Ukraińskie drony zaatakowały rosyjski tankowiec M/T MERSIN przewożący ropę u wybrzeży Senegalu, donosi rosyjski dziennik Kommersant, powołując się na Deniz Haber z 30 listopada. To szokujące rozszerzenie pola bitwy daleko poza Europę Wschodnią – podczas gdy w Moskwie specjalny wysłannik USA Steve Witkoff negocjuje z Putinem 19-punktowy plan pokojowy, Ukraina nasila ataki na rosyjską flotę tankowców, kluczową dla finansowania wojny.
Eskalacja poza Morzem Czarnym. Timing zbiegiem okoliczności?
W zeszłym tygodniu ukraińskie drony uderzyły w dwa tankowce na Morzu Czarnym, a teraz cel to Afryka Zachodnia. Tankowiec Mersin, zakotwiczony niedaleko Dakaru, doznał uszkodzeń – to część kampanii Kijowa i sojuszników, mającej zakłócić eksport rosyjskiej ropy. Flota cieni – stare statki omijające sankcje – napędza miliardy dolarów dla Kremla, a ataki mają złamać ten strumień gotówki na wojnę.
Ataki zbiegają się z rekordowym poziomem uderzeń w rosyjską infrastrukturę naftowo-gazową w ostatnim miesiącu, tuż gdy Trump próbuje zakończyć prawie czteroletni konflikt. Presja na Moskwę rośnie: sankcje plus drony – strategia, która jak dotąd nie złamała finansów Rosji, ale pokazuje determinację Ukrainy, by nie cofnąć się przed niczym.

CYNICZNYM OKIEM: Rozmowy pokojowe w Moskwie, a drony w Senegalu – wojna hybrydowa pokazuje, że pole bitwy to już nie tylko Ukraina, lecz globalne szlaki ropy. Kreml musi się spieszyć, bo flota cieni tonie szybciej niż negocjacje.
Pole bitwy rozszerza się globalnie – od Morza Czarnego po Afrykę, gdzie lokalne gospodarki zależą od handlu ropą. To nie tylko cios w finanse Rosji, ale ryzyko destabilizacji w Afryce Zachodniej i eskalacji morskiej wojny. Ukraina sygnalizuje: dopóki nie będzie pokoju, żaden tankowiec nie jest bezpieczny.


