Wojna USA z Iranem niszczy świat na sposób, którego nikt nie widzi

Łańcuch produkcji - jak naprawdę działa gospodarka?

Jarosław Szeląg
12 min czytania
Ormuz łańcuch dostaw surowce inflacja destrukcja podaży.jpg

Przez ostatnie sześć tygodni świat z niepokojem obserwuje eskalację amerykańsko-izraelskiego konfliktu z Iranem. Dyskusja o gospodarczych skutkach tej wojny zdominowała media, ale niemal cała uwaga skupiła się na jednym, najbardziej widocznym elemencie – rosnących cenach paliw na stacjach benzynowych. To zrozumiałe, bo cena paliwa to koszt, który każdy kierowca odczuwa natychmiast i bezpośrednio w swoim portfelu. Problem polega jednak na tym, że takie zawężenie perspektywy prowadzi do dramatycznego niedoszacowania realnych szkód, jakie ta wojna wyrządza globalnej gospodarce. Co gorsza, podsyca fałszywe przekonanie, że jeśli nowa próba zawieszenia broni się utrzyma i konflikt szybko wygaśnie, ceny paliw spadną równie szybko jak wzrosły, a świat wróci do normy. Tak się nie stanie. Ta wojna już „zaklepała” ogromną dawkę gospodarczego cierpienia, a jej konsekwencje będą narastać przez miesiące, jeśli nie lata.

Jak doskonale wie każdy, kto śledzi doniesienia z regionu, cieśnina Ormuz stanowi kluczowe wąskie gardło dla światowego sektora energetycznego. Rząd Iranu zrobił dokładnie to, co zapowiadał – gdy Trump i Netanjahu nakazali atak, Teheran rozpoczął blokowanie przepływu przez cieśninę statkom powiązanym z atakującymi go państwami. Ani Stany Zjednoczone, ani Izrael, ani żaden inny rząd nie był w stanie temu skutecznie przeciwdziałać. Jednak prawdziwa skala zniszczeń gospodarczych sięga znacznie dalej niż dystrybutor na stacji paliw, a zrozumienie tego wymaga przywołania kilku fundamentalnych prawd ekonomicznych, o których publiczna debata zdaje się zapominać.

ROPA

Łańcuch produkcji – jak naprawdę działa gospodarka?

Cała idea gospodarki opiera się na wytwarzaniu towarów i usług, które konsumenci cenią na tyle, by za nie zapłacić. Każdy proces produkcyjny, niezależnie od branży, jest ostatecznie ukierunkowany na ten cel.

W przypadku dóbr konsumpcyjnych mechanizm jest stosunkowo prosty. Komercyjny browar decyduje się na produkcję konkretnych piw, ponieważ zakłada, że konsumenci wycenią je wyżej niż wynosi koszt ich wytworzenia – co czyni całe przedsięwzięcie opłacalnym.

Jednak ta sama logika dotyczy całej produkcji, która nie jest bezpośrednio powiązana z gotowym dobrem konsumenckim – a to w rzeczywistości stanowi większość procesów w gospodarce. Firmy wytwarzają dobra kapitałowe – przemysłowe zbiorniki ze stali nierdzewnej, gumowe opony do traktorów, plastikowe opakowania czy składniki nawozów – ponieważ istnieje na nie popyt ze strony innych firm produkujących towary na kolejnych etapach łańcucha.

Wracając do przykładu z browarem – produkcja, której efektem jest gotowa butelka piwa, bynajmniej nie zaczyna się w samym browarze. Wymaga ziarna, które musi zostać zasiane, wyhodowane, zebrane i przetransportowane. Wymaga fermentorów, zbiorników leżakowych, kadzi zaciernych oraz systemów puszkowania lub butelkowania. Wszystko to musi zostać wytworzone z innych dóbr kapitałowych, takich jak stal nierdzewna, która sama wymaga kolejnych surowców – jak ruda żelaza.

Każde dobro konsumpcyjne można zatem postrzegać jako koniec długiego łańcucha produkcji, sięgającego aż po wydobycie surowców lub tworzenie podstawowych komponentów, takich jak żywice czy tworzywa sztuczne. Ekonomiści nazywają te podstawowe dobra kapitałowe na początku łańcucha „dobrami wyższego rzędu”.

O dobrach wyższego rzędu warto pamiętać dwie kluczowe rzeczy. Po pierwsze, prawie wszystkie z nich są wykorzystywane w wielu różnych liniach produkcyjnych jednocześnie. Ruda żelaza nie służy wyłącznie do produkcji piwa – służy do wytwarzania mnóstwa towarów, które z kolei służą do wytwarzania kolejnych. Jest to tak zwany niespecyficzny czynnik produkcji, a każda zmiana w jego dostępności ma szerokie konsekwencje dla całej gospodarki.

Po drugie – i to jest kwestia absolutnie fundamentalna – produkcja wymaga czasu. Dobra wyższego rzędu wytwarzane dzisiaj przełożą się na gotowe produkty konsumenckie dopiero za kilka miesięcy, a nawet lat.

CYNICZNYM OKIEM: Świat latami budował globalne łańcuchy dostaw oparte na założeniu, że cieśnina Ormuz jest niezatapialna. Teraz odkrywa, że wystarczy jeden konflikt, by cała ta architektura okazała się zamkiem z piasku na plaży podczas przypływu.

Cieśnina Ormuz – wąskie gardło dla czegoś więcej niż ropy

Zrozumienie mechanizmu łańcuchów produkcyjnych jest kluczowe, ponieważ wojna z Iranem uderza obecnie przede wszystkim w produkcję dóbr wyższego rzędu. I wykracza to daleko poza samą ropę naftową.

Około 8 procent światowego aluminium transportuje się przez cieśninę Ormuz. Metal ten jest wykorzystywany w budownictwie, produkcji przemysłowej i sektorze technologicznym. To nie jest niszowy surowiec – to jeden z fundamentów współczesnej infrastruktury.

Jeszcze bardziej zaskakujący może być przypadek helu. Prawie jedna trzecia światowych dostaw tego gazu pochodzi z Kataru. Hel jest kluczowym elementem produkcji półprzewodników oraz systemów rezonansu magnetycznego (MRI). Bez niego nie da się produkować chipów ani diagnozować chorób.

Ogromne skutki dotykają również polietylenu oraz innych rodzajów tworzyw sztucznych i żywic. Ponad 40 procent światowego polietylenu jest eksportowane z Bliskiego Wschodu. Surowce te są używane na wszystkich etapach produkcji w przeróżnych branżach – od opakowań i części samochodowych, przez sprzęt medyczny i pojemniki konsumenckie, aż po komponenty przemysłowe i elektronikę.

Blokowane są również inne, często pomijane, ale niezwykle ważne produkty węglowodorowe. Nafta ciężka – otrzymywana z ropy naftowej – jest niezbędna do rafinacji benzyny oraz produkcji rozpuszczalników wykorzystywanych w środkach czyszczących i farbach.

Kondensat gazu ziemnego to kolejny płynny węglowodór stosowany w rafinacji i do rozcieńczania gęstszych węglowodorów, by ułatwić ich transport. Istnieje również płynny gaz z ropy naftowej (LPG), składający się głównie z propanu i butanu.

Komponenty te są kluczowe nie tylko dla rafinacji, ale także dla gotowania i ogrzewania domów w wielu częściach świata. Duża część światowych zasobów tych produktów pochodzi z Bliskiego Wschodu i jest eksportowana właśnie przez cieśninę Ormuz.

Innym często lekceważonym, a krytycznym dobrem wyższego rzędu jest siarka. Około połowa światowego handlu siarką drogą morską przechodzi przez cieśninę. Jest ona niezbędna do rafinacji ropy naftowej oraz minerałów takich jak miedź, nikiel i cynk – szeroko stosowanych we wszystkim, od elektroniki po medycynę.

Jednak drugim głównym zastosowaniem siarki jest produkcja nawozów. Szok w podaży siarki – wraz z równoczesnymi wstrząsami w dostawach amoniaku i mocznika, innych kluczowych składników nawozów eksportowanych głównie przez cieśninę Ormuz – stworzył bombę zegarową na światowych rynkach żywności.

Destrukcja podaży – mechanizm, którego nie da się cofnąć

To prowadzi do kolejnego pojęcia ekonomicznego, które jest niezbędne do pełnego zrozumienia obecnej sytuacji. Problemem nie jest jedynie wzrost cen, ale konkretnie destrukcja podaży.

Ataki na obiekty produkcyjne i przerwanie linii dostaw oznaczają, że dostępna ilość wymienionych komponentów jest obecnie niewystarczająca, by zaspokoić popyt. A ponieważ te dobra wyższego rzędu są niezbędne do wytworzenia dóbr niższego rzędu i produktów konsumenckich, w efekcie końcowym otrzymamy po prostu mniej towarów w sklepach. Rosnące ceny są jedynie objawem faktu, że dostępnych dóbr jest teraz mniej niż chętnych na nie osób.

Niedobór nawozów jest tu doskonałym przykładem mechanizmu kaskadowego. Skoro producenci nie mogą pozyskać kwasu siarkowego, amoniaku i mocznika w ilościach potrzebnych do zaspokojenia popytu, są zmuszeni produkować mniej nawozów.

To z kolei oznacza, że ich klienci – rolnicy przemysłowi i rodzinni – mają mniej nawozów do wykorzystania podczas tegorocznych wiosennych zasiewów. To przełoży się na mniejsze zbiory, mniej paszy dla zwierząt gospodarskich i ogólnie mniej produktów rolnych, co skutkuje nieuchronnym spadkiem podaży żywności.

Ci, którzy mają szczęście mieszkać w krajach rozwiniętych powyżej granicy ubóstwa, odczują ten niedobór głównie poprzez wyższe ceny żywności. Jednak dla milionów ludzi, którzy już teraz walczą o przetrwanie, ten spadek podaży może oznaczać głód.

Nie jest to wybór narzucony przez chciwe korporacje – to nieunikniona konsekwencja gospodarczej destrukcji wywołanej przez tę wojnę.

CYNICZNYM OKIEM: Politycy z Waszyngtonu zatwierdzają bombardowania, a cenę płacą rolnicy w Afryce i matki karmiące dzieci w Azji. Globalizacja działa w obie strony – tylko że zyski lecą do góry, a straty zawsze spadają na dół.

Liczby, które nie kłamią

Ten sam podstawowy mechanizm działa w przypadku wszystkich wymienionych surowców i dóbr wyższego rzędu, co widać w gwałtownych wzrostach cen. Ceny aluminium podskoczyły już o 10 procent, a ceny importu helu wzrosły o 50 procent.

Polietylen podrożał o 37 procent, a polipropylen o 38 procent. Najbardziej dramatycznie wygląda sytuacja nafty ciężkiej – jej cena potroiła się od lutego.

Te podwyżki to jednak nie wszystko. Są one jedynie sygnałem niedoborów, które przetoczą się przez wszystkie powiązane linie produkcyjne i zaowocują mniejszą ilością dóbr konsumpcyjnych w przyszłości.

Całą tę kaskadę wywołały zakłócenia w produkcji, których naprawa zajmie bardzo dużo czasu – nawet gdy wojna całkowicie się zakończy. Destrukcja podaży nie jest kranem, który można po prostu odkręcić z powrotem.

W praktyce oznacza to mniej opakowań na produkty takie jak lakier do paznokci i – tak – piwo. Oznacza to mniej materiałów medycznych, takich jak worki do kroplówek, strzykawki i sterylne opakowania, które opierają się na tworzywach petrochemicznych.

Oznacza to również opóźnienia w projektach budowlanych z powodu trudności w pozyskaniu asfaltu, plastiku i aluminium. Może to prowadzić do niewykrycia groźnych chorób z powodu ograniczonej dostępności aparatów do rezonansu magnetycznego – i wielu innych problemów, których przeciętny obywatel nawet nie jest w stanie przewidzieć.

Nie wspominając już oczywiście o niedoborach ropy i gazu LNG, na których ludzie i tak są już wystarczająco skupieni. Surowce te napędzają niemal wszystkie etapy wszystkich linii produkcyjnych i służą do produkcji oleju napędowego oraz paliwa lotniczego – niezbędnych do fizycznego przemieszczania towarów tam, gdzie są potrzebne.

W przeciwieństwie do cen paliw, efekty te będą narastać z czasem – zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie łańcuch dostaw jest chwilowo chroniony przed pierwszymi uderzeniami. Skutki te nie będą też w umysłach większości ludzi tak wyraźnie powiązane z wojną, bo nikt nie myśli o siarce ani o polietylenie, tankując samochód. Jednak koszty tej całej gospodarczej destrukcji są realne, są potężne i zostały już nieodwracalnie wpisane w naszą przyszłość – niezależnie od tego, kiedy i jak ten konflikt się zakończy.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *