Magiczna granica 100% stosunku długu publicznego do PKB od lat spędzała sen z powiek ekonomistom. Gdy Stany Zjednoczone oficjalnie ją przekroczyły, media korporacyjne nagle odkryły to, o czym ekonomiści alternatywni mówili od dawna. Krajowy dług brutto USA przebił barierę 100% już w 2012 roku, ale oficjalny dług publiczny dotknął poziomu 101% dopiero w ostatnich tygodniach. Zbieżność tego faktu z inflacją ery Bidena i geopolityczną niepewnością ery Trumpa stworzyła idealną pożywkę dla apokaliptycznych nagłówków. Pytanie brzmi – ile z tych zagrożeń jest realnych, a ile to wyreżyserowany spektakl?
Historia pokazuje, że przekroczenie progu 100% nie oznacza automatycznej katastrofy. Grecja i Argentyna to klasyczne przestrogi, ale w ich przypadku brakowało jednego kluczowego elementu – kontroli nad światową walutą rezerwową. Dług nie zachowuje się jak dług w środowisku, w którym globalny handel wyceniany jest w dolarach, a ty masz nieograniczoną możliwość drukowania tych dolarów na życzenie. To fundamentalna różnica, którą wielu komentatorów wygodnie pomija.
CYNICZNYM OKIEM: Najbardziej użyteczna dla wszystkich jest narracja o kryzysie – pod warunkiem, że można nią obarczyć właściwą osobę. Gdy krach służy politycznym celom, nagle wszyscy odkrywają ekonomię.
Fabrykowane zagrożenia i selektywna panika
Media korporacyjne mają wyraźne skrzywienie ekonomiczne – wizerunek musi być korzystny dla liderów popieranych przez establishment i fatalny dla wszystkich z tak zwanej czarnej listy. Cła Trumpa są tego doskonałym przykładem. Po ogłoszeniu agresywnej strategii przeciwdziałania outsourcingowi zarówno media, jak i Demokraci twierdzili, że bezprecedensowa katastrofa inflacyjna jest nieunikniona. Problem w tym, że się nie wydarzyła. Wskaźnik CPI ledwie drgnął, ponieważ firmy wzięły wyższe koszty na siebie, dysponując znacznymi marżami detalicznymi na towarach produkowanych za granicą. Trump o tym wiedział i każdy, kto badał rynki eksportowe, również to wiedział.
Komitet na rzecz Odpowiedzialnego Budżetu Federalnego opublikował raport ostrzegający, że decydenci są „żałośnie nieprzygotowani” na następną recesję. Według prognoz Biura Budżetowego Kongresu do 2036 roku dług ma osiągnąć 120% PKB, a odsetki będą pochłaniać 26 centów z każdego dolara wpływów rządu.
Jednocześnie magazyn Fortune powiązał groźbę inflacji z wojną w Iranie, a Bloomberg opublikował artykuły o nieuchronnej globalnej fali inflacji – ci sami, którzy jeszcze niedawno nazywali rosnącą inflację „mirażem”. Selektywna pamięć mediów jest w tym kontekście fascynująca.
Cieśnina Ormuz – realne zagrożenie czy spekulacyjny straszak?
Przez cieśninę Ormuz przepływa 20% globalnych transportów ropy. Samo jej zablokowanie mogłoby wstrząsnąć światowymi rynkami, ale diabeł tkwi w szczegółach. Zaledwie 7% amerykańskiego i 6% europejskiego importu ropy przechodzi przez Ormuz. Dla porównania – około 50% importu ropy do Chin, 40% do Indii i ponad 70% do Japonii zależy od tej drogi morskiej. Oznacza to, że ewentualna niestabilność uderzyłaby najpierw we Wschód, nie w Zachód.
Szczególnie niebezpieczna jest sytuacja Japonii. Trwająca inflacja napędzana cenami ropy mogłaby zmusić Bank Japonii do zaostrzenia polityki, co zwęża różnicę w transakcjach carry trade i potencjalnie wywołuje ich masowe wycofywanie. Inwestorom nie opłacałoby się już pożyczać jenów przy niemal zerowych stopach, by kupować aktywa w USA – a rynki Japonii są głęboko powiązane z amerykańskimi właśnie poprzez ten mechanizm.
Ceny musiałyby jednak wzrosnąć znacząco, aby wywołać taką kaskadę. Obecna panika opiera się na spekulacjach, nie na faktycznych niedoborach. Kiedy wydobywcy ropy z łupków gwałtownie zwiększą produkcję, bo będą wiedzieć, że wysokie ceny się utrzymają – wtedy należy się martwić. Kiedy pojawią się utrzymujące się cotygodniowe skoki cen paliw o 10-20% – wtedy należy się martwić. Sama wojna musiałaby trwać wiele miesięcy, aby stworzyć takie warunki. Warto przy tym zadać pytanie – czy wojny w Iraku i Afganistanie trwały dekady, ponieważ zostały zaprojektowane tak, by trwać dekady? Kto ustalał parametry sukcesu? Kto zdecydował, że okupacja jest konieczna? Establishmentowi neokonserwatyści i Demokraci stworzyli konieczność okupacji z niczego.
CYNICZNYM OKIEM: Iran to idealne straszydło medialne – wystarczająco groźne, by napędzać kliki, ale wystarczająco odległe, by nikt nie sprawdzał szczegółów. Cieśnina Ormuz jako koniec świata sprzedaje się lepiej niż nudne tabele z danymi o imporcie.
Prawdziwym powodem do niepokoju pozostaje europejska oligarchia i jej dążenie do wojny z Rosją o Ukrainę. Jakikolwiek ruch Europejczyków w celu rozmieszczenia wojsk w regionie mógłby skutkować konfliktem na dużą skalę, który przyćmiłby wydarzenia w Iranie i całkowicie wykoleiłby i tak kruche struktury gospodarcze. Równie niebezpieczna jest sytuacja wewnętrzna – finansowane przez organizacje pozarządowe zamieszki, rosnąca liczba ataków terrorystycznych i ruchy dążące do dekonstrukcji systemu od wewnątrz.
Do tego dochodzi Rezerwa Federalna – instytucja, którą media korporacyjne przedstawiają jako „niesforną” i uwięzioną w złej sytuacji, z którą nie mają nic wspólnego. W rzeczywistości to właśnie Fed jest przyczyną większości problemów z długiem i inflacją, umożliwiając bonanzę dodruku pieniądza bez jakiejkolwiek odpowiedzialności przed społeczeństwem.
Z Trumpem u władzy bank centralny jest paradoksalnie bardziej skłonny odłączyć wtyczkę gospodarce, mając pod ręką wygodnego kozła ofiarnego. Istnieje cienka granica między czujnością, a histerią i w obecnym krajobrazie geopolitycznym umiejętność odróżnienia realnych zagrożeń od sfabrykowanych narracji staje się warunkiem przetrwania – nie tylko gospodarki, ale i zdrowego rozsądku.



