Debata między inwestorem Peterem Schiffem, a Michaelem Everym z Rabobanku, obnażyła fundamentalną przepaść w myśleniu o amerykańskiej gospodarce wojennej. Pytanie brzmiało prosto – czy konflikt z Iranem przyspieszy upadek dolara, czy wzmocni amerykańską hegemonię? Odpowiedzi, moderowane przez profesora Cornell Dave’a Colluma, nie mogły być bardziej rozbieżne.
Schiff, wierny szkole austriackiej, nie owija w bawełnę. „Sama wojna z natury okaże się proinflacyjna… będzie kosztować mnóstwo pieniędzy, których nie mamy” – stwierdził. Przy zerowych planach podniesienia podatków ścieżka jest dla niego oczywista – rosnące deficyty, słabnący dolar i stopy procentowe idące w górę jednocześnie.
Deficyty, dług i widmo stagflacji
„Po prostu wygenerujemy większe deficyty budżetowe” – powiedział Schiff, rysując obraz fiskalnej spirali śmierci.
„Będziemy musieli pożyczyć więcej pieniędzy na sfinansowanie wojny… Fed zmonetyzuje ten dług, ponieważ rynki nie będą w stanie go wchłonąć”.
Liczby, które przytoczył, są bezlitosne. Odsetki od długu są już drugą pozycją w amerykańskim budżecie i wkrótce wyprzedzą wydatki na Social Security. Departament Skarbu już teraz prowadzi największe w historii operacje wykupu obligacji, desperacko próbując stłumić rosnące stopy.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka finansuje wojny kartą kredytową od dekad, a potem dziwi się, że rachunek rośnie. Jedyna innowacja to coraz kreatywniejsze nazwy dla drukowania pieniędzy.
Schiff przewiduje powrót czegoś, co nazywa „inflacyjną depresją”. Wyższe koszty energii, żywności i półproduktów napędzają inflację, podczas gdy gospodarka hamuje. „Wzrost PKB w czwartym kwartale wyniósł 0,7%… w całym 2025 roku było to 2,5%”.
Szczególnie ponury jest jego scenariusz dla rynku nieruchomości. „Moglibyśmy bardzo łatwo odnotować 30-procentowy spadek cen domów w całym kraju” – ostrzegł, wskazując na rosnące ryzyko niewypłacalności, egzekucji komorniczych i napięć w całym systemie bankowym.
Króliki z kapelusza kontra austriacka szkoła
Michael Every z Rabobanku prezentuje zupełnie inną filozofię. W jego ocenie poświęcenie ekonomiczne nie jest skutkiem ubocznym wojny, lecz jej wymogiem. USA muszą przekierować zasoby z konsumpcji na produkcję wojenną, nawet kosztem obniżenia poziomu życia.
„Wojnę ostatecznie wygrywa się… odpowiednią liczbą kul” – powiedział.
Every wierzy, że Trump może „wyciągnąć królika z kapelusza” i wyjść z konfliktu z silniejszą pozycją dolara. Jego argument jest strategiczny – inne kraje już przygotowują się do konfliktu, gotowe narzucić kontrolę i poświęcić efektywność. Odmowa zrobienia tego samego oznacza przegraną.
CYNICZNYM OKIEM: Jeden mówi, że wojna zniszczy gospodarkę, drugi – że trzeba ją zniszczyć samemu, żeby wygrać. Jedyne, co łączy obie prognozy, to gwarancja, że przeciętny Amerykanin zapłaci rachunek.
Schiff odpowiedział historyczną analogią, nazywając konflikt z Iranem wojną z wyboru. „Spójrzcie, co zrobiliśmy podczas II wojny światowej. Cała nasza produkcja została przekierowana… nic nie można było kupić… wszystko było racjonowane. Cała gospodarka cierpiała z powodu wysiłku wojennego”. Różnica jest taka, że tamta wojna była egzystencjalna – ta, zdaniem Schiffa, nie jest warta niepotrzebnego ciężaru ekonomicznego.



