W kwietniu 2025 roku Donald Trump, niczym współczesny Herbert Hoover, wypowiedział wojnę handlową całemu światu. Jego „cła wzajemne” – 10% na większość importu, a nawet 34% na chińskie towary – to najostrzejszy protekcjonizm od czasów ustawy Smoota-Hawleya z 1930 roku. Czy ta decyzja, jak niegdyś podwyżka ceł do 60%, zapoczątkuje efekt domina, kończący się globalnym konfliktem? I czy światowa gospodarka, już dziś chwiejąca się pod ciężarem inflacji i nieruchomościowych baniek, przetrwa ten eksperyment?
1930 vs. 2025: Powrót do przyszłości
Ustawa Smoota-Hawleya z 1930 roku miała chronić amerykańskich farmerów. Efekt? Światowy handel skurczył się o 66%, bezrobocie w USA sięgnęło 25%, a Niemcy – duszone reparacjami i cełami – otworzyły drzwi Hitlerowi. Dziś Trump, ogłaszając „sprawiedliwość handlową”, powtarza ten sam błąd ze szkicownikiem z Twittera.
„To nie wojna handlowa. To walka o bezpieczeństwo” – grzmi Trump, naśladując retorykę Hoovera, który w 1930 roku przekonywał, że cła „uratują amerykańskie miejsca pracy”. Tymczasem już pierwsze dni kwietnia 2025 pokazały, że efekt jest dokładnie odwrotny: indeks Dow Jones spadł o 7%, a cena ropy wzrosła o 15% z powodu embarga na rosyjskie surowce.
Jak Trump i Xi kopiują podręcznik z lat 30.?
W 1930 roku kraje odpowiedziały na cła USA własnymi restrykcjami, zamykając się w blokach handlowych. Dziś Chiny grożą zakazem eksportu metali ziem rzadkich, Unia Europejska planuje cła na amerykańskie samochody, a Indie wstrzymują dostawy leków. „To nie protekcjonizm – to gospodarcza apokalipsa na życzenie” – komentuje prof. Kenneth Reinert, ekonomista z George Mason University.
- Iluzja samowystarczalności: Trump, jak Hitler w latach 30., promuje „autarkię” – ideę gospodarczej niezależności. Tyle że w 2025 roku łańcuchy dostaw są globalne. Bez chińskich półprzewodników i europejskich części, amerykański przemysł stoi.
- Nacjonalizm nad zyskiem: W 1930 roku cła zniszczyły eksport USA o 61%. Dziś Trump ryzykuje 8% spadkiem PKB – dla „wygrania” z Chinami.
- Wojna klasowa w nowym wydaniu: W 1930 roku bankrutowali farmerzy, dziś – deweloperzy. Ceny mieszkań w Polsce spadły o 12%, a rynek nieruchomości w USA walczy z najwyższymi stopami od 2008 roku.
III wojna światowa? Nie, dziękuję
Czy wojna celna musi prowadzić do prawdziwego konfliktu? Historycy przypominają:
- W 1930 roku bezrobocie i bieda otworzyły drogę nazistom.
- Dziś skrajne partie w Europie już zyskują na antyimigrancyjnej retoryce, a Chiny testują rakiety nad Tajwanem.
- Ale jest zasadnicza różnica: w 2025 roku wojna jest nieopłacalna, a broń atomowa odstrasza od otwartego konfliktu.
- Globalne korporacje – od Apple po Shell – mają większą władzę niż niejedno państwo.
- Social media zamieniają nacjonalizm w towar: niemieccy influencerzy promują lokalne produkty, a chińscy tiktokerzy nawołują do bojkotu USA.
W 1934 roku USA wycofały się z wojny celnej, a Franklin Roosevelt podpisał ustawę o obniżce ceł. Dziś Trump, zamiast czytać raporty ekonomistów, woli lajki na X. Jego „cła wzajemne” to nie strategia – to teatr dla wyborców, którzy wierzą, że Chiny zapłacą za ich kredyty hipoteczne.
Tymczasem światowe giełdy już krwawią, a deweloperzy w Warszawie i Nowym Jorku liczą straty. Czy III wojna światowa wybuchnie? Pewnie nie. Ale czy miliardy ludzi stracą pracę, oszczędności i dostęp do tanich produktów? Na to możesz postawić swoją ostatnią dolową obligację.
„Historia nie kołacze do drzwi – ona wali młotem. A my wciąż udajemy, że to dostawca Amazonu” – podsumowuje anonimowy trader z Wall Street. I ma rację: w 1930 roku też myślano, że kryzys minie samoistnie. Minął – wraz z 60 milionami ofiar II wojny.


