Wojna rosyjsko-ukraińska bez bajek: granice, prowokacje i rachunek siły

Wojna, której „nie dało się uniknąć” – i inne (nie)wygodne opowieści

Adrian Kosta
8 min czytania

W lutym 2022 roku wielu komentatorów uznało, że wydarzyło się coś z definicji „niewyobrażalnego”: atak, który rzekomo spadł z czystego nieba. Tymczasem opowieść o „nieprowokowanej” wojnie jest dla polityki tym, czym skrót w raporcie dla księgowości: ułatwia życie, ale zaciera sens. Jeśli odrzucić hasła i spojrzeć na konstrukcję sporu, widać, że konflikt wyrósł z długich procesów – od sporów terytorialnych, przez cywilną wojną domową na peryferiach, po prowokacje i gry mocarstw.

Kluczowe pytanie nie brzmi więc: kto pierwszy strzelił. Pytanie brzmi: czy Rosja w ogóle jest państwem zdolnym do ekspansji na Europę, jak straszyły zachodnie analogie w stylu „Monachium”?

Autor poleca: Władimir Putin nie ma zamiaru zdobywać całej Ukrainy

„Reguła dwucyfrowa”, czyli jak wygląda prawdziwy agresor

W historii agresywni hegemonii mają wspólną cechę: zanim zaczną pożerać sąsiadów, wydają na wojsko kwoty, które pożerają gospodarkę. Widać to w liczbach. W latach 1935–1939 Niemcy hitlerowskie zwiększyły wydatki wojskowe z 8% do 23% PKB, zanim rozpoczęły pełnoskalową inwazję.

Potem było już tylko brutalniej: 1940 – 38%, 1941 – 47%, 1942 – 55%, 1943 – 61%, 1944 – 75% PKB. Tak wygląda państwo, które szykuje logistykę okupacji, masowe armie, przemysł wojenny i zdolność do długiej dominacji.

Analogicznie, gdy Stany Zjednoczone prowadziły globalną wojnę, ich wysiłek obronny osiągnął 40% PKB w 1944 roku, co w dzisiejszej sile nabywczej oznaczałoby ponad 2 bln dolarów rocznie. To są poziomy „dwucyfrowe” i więcej – takie, bez których ekspansja jest zwyczajnie niemożliwa.

Na tym tle rosyjski obraz sprzed 2022 roku wygląda skrajnie inaczej. W ostatnim roku przed wojną budżet wojskowy Rosji wynosił 65 mld dolarów, czyli około 3,5% PKB. W okresie 1992–2022 średnia wynosiła 3,8% PKB, z minimum 2,7% i maksimum 5,4%. To nie jest profil państwa, które ma „w planie” marsz na Polskę, Bałtyk, a potem na Zachód.

Nawet po wybuchu wojny, gdy wydatki wzrosły do około 6% PKB, całość tego wysiłku jest konsumowana przez walki prowadzone około 100 mil od rosyjskiej granicy. Jeśli państwo przy takich liczbach nie potrafi szybko „zamknąć” konfliktu na własnych historycznych pograniczach, to teza o łatwym połknięciu reszty Europy brzmi jak propaganda, nie analiza.

ukraina

Ukraina jako „pogranicze” – państwo zmontowane, nie wyrośnięte

Sedno sporu leży w tym, że Ukraina – w tej narracji – nie jest zwykłym przypadkiem nowoczesnego państwa narodowego z jasno wykształconą ciągłością granic. Sam termin oznacza „pogranicze”, a obecny kształt terytorialny został uformowany administracyjnie przez przywódców Związku Radzieckiego po 1920 roku – siłą, decyzją, przemocą państwa, a nie organicznym procesem politycznym.

Wskazuje się tu trzy kluczowe operacje „zszywania” terytorium:

  • 1922 – Lenin włącza obszary Noworosji, czyli Donbas i pas nad Morzem Czarnym, do Ukraińskiej SRR
  • 1939 i lata późniejsze – Stalin przejmuje zachodnie terytoria wokół Lwowa (opisywane jako Małopolska i Galicja) po rozbiorze Polski z Hitlerem
  • 1954 – Chruszczow przekazuje Krym z Rosyjskiej SRR do Ukraińskiej SRR w ramach rozgrywki o władzę w Prezydium

W tej logice nowoczesna Ukraina jawi się jako produkt „krwi i żelaza” komunizmu, a nie stabilna konstrukcja narodowa. I właśnie dlatego próba „zamrożenia” tego kształtu na wieczność, w ramach zachodniej polityki bezpieczeństwa, jest opisywana jako upór wobec historii.

Noworosja – ziemie starsze niż współczesne spory

W tej opowieści szczególną rolę odgrywa pięć regionów: Donieck, Ługańsk, Chersoń, Zaporoże oraz Krym. Są one przedstawiane jako historyczna Noworosja („Nowa Rosja”), pozyskana przez imperium rosyjskie w XVIII wieku, m.in. za Katarzyny II, w wyniku układów z Kozakami i wojen z Imperium Osmańskim.

W 1764 roku utworzono nawet gubernatorstwo noworosyjskie, a później doszło do likwidacji niezależności Siczy Zaporoskiej (1775) i przyłączenia Krymu (1783).

Ważnym elementem tej narracji są również referenda w 2014 i 2023 roku, w których te regiony miały opowiedzieć się „przytłaczająco” za oderwaniem od Ukrainy i związaniem się z Rosją.

To ma wzmacniać tezę, że konflikt dotyczy nie tyle „świętości granic”, ile sporu o to, które wspólnoty polityczne faktycznie chcą żyć razem.

ukraina 2

Wojna domowa pod cieniem demokracji

Po rozpadzie ZSRR w 1991 roku państwo, które wcześniej trzymała w ryzach brutalna siła monopolu przemocy, miało wejść w epokę demokratyczną. Według tej perspektywy stało się inaczej: Ukraina miała ugrzęznąć w polaryzacji niemal 50/50 na poziomie kraju, z regionalnymi wynikami przypominającymi 80/20 w jedną i drugą stronę – Zachód i Centrum skłaniały się ku nacjonalistom, Wschód i Południe ku siłom prorosyjskim.

To napięcie miało zostać zerwane w lutym 2014 roku, gdy doszło do przewrotu określanego jako „kolorowa rewolucja” wspierana przez Waszyngton.

W tej wersji wydarzeń Majdan kończy kruchą równowagę i rozpoczyna proces, który prowadzi do otwartego konfliktu i w końcu do wojny zastępczej.

CYNICZNYM OKIEM: Demokracja, która utrzymuje się tylko do czasu, aż wygra „właściwa” strona, nie jest demokracją. To casting do roli państwa frontowego, gdzie scenariusz piszą sponsorzy, a aktorzy płacą krwią.

NATO po 1991 roku – sojusz bez misji, misja bez końca

W tej diagnozie największym błędem Zachodu była decyzja z lat 90. i 2000., by rozszerzać NATO na byłe państwa Układu Warszawskiego, a nawet byłe republiki ZSRR, mimo że pierwotna misja sojuszu miała wygasnąć wraz z upadkiem „starego potwora” – sowieckiej armii z 50 000 czołgów i 7 000 głowic jądrowych.

Skoro zagrożenie zniknęło, frontu nie było – a jednak front został sztucznie zbudowany na nowo.

Tutaj pojawia się argument finansowy: zobowiązanie wzajemnej obrony wobec 31 państw ma przypominać kosztowną deklarację, na którą nie stać nawet zadłużonego państwa, a jednocześnie tworzyć zachęty dla polityków w Europie do stałego eskalowania retoryki zamiast szukania porozumienia.

Najmocniejszą propozycją „co dalej” jest teza o podziale Ukrainy w ramach planu pokojowego, który miałby doprowadzić do oddzielenia spornych regionów i zakończenia wojny. W tej perspektywie nie byłaby to „zdrada” ani „Monachium”, lecz przyznanie, że projekt utrzymania granic odziedziczonych po radzieckich decyzjach administracyjnych kosztuje zbyt wiele i generuje zbyt trwały konflikt.

To jednocześnie ma być uderzenie w szerszy porządek: odsunięcie neokonserwatywnej logiki, demontaż wojny zastępczej i podważenie retoryki „porządku opartego na zasadach”, który bywał przykrywką dla hegemonii.

CYNICZNYM OKIEM: Najdroższe wojny to te, które prowadzi się w imię zasad, których nikt nigdy nie stosował konsekwentnie. Kiedy „porządek” jest hasłem, a nie rzeczywistością, zawsze kończy się tym samym – rachunkiem i cmentarzem.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

Komentarze
  • Anonim says:

    Pierdolenie rozgrzeszające Rosję.

    Odpowiedz
    • Cynicy says:

      Cześć Anonim.
      Dzięki za komentarz, choć epitet zbędny.
      To nie jest tekst „rozgrzeszający Rosję”, tylko próba zimnej analizy historii i geopolityki tego regionu.
      Opisujemy procesy, decyzje i fakty – również te niewygodne dla Zachodu – ale nigdzie nie usprawiedliwiamy agresji ani zbrodni. Celem tego tekstu jest próba zrozumienia, jak doszło do tej wojny, a nie wystawianie komukolwiek certyfikat moralnej niewinności.
      Pozdrawiamy

      Odpowiedz
  • Anonim says:

    Nie ma żadnej „wojny zastępczej”. Jest regularna wojna napastnicza, która ma realizować oficjalną ideę Władimira Putina. Który jawnie i uczciwie oznajmił w Genewie (przemówienie z kwietnia 2005), że uważa rozpad ZSRR za największą katastrofę (sic!) w historii świata. I że chce to odwrócić.
    W wizji Putina nie ma miejsca na JAKĄKOLWIEK Ukrainą. Ani Litwę, Łotwę, Estonię. Ani Polskę, czy Rumunię.
    Ani na niezależne i zjednoczone Niemcy.
    Jego wizja obejmuje „cofnięcie historii”. I nie zadowoli go żaden „podział Ukrainy”, żadne kreatywne malowanie mapek z użyciem zasięgów II RP. Ani powstań kozackich.
    Acha – Putin od dawna przygotowywał się do wojny napastniczej. Wiele lat. Przygotował się najlepiej, jak umiał. I najlepiej, jak zdaniem GRU potrzebował. Błędnie założył swą przewagę militarną. I zaczął wojnę napastniczą. Której zaczynać nie musiał. Lecz chciał.

    Odpowiedz
    • Ech... says:

      Biedna rosja musiała zacząć wojnę, bo NATO się rozszerzało. A rozszerzało się, bo z jakiejś przyczyny nikt nie chciał ruskiego miru. Hej! Może dlatego, że ruskie napadają i okradaja sąsiadów. Ale ruskie zamiast się zastanowić nad sobą, to wpadli na pomysł. Że jak nikt do nich nie chce, bo napadają…. to przymuszą sąsiadów napadając.

      A ty się nalykaleś ruskiej propagandy. I ci zakłóca analizy. Lepiej zajmuj się ekonomią.

      Odpowiedz

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *