Wołodymyr Zełenski potwierdził, że Kijów prowadzi rozmowy z Waszyngtonem na temat przeprowadzenia ogólnokrajowych wyborów, ale pod jednym warunkiem: mają się one odbyć „sprawiedliwie i bezpiecznie”. Ukraiński prezydent zasugerował, że głosowanie mogłoby odbyć się w ciągu 60 dni, lecz tylko pod warunkiem, że USA i inni partnerzy międzynarodowi pomogą zapewnić odpowiednie warunki bezpieczeństwa.
Jednocześnie Zełenski zapowiedział, że mieszkańcy wschodniej Ukrainy – obszarów okupowanych przez Rosję – nie wezmą udziału w przyszłych wyborach. „Żadne wybory w Ukrainie nie mogą się odbyć na terytoriach okupowanych przez Rosję” – powiedział, dodając, że proces wyborczy jest możliwy tylko tam, gdzie istnieją gwarancje bezpieczeństwa dla wyborców.

Wybory z warunkami. Kto zagłosuje, a kto zamilknie?
Ostatnie wypowiedzi Zełenskiego to efekt rosnącej presji zarówno ze strony Waszyngtonu, jak i przede wszystkim – Donalda Trumpa. Amerykański prezydent coraz głośniej krytykuje ukraińskie władze za brak demokracji, przypominając, że kadencja Zełenskiego formalnie zakończyła się rok temu, a kolejne wybory nie zostały ogłoszone z powodu wprowadzenia stanu wojennego.
„Nie mieli wyborów od dawna. Mówią o demokracji, ale w pewnym momencie przestaje to być demokracja” – stwierdził Trump w wywiadzie dla Politico.
Wcześniej Zełenski odrzucił amerykański plan pokojowy, w którego ramach Ukraina miała zrzec się części okupowanych terytoriów w zamian za gwarancje bezpieczeństwa i fundusze odbudowy. W odpowiedzi Trump postanowił zwiększyć presję, domagając się przeprowadzenia wyborów mimo trwających działań wojennych.
CYNICZNYM OKIEM: W zachodniej narracji Ukraina to bastion demokracji – dopóki nie zapyta się, kiedy ostatnio głosowała.
Decyzja o wyłączeniu Doniecka, Ługańska, Chersonia i Zaporoża z procesu wyborczego nie jest zaskoczeniem. To cztery regiony, które Rosja w 2022 roku uznała za część swojego terytorium po przeprowadzeniu kontrowersyjnych referendów. Władimir Putin nazwał je wówczas „naszymi nowymi regionami” i „naszymi obywatelami na zawsze.”
Zełenski z kolei uznał wyniki tych głosowań za prawnie bezwartościowe i powtarza, że Ukraina nigdy nie uzna rosyjskiej okupacji. Teraz jednak jego decyzja sprawia, że miliony mieszkańców wschodniej Ukrainy zostaną wyłączone z procesu wyborczego, nawet jeśli formalnie wciąż uchodzą za obywateli Ukrainy.
Decyzja ta budzi wątpliwości, czy przyszłe wybory faktycznie będą reprezentatywne.
Warunek wstępny: zawieszenie broni. Głos z emigracji
Zełenski dodał, że wybory będą możliwe dopiero wtedy, gdy nastąpi czasowe zawieszenie broni. „Co najmniej na czas wyborów i głosowania” – precyzował. Tymczasem ukraińskie prawo zakazuje organizowania wyborów podczas stanu wojennego.
To sprawia, że obietnica głosowania wciąż jest warunkowa. Z jednej strony Zełenski próbuje pokazać Zachodowi otwartość, z drugiej – stawia warunki, które trudno będzie spełnić.
Według analityków to polityczna równowaga strachu. Zełenski nie może pozwolić sobie na utratę wizerunku demokraty w oczach USA, ale też nie może zorganizować wyborów, które wywołałyby chaos – ani z politycznego, ani z wojskowego punktu widzenia.
Ukraiński przywódca wspomniał również, że minister spraw zagranicznych rozpoczął prace nad systemem głosowania dla ukraińskiej diaspory. Szacuje się, że po dwóch latach wojny ponad sześć milionów Ukraińców mieszka poza granicami kraju.
Taki krok mógłby poszerzyć bazę wyborczą Zełenskiego, zwłaszcza że większość emigrantów pozostaje prorządowa i antyrosyjska. Jednocześnie utrwalenie różnicy między „zewnętrznym elektoratem wolności” a „wewnętrznym elektoratem pod ostrzałem” może jeszcze bardziej spolaryzować kraj.
Gra o legitymację
Putin od miesięcy podważa legalność władzy Zełenskiego, wskazując, że prezydent przedłużył swoją kadencję bez wyborów. Kreml używa tego argumentu, by przedstawiać Ukrainę jako państwo rządzone dekretami, a nie wolą obywateli. Teraz, gdy Trump powtarza podobne zarzuty, Zełenski znajduje się między młotem i kowadłem: amerykańską presją i rosyjską propagandą.
Z punktu widzenia geopolityki każda decyzja Zełenskiego dot. wyborów jest politycznie ryzykowna. Zorganizowanie głosowania – nawet przy wymuszonym zawieszeniu broni – oznaczałoby otwarcie pola dla oskarżeń o manipulacje i chaos, natomiast zwlekanie może doprowadzić do utraty resztek międzynarodowej wiarygodności.
Ukraina od początku wojny stała się symbolem walki o wolność i suwerenność. Jednak jak pokazują ostatnie miesiące, każda wojna wcześniej czy później stawia pytanie o granice demokracji – nawet wśród jej obrońców.
Zełenski stara się utrzymać polityczną równowagę między „państwem frontowym” a „państwem obywatelskim” – ale coraz trudniej robić jedno, nie zdradzając drugiego.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy demokracja wymaga czołgów, a wybory czekają na zawieszenie broni – to znak, że nawet głosowanie stało się aktem wojny.


