W nocnych godzinach czasu lokalnego region Zatoki Perskiej znów zamienił się w pole bitwy. Iran wysłał rakiety i drony wymierzone w bazy lotnicze rozsiane po całym regionie, a wszystko to po nocnym amerykańskim ataku na irańską wyspę Keszm. Kuwejt zgłosił nadlatujące pociski oraz drony, agencja Fars poinformowała, że celem stały się dwie amerykańskie bazy, a o eksplozjach i wyjących syrenach alarmowych donosiły jednocześnie Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Bahrajn. Wszystko wskazuje na to, że krucha cisza pękła i konflikt rozgorzał z nową siłą.
Według pilnego doniesienia agencji Reuters, armia Kuwejtu poinformowała, że obrona powietrzna przechwytuje wrogie ataki rakietowe oraz drony, i wezwała opinię publiczną do przestrzegania instrukcji bezpieczeństwa wydawanych przez odpowiednie władze. „Wszelkie słyszalne dźwięki eksplozji są wynikiem przechwyceń” – dodało wojsko, próbując uspokoić mieszkańców. Agencja Tasnim zgłosiła wybuchy w amerykańskiej bazie lotniczej Ali al-Salem w Kuwejcie po wystrzeleniu trzech rakiet, zaś CNN potwierdziło, że atak nastąpił krótko po doniesieniach o „dźwiękach przypominających eksplozje” w pobliżu wyspy Keszm.
CYNICZNYM OKIEM: Wojsko zapewnia, że huk to tylko skuteczna obrona. Brzmi jak kelner tłumaczący, że rozbite naczynia to dowód świetnej obsługi.
Blokada morska i rakiety Hellfire w maszynowni
Tymczasem amerykańskie dowództwo CENTCOM ogłosiło kolejne działania w ramach egzekwowania blokady irańskich portów. Wojsko USA „unieruchomiło” tankowiec płynący do irańskiego portu, uderzając w niego rakietą Hellfire wymierzoną prosto w maszynownię. Według komunikatu była to już kolejna jednostka, która nie podporządkowała się amerykańskiej blokadzie morskiej i poniosła tego konsekwencje.
Syreny uruchomiono również w Bahrajnie, choć z nieznanej przyczyny, a niepotwierdzone nagrania z miejsc zdarzeń zaczęły krążyć w sieci. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wydał w tym czasie nowe oświadczenie, podsycając wrażenie, że eskalacja nabiera tempa, a nie wygasa. Sytuacja na wodach Zatoki Arabskiej stała się przez to jeszcze bardziej zapalna.
Na tym tle prezydent Donald Trump opublikował wpis na platformie Truth Social, w którym upierał się, że rozmowy między Waszyngtonem a Teheranem wcale nie zostały zerwane. Doniesienia o zakończeniu dialogu kilka dni temu nazwał wprost „fałszywą wiadomością”. „Rozmowy między nami trwają nieprzerwanie… dokąd doprowadzą, nikt nie wie, ale tak jak powiedziałem Iranowi: Czas, w ten czy inny sposób, abyście zawarli Porozumienie” – napisał prezydent, łącząc groźbę z zaproszeniem do negocjacji.

Rubio na Kapitolu: „Wojna się skończyła”, a miliardy płyną dalej
Przez całe rano sekretarz stanu Marco Rubio odpowiadał na pytania na Kapitolu i również obstawał przy tym, że rozmowy trwają, mimo wtorkowego zaprzeczenia ze strony Iranu. Twierdził, że reżim jest „zefragmentowany” i właśnie dlatego wymiana wiadomości postępuje niezwykle wolno. „Irańczycy zawarliby porozumienie jutro, gdyby to zależało od nich” – powiedział Rubio, dodając, że Najwyższy Przywódca i Korpus Strażników Rewolucji są nieco bardziej odporni na naciski.
Sekretarz stanu przyznał też, że Iran faktycznie zamknął Cieśninę Ormuz, co jego zdaniem uzasadniało amerykańską blokadę morską irańskich portów. Doszło przy tym do ostrej wymiany zdań, gdy powtórzył tezę Trumpa, że wojna jest już właściwie „skończona”. Jeden z senatorów odparł na to dosadnie: „Wojna się nie skończyła. Wciąż wydajemy miliardy dolarów tygodniowo na wojnę”, podczas gdy Rubio uparcie powtarzał, że konflikt dobiegł końca.
CYNICZNYM OKIEM: Wojna „się skończyła”, ale rachunek rośnie o miliardy tygodniowo. To nie pokój, to abonament, który płaci się długo po wypisaniu z usługi.
Jastrzębie pokroju senatora Teda Cruza dopytywali o inne trwające taktyki mające na celu zmianę reżimu, a głównym tematem wtorkowych przesłuchań w Kongresie stały się też potencjalne nowe ramy nuklearne wobec Iranu. Rubio zapewniał, że Teheran po raz pierwszy w jego pamięci zgodził się negocjować niedostępne wcześniej aspekty swojego programu atomowego, co miałoby utorować drogę do ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz i szerszego dyplomatycznego przełomu.
Słowa te padły jednak z nadmiarem zastrzeżeń, które same w sobie podważały optymizm. „Mamy przed sobą perspektywę, która może ziścić się dzisiaj, może jutro, może w przyszłym tygodniu” – mówił Rubio, kreśląc wizję porozumienia obejmującego ponowne otwarcie strategicznego szlaku wodnego. Wciąż jest jednak zbyt wiele dymu i informacyjnego szumu, by traktować te zapowiedzi jako pewnik, zwłaszcza gdy w tle spadają rakiety, a tankowce płoną od pocisków Hellfire.



