Wojna z Iranem obnaża farsę amerykańskiej demokracji

27% poparcia i zero głosowań w Kongresie

Adrian Kosta
7 min czytania
wojna Iran Kongres Trump poparcie

Według sondażu Reutersa z 1 marca zaledwie 27 procent Amerykanów zadeklarowało poparcie dla nowej wojny z Iranem. Kongres nie głosował nad wypowiedzeniem wojny ani nad wydaniem kolejnych dolarów z podatków na kolejny bliskowschodni konflikt. Żadna oddolna fala publicznego entuzjazmu nie przetoczyła się przez Stany Zjednoczone, żadni obywatele nie telefonowali do swoich przedstawicieli z prośbą o jeszcze jedno bombardowanie. A mimo to Ameryka jest w stanie wojny z Iranem – w kampanii militarnej na dużą skalę, rozpoczętej jednostronną decyzją administracji, bez debaty, bez mandatu i bez spójnego wyjaśnienia, dlaczego właściwie do niej doszło.

Kandydat Trump wielokrotnie twierdził podczas kampanii, że jest człowiekiem pokoju. Partia Republikańska opublikowała grafiki prezentujące duet Trumpa jako zespół pro-pokojowy. Po niecałym roku drugiej kadencji jego polityka zagraniczna jest niemal nieodróżnialna od tej, którą prowadzili Obama, Biden, a jeśli wojna się przeciągnie – George W. Bush. W przypadku amerykańskiej polityki zagranicznej wybory okazują się mieć znaczenie porównywalne z listem do Świętego Mikołaja – można go napisać, ale nikt go nie czyta.

Autor poleca: Rozłam w MAGA. Carlson i Kelly uderzają w Trumpa: „To wojna Netanjahu”

trump vance

Uzasadnienie, które zmienia się co dwanaście godzin

Nawet sama administracja wydaje się niepewna, dlaczego ta wojna się toczy. W pierwszych godzinach konfliktu Biały Dom mówił o zmianie reżimu i wyzwoleniu Irańczyków. Do poniedziałku Trump wyliczał powody rozpoczęcia działań wojennych i o zmianie reżimu w ogóle nie wspomniał. Zamiast tego pojawiło się twierdzenie o irańskim programie rakietowym zagrażającym Stanom Zjednoczonym – choć praktycznie nikt nie wierzy, że Iran kiedykolwiek posiadał rakiety zdolne zbliżyć się do amerykańskiego terytorium. Jedyne zagrożenie dotyczy baz wojskowych, które rząd USA buduje dziesięć tysięcy mil od własnych granic i które nie mają nic wspólnego z bezpieczeństwem przeciętnego Amerykanina w Ohio czy Teksasie.

Potem Sekretarz Stanu Rubio oświadczył, że Stany Zjednoczone rozpoczęły wojnę, ponieważ Izrael planował atak na Iran, co doprowadziłoby do irańskich odwetów na amerykańskie bazy. Rubio w zasadzie powiedział, że Tel Awiw zmusił USA do wojny. Trump następnego dnia zaprzeczył własnemu Sekretarzowi Stanu, twierdząc – to ja mogłem ich do tego zmusić. W tych chaotycznych i spóźnionych próbach uzasadnienia całkowicie brakuje jakiejkolwiek wzmianki o narodzie amerykańskim, jego podatkach, wolnościach, a nawet o jego rzekomych przedstawicielach w Kongresie.

CYNICZNYM OKIEM: Administracja zmieniła uzasadnienie wojny trzy razy w ciągu czterech dni. Najpierw wyzwalanie Irańczyków, potem obrona przed rakietami, potem uderzenie wyprzedzające na życzenie Izraela. Przy takim tempie do końca tygodnia usłyszymy, że chodziło o ochronę zagrożonych gatunków w Zatoce Perskiej.

Demokracja przedstawicielska bez przedstawicielstwa

Ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee, zapytany przez Tuckera Carlsona, jak bardzo liczy się opinia Amerykanów, odpowiedział najpierw – „liczy się w każdym calu”. Gdy Carlson zauważył, że tylko 21 procent popiera wojnę, Huckabee stwierdził, że nie żyjemy w świecie, w którym przeprowadza się sondaż, aby dowiedzieć się, czy polityka powinna iść w określonym kierunku.

Carlson wytknął mu sprzeczność, na co Huckabee odparł, że głęboko przejmują się opinią publiczną. Zapytany, w jakim sensie się nią przejmują, skoro ją ignorują, ambasador odpowiedział niezwiązanym z tematem wywodem o zagrożeniach. Zapytany z kolei, czy Izrael ma prawo do przejęcia większości Bliskiego Wschodu, stwierdził – „byłoby świetnie, gdyby zabrali ją całą”.,

Senat odrzucił rezolucję o uprawnieniach wojennych, która miała zmusić Trumpa do zakończenia lub uzyskania zgody Kongresu na kontynuowanie operacji. Administracja może prowadzić wojnę bez jakichkolwiek ograniczeń ze strony ciała ustawodawczego, które teoretycznie reprezentuje wolę narodu.

Badania empiryczne od lat potwierdzają to, co obecna wojna ilustruje w praktyce. W przełomowym badaniu z 2014 roku Martin Gilens i Benjamin Page wykazali, że jeśli chodzi o wpływ na politykę rządu USA, przeciętni obywatele i masowe grupy interesu mają niewielki lub żaden niezależny wpływ, podczas gdy preferencje elit ekonomicznych mają znacznie większe przełożenie na zmiany polityczne. Michael Barber w badaniu z 2016 roku stwierdził, że preferencje senatorów drastycznie odbiegają od preferencji przeciętnego wyborcy – w stopniu niemal tak dużym, jakby wyborcy byli losowo przypisywani do swoich reprezentantów. John Matsusaka wykazał w 2017 roku, że gdy preferencje ustawodawcy różniły się od opinii okręgu, ustawodawca głosował zgodnie z wolą wyborców zaledwie w 29 procentach przypadków.

CYNICZNYM OKIEM: Ameryka nazywa się demokracją przedstawicielską. Przedstawiciele głosują zgodnie z opinią wyborców w mniej niż jednej trzeciej przypadków. To mniej więcej tyle samo, ile szansa trafienia w ruletkę. Z tą różnicą, że w ruletkę przynajmniej grasz dobrowolnie.

Jedno z największych darczyń kampanii Trumpa, miliarderka Miriam Adelson, znana jest z ekstremalnie pro-izraelskiego stanowiska. Nie jest zaskoczeniem, że polityka zagraniczna administracji to odzwierciedla. Gdy badacze John Mearsheimer i Stephen Walt opisali ten mechanizm w książce The Israel Lobby w 2007 roku, zostali przewidywalnie oskarżeni o antysemityzm. W 2026 roku ich tezy brzmią jak opis rzeczywistości, którą każdy może zobaczyć gołym okiem – polityka zagraniczna USA jest skrojona pod konkretne grupy interesu, a nie pod interesy zwykłych wyborców.

Administracja nie musi nawet silić się na wiarygodne wyjaśnienia. Twierdzenia o Iranie jako zagrożeniu dla narodu amerykańskiego stoją na tym samym poziomie co bajki o irackiej broni masowego rażenia. Administracja nie może powiedzieć wprost, dlaczego ta wojna się toczy, więc uzasadnienia zmieniają się z dnia na dzień. Ale ostatecznie reżim nie potrzebuje wiarygodnych wyjaśnień – potrzebuje jedynie wystarczająco dużo czasu, żeby opinia publiczna przyzwyczaiła się do kolejnego konfliktu, tak jak przyzwyczaiła się do wszystkich poprzednich.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *