Szok cenowy na rynku wołowiny napędza fakt, że liczebność stada bydła w USA spadła do poziomu najniższego od ponad półwiecza w obliczu dotkliwej suszy, wysokich kosztów paszy, rosnących wydatków na finansowanie oraz innych czynników inflacyjnych, takich jak drastycznie rosnące ceny oleju napędowego uderzające w ranczerów. Dane USDA pokazują, że średnie ceny detaliczne wołowiny znajdują się w fazie parabolicznych wzrostów od wczesnych dni pandemii, a konsumenci przeżywają wstrząs cenowy, gdy tylko wejdą na dział mięsny w jakimkolwiek supermarkecie. Nowy raport Bloomberga pomaga wyjaśnić, dlaczego ceny prawdopodobnie pozostaną sztywne – stado bydła w USA spadło do najniższego poziomu od 75 lat, a tak głęboki szok podażowy rozwijał się latami i jego odbudowa również zajmie lata.
Dlaczego administracja zmieniła kierunek działań?
Administracja Trumpa obiecała poskromić ceny wołowiny, rozważając nawet umowę z Argentyną dotyczącą importu bydła w celu złagodzenia niedoborów. Ostatecznie odeszła jednak od potencjalnych manewrów podażowych na rzecz wezwania Departamentu Sprawiedliwości do zbadania możliwych naruszeń przepisów antymonopolowych wśród przetwórców, co jest sygnałem zmiany strategii z interwencji handlowej na presję regulacyjną wobec dużych zakładów mięsnych.

Sytuacja w samym sektorze przetwórstwa potwierdza, że problem nie ogranicza się wyłącznie do końcowej półki sklepowej. W poniedziałek Tyson Foods, największy przetwórca mięsa w kraju, odnotował kolejną kwartalną stratę w swojej jednostce wołowej, co podkreśla, że marże na wołowinie pozostają głęboko ujemne nawet na poziomie przetwórstwa.
Mechanika tego zjawiska jest stosunkowo prosta i jednocześnie bezwzględna dla całego łańcucha. Tyson i inne główne zakłady mięsne są zmuszone płacić premie za rzadkie bydło, co miażdży ich marże, a te z kolei są następnie przenoszone na konsumentów stojących przy kasach.

CYNICZNYM OKIEM: Administracja najpierw obiecywała tanią wołowinę z Argentyny, potem postanowiła pogonić Departament Sprawiedliwości za przetwórcami. Najszybszym rozwiązaniem problemu wysokich cen wciąż okazuje się publiczna obietnica, że ktoś inny się tym zajmie.
Co naprawdę pokazuje analiza łańcucha dostaw?
Ilena Peng, reporterka Bloomberga do spraw rolnictwa, wyjaśniła w swojej notatce, dlaczego problem wymyka się prostym diagnozom. „Rzeczywistość stojąca za drogą wołowiną jest skomplikowana. Nie ma szybkiego rozwiązania problemu ograniczonych dostaw, ponieważ szok cenowy w alejkach spożywczych nie wydarzył się z dnia na dzień” – napisała. Dodała również, że nie chodzi wyłącznie o długi czas wzrostu zwierząt, lecz o samą skomplikowaną ekonomię hodowli, która tworzy punkty krytyczne na kluczowych etapach produkcji.

Peng przeprowadziła czytelników przez hipotetyczny przykład podróży jednego zwierzęcia przez łańcuch dostaw, pokazując, że pula zysków jest silnie przesunięta w stronę początkowego etapu. Ranczerzy zajmujący się chowem krów i cieląt odnotowują obecnie solidne zyski, lecz marże pogarszają się na dalszych etapach – od hodowców młodzieży po tuczarnie i zakłady mięsne, gdzie operatorzy pozostają pod silną presją kosztową.

Końcowy odcinek łańcucha okazuje się tymczasem dla detalu zaskakująco komfortowy. Sklepy spożywcze były w stanie przerzucić wyższe koszty na konsumentów, zwłaszcza że popyt na wołowinę pozostaje silny, co tłumaczy, dlaczego sieci handlowe nie odczuwają tego kryzysu w sposób porównywalny z przetwórcami.
Wnioski Peng dotyczące perspektyw cenowych są jednoznaczne i pozbawione optymizmu. „Wszystko to oznacza, że istnieje niewiele szybkich rozwiązań dla niemal rekordowych cen wołowiny” – ostrzegła reporterka Bloomberga. Dodała także, że oczekuje się utrzymania presji na każdym etapie 18-miesięcznego łańcucha dostaw co najmniej do końca roku, co przekłada się bezpośrednio na portfele konsumentów.

Najpoważniejsze konsekwencje mogą jednak dopiero nadejść w nadchodzących miesiącach kalendarzowych. Ceny wołowiny mogą wzrosnąć jeszcze bardziej w okresie letnim i wejść w obszar niszczący popyt, co stanowi szczególnie złą wiadomość dla amerykańskich konsumentów przed nadchodzącym sezonem grillowym i tradycyjnym wzrostem konsumpcji mięsa.



