutyczny przemysł w USA wydaje aż około 380 milionów dolarów rocznie na lobbing, zdecydowanie przewyższając pod tym względem elektronikę (250 mln) i ubezpieczenia (150 mln)? To gigant, który swoim wpływem kształtuje całą politykę zdrowotną.
Dawniej zdrowie kojarzyło się z równowagą organizmu i naturalnymi czynnikami: światłem słonecznym, czystą wodą, ruchem, prawidłową dietą. Dziś pytanie lekarza rzadko dotyczy tego, ile wody pijesz czy jak długo śpisz, za to mocno skupia się na tym, jakie tabletki bierzesz.
Pandemia ujawniła pęknięcia w systemie, a reputacja medycyny jako całości zaczęła się chwiać. Liczne przypadki zamieszania, sprzecznych zaleceń i efektów ubocznych wywołały ogromny kryzys zaufania do branży medycznej.
Studium przypadku: walka z systemem po własnej operacji
Kilka tygodni temu mój znajomy musiał przejść operację ze znieczuleniem ogólnym i wieloma lekami do przyjmowania po zabiegu – aż sześcioma. Znieczulenie, antybiotyk, środki przeciwbólowe, przeciw nudnościom i miejscowe – wszystko to miało pomagać w rekonwalescencji, ale…
Był zaniepokojony ich liczbą, szczególnie po ciężkich doświadczeniach po poprzedniej operacji, kiedy to dziewięć różnych leków wywołało u niego liczne skutki uboczne: wysypkę, bóle stawów, osłabienie mięśni, mrowienie nerwów i problemy trawienne.
Mimo nacisków, powoli wycofywał leki, stosując tylko dwa bardzo oszczędnie i nie doznał żadnych szkód. Co zadziwiające, chirurg zapewnił, że to jego decyzja, nie próbując go nakłaniać siłą.
CYNICZNYM OKIEM: Czy to przypadek, czy maskowanie prawdziwej siły przemysłu farmaceutycznego, który nie zawsze kieruje się dobrem pacjenta?
Z jednej strony mamy lekarza-akwizytora leków, z drugiej – medycznego partnera, który ufa świadomej decyzji pacjenta. Ta różnica jest uderzająca i mówi więcej o systemie, niż niejeden raport naukowy.
Te doświadczenia pokazują, jak łatwo można stać się pionkiem w grze interesów, gdzie nadmiar leków i procedur często nie idzie w parze z realną korzyścią zdrowotną. Współczesna medycyna coraz bardziej przypomina przemysł nastawiony na zysk, niż służbę zdrowiu.
Trudno dziś zaufać bezkrytycznie autorytetom medycznym, bezkrytycznie podążać za schematami, które coraz częściej są dyktowane przez producentów i regulatorów z myślą o korporacyjnych celach.
To wymaga od nas zdecydowanej zmiany podejścia, świadomości i gotowości do wątpliwości, zadawania pytań oraz współodpowiedzialności – bo jak mówi Arundhati Roy, milczenie jest współudziałem.
Czy więc nowoczesna medycyna to oszustwo? To pytanie nie ma łatwej odpowiedzi, ale z pewnością warto zastanowić się nad tym, czy my sami nie jesteśmy zakładnikami systemu, który niby leczy, a czasem bardziej szkodzi.


