Wojna z Iranem zdaje się uspokajać, w miarę jak utrzymuje się dwutygodniowe zawieszenie broni, jednak ludzie wciąż giną w wyniku skutków ubocznych i sporadycznych starć w sąsiednim Iraku. Agencja AFP donosi, że „Ataki dronów i rakiet w północnym regionie Kurdystanu w Iraku zabiły w piątek trzech irańskich Kurdów, w tym dwie kobiety-bojowniczki – poinformowała opozycyjna grupa na uchodźstwie, obarczając odpowiedzialnością za atak Iran”. Nie jest jasne, czy pociski zostały wystrzelone zza granicy, czy też zabójstw dokonały proirańskie grupy działające wewnątrz Iraku – niepewność, która sama w sobie stanowi komentarz do stanu irackiej suwerenności.
Do zdarzenia doszło kilka tygodni po tym, jak amerykańscy urzędnicy po raz pierwszy zasugerowali możliwość uzbrojenia irańskich kurdyjskich grup dysydenckich. Organizacje kurdyjskie w Iraku i wzdłuż granicy upierały się wówczas, że nie ma planu przyjmowania broni ani szkoleń od Stanów Zjednoczonych. Istniała obawa, że oświadczenia amerykańskie i lawina międzynarodowych raportów prasowych twierdzących o rzekomo nadchodzącym planie wykorzystania Kurdów jako zastępczej siły lądowej posłużyły jedynie do namalowania celownika na społeczności kurdyjskiej w Iranie, a tym samym w Iraku.

CYNICZNYM OKIEM: Waszyngton snuje głośne rozważania o uzbrojeniu sojuszników, a Teheran słyszy to jak zamówienie na listę celów. W tej wojnie najbardziej śmiertelną bronią bywa niepotwierdzona depesza agencyjna.
Celownik na obozach cywilnych
Przez cały czas trwania konfliktu dochodziło do sporadycznych irańskich ataków na obszary kurdyjskie, szczególnie w północnym Kurdystanie irackim, a proceder ten trwa nadal. Demokratyczna Partia Irańskiego Kurdystanu (PDKI) poinformowała na platformie X, że „Republika Islamska Iranu przeprowadziła dziś nową falę ataków rakietowych i dronowych wymierzonych w… cywilne obozy PDKI”, zabijając jedną osobę i raniąc jej ojca.
W osobnym ataku zginęły dwie kobiety-bojowniczki, a inni bojownicy zostali ranni, jak dodała partia w swoim komunikacie. Urzędnik PDKI powiedział agencji AFP, że bojowniczki zginęły w ataku na ich pozycje w rejonie Soran, położonym w górach Zagros w pobliżu granicy z Iranem. Atakowanie obozów cywilnych w trakcie zawieszenia broni pokazuje, że Teheran traktuje rozejm z Waszyngtonem jako porozumienie ograniczone geograficznie – poza linią frontu wojna z przeciwnikami wewnętrznymi trwa bez przerwy.
Waszyngton odpowiada sankcjami na milicje
W innych wiadomościach z Iraku powiązanych z wojną w Iranie, amerykański Departament Skarbu nałożył w piątek nowe sankcje na szereg przywódców szyickich milicji proirańskich. Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych Departamentu Skarbu Stanów Zjednoczonych uderzyło w siedmiu dowódców irackich milicji proirańskich, oskarżonych o organizowanie i przeprowadzanie ataków na amerykańskich żołnierzy oraz obiekty.
Według administracji Trumpa na listę trafiły „niektóre z najbardziej brutalnych irackich organizacji paramilitarnych sprzymierzonych z Iranem”, takie jak Asa’ib Ahl Al-Haqq, Kata’ib Hezbollah, Kata’ib Sayyid Al-Shuhada oraz Harakat Al-Nujaba. Sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych Scott Bessent wyraził stanowisko administracji w ostrych słowach.
„Nie pozwolimy, aby wspierane przez Iran terrorystyczne milicje w Iraku zagrażały życiu lub interesom Amerykanów… Ci, którzy umożliwiają przemoc tych milicji, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności” – oświadczył Bessent, sygnalizując, że Waszyngton traktuje sankcje finansowe jako integralny element pojałtańskiej architektury bezpieczeństwa w regionie.
CYNICZNYM OKIEM: Amerykanie nakładają sankcje na milicje, Iranczycy ostrzeliwują Kurdów, Irakijczycy patrzą, jak obcy rozstrzygają swoje porachunki na ich ziemi. Suwerenność Bagdadu istnieje głównie w komunikatach oficjalnych i na papierze firmowym ministerstwa.
Obraz, który wyłania się z piątkowych doniesień, jest jednoznaczny: oficjalne zawieszenie broni z Teheranem nie oznacza pokoju na terenie Iraku, lecz jedynie przesunięcie konfliktu w rejony, gdzie ginący nie mają siły politycznej ani medialnej, by wymusić jego powstrzymanie. Irańscy Kurdowie znaleźli się w klasycznej pułapce państw bez państwa – wciągnięci w geopolityczną rozgrywkę supermocarstw, płacą najwyższą cenę za rozmowy, których nie prowadzili, i za broń, której nigdy nie otrzymali.



