Wrzesień od lat jest uważany za najbardziej pechowy miesiąc na rynku akcji, szczególnie na indeksie S&P 500. Z kolei październik do stycznia to typowy okres wzrostów i dobrych wyników. Ta coroczna rotacja emocji i kapitału to coś, co ma miejsce od ponad trzech dekad – i co wyzwala określone schematy myślowe wśród inwestorów i mediów.
Jednym z najbardziej powtarzanych, a jednocześnie powierzchownych błędów jest znane hasło „sprzedaj w maju i zniknij na lato”, które lansują media takie jak CNBC. I choć brzmi jak mądra strategia, tak naprawdę jest to klasyczne myślenie sezonowe, które ignoruje długoterminową perspektywę inwestycyjną.

CYNICZNYM OKIEM: „Sprzedaj w maju” to fraza, która przypomina zawołanie na festynie – głośne, proste i wszyscy znają słowa, ale prawdziwie skuteczna strategia wymaga więcej niż chwytliwe hasła w mediach. Dla większości inwestorów sezonowa zmiana może oznaczać utratę procentów składanych i dodatkowe koszty transakcyjne – innymi słowy, straty.
Dlaczego wrzesień to dobry moment na kupno?
Analizując dane historyczne od 1928 roku – a więc obejmujące wielkie kryzysy, wojny, rewolucje technologiczne i zmiany gospodarcze – S&P 500 daje średnioroczną stopę zwrotu około 9,5% z reinwestowanymi dywidendami. Oznacza to, że kapitał się podwaja mniej więcej co 9,5 roku i poczwórna wartość następuje w ciągu 20 lat.
O tym, kiedy warto wchodzić na rynek, a nie uciekać – przypomina wykres Goldman Sachs.
- Wykres średnich dziennych stóp zwrotu od 1928 roku pokazuje, że wrzesień jest miesiącem dominacji czerwieni – okresem spadków.
- Spadek zwykle zaczyna się pod koniec sierpnia, gdy menedżerowie funduszy zaczynają kupować ochronę przed spadkami.
- Presja ta utrzymuje się przez wrzesień, ale naprawa rynku następuje od około 28 września.
- Październik do stycznia to czas najsilniejszych wzrostów i zarazem najlepszy czteromiesięczny okres roku na rynku.

CYNICZNYM OKIEM: Rynek często funkcjonuje jak inteligentny zbiorowy organizm, który przewiduje, wyczuwa i odpowiada na… własne kolektywne oczekiwania i lęki. To, co wydaje się chaosem, ma swoją brutalną logikę – to rynek, który szuka punktu wejścia przez kratę strachu.
Krótkoterminowe spadki kontra długoterminowy optymizm
Choć strategowie z Wall Street coraz głośniej mówią o korekcie, wskazując na potencjalne słabości sektora technologicznego, większość z nich zabezpiecza się, zachowując ostrożność i nie wystawiać się na zbyt wczesne ryzyko.
Wyjątkowo często najlepszy moment do zakupu aktywów pojawia się właśnie wtedy, gdy większość spodziewa się spadków i pojawiają się przeceny.
Roczne zwroty rzędu 9,5% oznaczają, że inwestowanie to gra cierpliwości i konsekwentnego wzrostu – niezależnie od sezonowych wahań.
Potwierdzeniem jest fakt, że mediana ceny akcji przychodzi po okresach stabilizacji i oddechu, a nawet jeżeli wrzesień przyniósł słabsze dni, to transakcje i zmiany pozycji dobrze przygotowują fundusze do nadchodzących zyskownych miesięcy.
Indeks S&P 500 będzie do końca roku wyceniany na podstawie prognoz zysków na rok 2026; według dostępnych danych i mnożników docelowa cena indeksu powinno oscylować wokół 7000 punktów. To wartość, która powinna stanowić solidne wsparcie pod stabilny rajd byków.
W krótkim terminie więc obserwowane spadki we wrześniu – zamiast być powodem paniki – mogą okazać się zaproszeniem do strategicznych zakupów i rozgrywką dla cierpliwych inwestorów.
Kończąc: nie bój się wrześniowego spadku – to często początek czegoś większego, a historia wyraźnie pokazuje, że to właśnie teraz rodzą się fundamenty pod przyszłe, długofalowe zyski.
Bo inwestowanie to przede wszystkim lekcja pokory i cierpliwości wobec cykli, a nie gra w krótkoterminowe emocje. Warto pamiętać, że rynek spędza lata na wspinaniu się po schodach, by potem szybko zjechać windą – najlepiej być wtedy przygotowanym.


