Jest taki rodzaj optymizmu, który w geopolityce bywa groźniejszy niż najczarniejszy scenariusz. To przekonanie, że konflikt zaraz się skończy, że strony usiądą do stołu, a rynki wrócą do normy. W przypadku wojny z Iranem ten optymizm może kosztować znacznie więcej niż złudzenia. Jak ostrzegają analitycy, ciągłe mówienie o szybkim zakończeniu konfliktu jest prawdopodobnie błędne, skoro obie strony konsekwentnie eskalują działania. Jedyną drogą wyjścia z tego kryzysu wydaje się parcie naprzód – przez cieśninę Ormuz, przez irański opór, przez przemoc.
Logika jest brutalna, ale prosta. Wall Street Journal podsumowuje ją celnie – szybkie zakończenie wojny niesie ogromne ryzyko dla USA i sojuszników, ponieważ pozostawienie reżimu niepokonanym mogłoby zmotywować Teheran do budowy broni jądrowej i utrwalić jego kontrolę nad znaczną częścią światowych przepływów energii. To nie jest kwestia ambicji, lecz kalkulacji. Właśnie dlatego eskalacja trwa po obu stronach, a głosy sugerujące, że w Iranie nie ma już nic do zaatakowania, należy traktować z daleko idącą rezerwą.
Irańczycy uderzyli wczoraj w trzy statki w cieśninie Ormuz, a Teheran ostrzegł świat, by przygotował się na ropę po 200 dolarów za baryłkę, chwaląc się nową podwodną bronią przeciwokrętową. Zaatakowano również dwa tankowce w irackim porcie, co wyłączyło te obiekty z użytku i oznacza kolejny natychmiastowy spadek globalnej podaży ropy. Pole zagrożenia rozszerza się daleko poza Ormuz – pojawia się pytanie, czy saudyjski rurociąg do terminalu Yanbu nad Morzem Czerwonym również może stać się celem, co pogorszyłoby sytuację wykładniczo. Tymczasem Iran przenosi wojnę w sferę cybernetyczną, a FBI ostrzega, że irańskie drony mogą uderzyć nawet w wybrzeże Kalifornii.
Ropa, hel i półprzewodniki – łańcuch zależności
Po stronie amerykańskiej bombardowania się nasilają, a Waszyngton ostrzega, że irańskie porty staną się celami, jeśli wojsko będzie z nich korzystać. Rada Bezpieczeństwa ONZ zażądała od Iranu zaprzestania ataków na państwa Zatoki, co miało mniej więcej taki skutek, jakiego można się spodziewać po instytucji pozbawionej instrumentów egzekucji. Liderzy G7 zgodzili się zbadać opcję eskortowania statków przez Ormuz, jednak taka operacja wciągnęłaby ich wszystkich w otwartą wojnę z Iranem.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna nadzorowała rekordowe uwolnienie rezerw ropy, ale w zestawieniu z brakiem fizycznych dostaw w Azji wygląda to jak plaster na ranę postrzałową – a wyłączenie irackich portów to kolejny pocisk w tę samą ranę. Sytuacja na rynkach jest coraz bardziej surrealistyczna.
Bloomberg donosi, że niektóre rafinerie odrzucają dostępną ropę, ponieważ są zmuszone płacić ogromną premię ponad stawki rynkowe. Najwięksi sprzedawcy paliw w Australii wstrzymali sprzedaż spotową i obsługują wyłącznie stałych klientów. Firma z południowych Indii odnotowała dwukrotny wzrost ofert kosztów frachtu lotniczego, kontenery drogą morską podrożały o 630 procent, a chłodnicze o 900 procent, przy realnych obawach o brak paliwa bunkrowego w przyszłości.
CYNICZNYM OKIEM: Rekordowe uwolnienie rezerw strategicznych przy jednoczesnym zamknięciu kolejnych portów to trochę jak dolewanie wody do wanny z wybitym dnem. Wszyscy udają, że sytuacja jest pod kontrolą, a tymczasem Korea Południowa informuje, że bez dostaw helu zatrzyma produkcję półprzewodników. Globalny łańcuch technologiczny wisi na gazie z Kataru – dosłownie.
Ropa Brent testuje poziom 100 dolarów za baryłkę, a analitycy energetyczni Joe DeLaura i Florence Schmit prognozują, że poziom 120 dolarów zostanie ponownie przetestowany, jeśli uwalnianie rezerw strategicznych będzie przedmiotem długich debat zamiast natychmiastowego wdrożenia. Ich scenariusz bazowy zakłada, że cieśnina pozostanie całkowicie zamknięta do końca marca, a kwiecień, maj i czerwiec przyniosą powolny powrót tankowców na rynek dzięki amerykańskim gwarancjom ubezpieczeniowym i eskortom morskim.
Pekin na rozdrożu – i reszta świata razem z nim
Być może najważniejszym pytaniem tego kryzysu nie jest to, ile baryłek ropy brakuje na rynku, lecz to, co zrobi Pekin. Japońska prasa podkreśla, że Xi Jinping jest rozdarty między długoletnimi więziami z klanem Chameneich a relacjami z USA. Przed nadchodzącym spotkaniem Xi-Trump pojawia się kluczowy dylemat – czy Chiny pomogą Waszyngtonowi rozwiązać kryzys poprzez presję na Iran, tracąc Teheran jako regionalnego sojusznika, czy też poprą reżim wraz z Moskwą i doprowadzą do eskalacji w różnych wymiarach i regionach.
Kalkulacja Pekinu jest złożona. Chiny mają wprawdzie zapasy kluczowych towarów, a irańska ropa wciąż może do nich płynąć, ale hel, siarka i nawozy już nie. Co ważniejsze, Pekin nie może eksportować do reszty świata, jeśli ta pogrąży się w kryzysie gospodarczym. Stabilność, którą Chiny cenią ponad wszystko, jest zagrożona niezależnie od wybranej opcji.
Na marginesie tego konfliktu pojawiają się sygnały, które mówią wiele o nowym porządku światowym. Ukraina osiągnęła kamień milowy – produkuje drony wolne od chińskich komponentów i dostarcza technologię antydronową do państw Zatoki Perskiej. To pokazuje, jak łańcuchy dostaw mogą się zmieniać, gdy istnieje wystarczająca motywacja, i jak zrozumienie stosowania przemocy oraz opierania się jej staje się kluczem do pozycji na arenie międzynarodowej.
CYNICZNYM OKIEM: Rok 2026 powiedział rokowi 2025, żeby potrzymał mu piwo – i dotrzymał słowa. Podczas gdy wszyscy skupiają się na Ormuz, USA po cichu wszczęły dwa nowe dochodzenia handlowe na mocy Sekcji 301, które mogą doprowadzić do wyższych ceł na Chiny, UE, Indie, Japonię i kilkanaście innych krajów. Ale po co zawracać sobie głowę wojnami handlowymi, skoro jest prawdziwa wojna.
Tymczasem tradycyjnie wolnorynkowy Hongkong ogłasza swój pierwszy plan pięcioletni, a we Francji były premier Édouard Philippe ryzykuje wypadnięcie z wyścigu prezydenckiego po przegranej z komunistycznym pretendentem w wyborach lokalnych. Polaryzacja polityczna postępuje szybciej niż ktokolwiek zakładał, a ryzyka inflacyjne wynikające z kryzysu irańskiego dopiero zaczynają się materializować. Wszystko, co dzieje się w przestrzeni finansowej, a nie fizycznej, jest – jak twierdzą analitycy – ostatecznie nieistotne wobec tej dynamiki. Liczy się to, co przepływa przez cieśninę. Albo nie przepływa.


