Wojna rosyjsko-ukraińska właśnie przekroczyła 1419. dzień walk, stając się dłuższą niż cały front wschodni II wojny światowej, który trwał 1418 dni – od czerwca 1941 do maja 1945 roku. Porównanie jest symboliczne, ale bolesne. Wtedy Armia Czerwona dotarła aż do Berlina, kończąc wojnę światową. Dziś natomiast oba kraje – spadkobiercy tamtego zwycięstwa – toczą najdłuższą i najbardziej wyniszczającą wojnę w Europie od tamtego czasu.
Według różnych źródeł, obie strony straciły setki tysięcy żołnierzy, choć dokładnych danych nie sposób potwierdzić. Szacunki BBC i Mediazony mówią o 160 tys. zabitych Rosjan, lecz zarówno Moskwa, jak i Zachód mają własne powody, by te liczby manipulować. Ukraińskie straty uznaje się za jeszcze wyższe.
CYNICZNYM OKIEM: Historia się nie powtarza – po prostu wydłuża, gdy brakuje pomysłu, jak ją zatrzymać.
Wojna bez zwycięzców, bez końca
Po czterech latach front niemal się nie przesunął. Jak informuje The Times, nawet mimo intensywnych walk rosyjskie postępy w Donbasie sięgają zaledwie 30 mil od pierwotnych pozycji. Rosja ma na froncie przewagę w sprzęcie i zasobach, ale wojna zamieniła się w krwawy maraton na wyczerpanie – bez perspektywy szybkiego rozstrzygnięcia.
Ukraina zdołała utrzymać się głównie dzięki miliardowym zastrzykom od zachodnich sojuszników, w tym sprzętowi, szkoleniom i finansowaniu z USA i Unii Europejskiej. UE zapowiedziała właśnie 90 miliardów euro nowej pomocy, by Kijów uniknął załamania finansowego. Jednak Zachód coraz głośniej zadaje pytanie: ile jeszcze można pompować wojnę, która się nie kończy?
Jak donosi The Wall Street Journal, wojna stworzyła największą armię w Europie – 800 tysięcy żołnierzy. Kiedyś Ukraina była postsowieckim państwem z przestarzałym sprzętem. Dziś dysponuje doświadczeniem bojowym większym niż wiele armii NATO. Problem w tym, że utrzymanie takiej potęgi w czasie pokoju może zrujnować gospodarkę.
CYNICZNYM OKIEM: Ukraina wygrała już jedno – rekord w liczbie rekrutów i długów. Teraz musi znaleźć sposób, by ten sukces przeżyć.
Dyplomacja zawieszona w próżni
Mimo prób mediacji ze strony administracji Donalda Trumpa nie udało się doprowadzić do zawieszenia broni. Choć kanały komunikacji między Waszyngtonem, a Moskwą wciąż działają, napięcie pozostaje wysokie. Trump publicznie powtarza, że rozumie rosyjskie obawy przed ekspansją NATO, ale jednocześnie zezwolił amerykańskiemu wywiadowi na wspieranie ukraińskich dronów atakujących cele w Rosji.
W Kijowie spodziewają się, że Rosja szykuje ofensywę na północy kraju – w tym w rejonie Sum, podczas gdy Kreml wciąż unika formalnego ogłoszenia stanu wojny, utrzymując narrację o „specjalnej operacji wojskowej.”
1 419 dni – liczba, która przechodzi do historii, ale bez powodu do dumy. Wojna, która miała potrwać tygodnie, trwa dłużej niż konflikt, który zniszczył cały kontynent. Różnica jest tylko jedna: wtedy zwycięzca maszerował do Berlina. Dziś obie strony grzęzną w błocie – i nikt nie wie, gdzie jest meta.


