Są momenty, w których historia zatacza ironiczne koło z taką precyzją, że żaden scenarzysta by się na to nie odważył. Sandro Castro, wnuk Fidela Castro – ikony światowego komunizmu – powiedział w wywiadzie dla CNN, że większość Kubańczyków chce być kapitalistami, a on sam z zadowoleniem przyjąłby układ z prezydentem Trumpem. To oświadczenie, które brzmi jak punchline politycznego dowcipu, padło z ust człowieka noszącego nazwisko będące przez dekady synonimem rewolucji i centralniego planowania.
Dziennikarz CNN Patrick Oppmann nie krył zaskoczenia, pytając wprost: „A co powiedziałby twój dziadek, Fidel Castro, gdyby dowiedział się, że jesteś bardziej kapitalistą niż komunistą?”.
Odpowiedź Sandro Castro była wymijająca, ale wymowna: „Mój dziadek był osobą, która miała swoje zasady, jak każdy inny. Ale szanował też opinie innych. To jest mój sposób myślenia”.
Kapitalizm z suwerennością
Gdy Oppmann zauważył, że „wszyscy kapitaliści opuścili Kubę”, wnuk rewolucjonisty nie cofnął się ani o krok. „Na Kubie jest wielu ludzi, którzy myślą w sposób kapitalistyczny. Jest wielu takich, którzy chcą uprawiać kapitalizm z zachowaniem suwerenności” – stwierdził, dodając z przekonaniem: „Myślę, że większość Kubańczyków chce być kapitalistami, a nie komunistami”.
Słowa te uderzają tym mocniej, że padają w momencie totalnej zapaści kubańskiej gospodarki – po dziesięcioleciach stagnacji zwieńczonych całkowitym paraliżem sieci energetycznej na wyspie. Formuła „kapitalizmu z suwerennością” to próba znalezienia trzeciej drogi – otwarcia ekonomicznego bez oddawania kontroli politycznej.
CYNICZNYM OKIEM: Wnuk ojca rewolucji chce wolnego rynku. Gdyby Fidel żył, pewnie nazwałby to kontrrewolucją. Ale trudno bronić komunizmu, gdy nie działa nawet prąd.
Wywiad jest szczególnie kłopotliwy dla amerykańskiej lewicy, która od lat przejawia sentymentalną fascynację kubańskim modelem. Politycy z ramienia Demokratycznych Socjalistów Ameryki oraz lewicowe organizacje pozarządowe finansowane przez fundacje miliarderów regularnie odwiedzały wyspę, wychwalając osiągnięcia systemu.
Zaledwie w zeszłym tygodniu szef pewnej amerykańskiej lewicowej organizacji non-profit zorganizował kolejną wycieczkę na Kubę, aby wychwalać komunizm – w tym samym czasie, gdy własny wnuk Fidela publicznie opowiadał się za jego porzuceniem.
CYNICZNYM OKIEM: Amerykańscy lewicowi aktywiści latają na Kubę celebrować komunizm, podczas gdy Kubańczycy marzą o kapitalizmie. Turystyka ideologiczna w najczystszej postaci – jedni przywożą entuzjazm, drudzy chcieliby wywieźć lodówkę.
Administracja Trumpa stara się wykorzystać ten moment, dążąc do zaaranżowania transformacji gospodarczej Kuby od komunizmu ku kapitalizmowi. Jeśli nawet nazwisko Castro przestało być tarczą ochronną dla upadłego modelu ekonomicznego, to znaki czasu trudno odczytać jaśniej. Jak podsumowują komentatorzy – wnuk Fidela chce jedzenia, prądu i internetu, a to wszystko wymaga systemu, którego jego dziadek poświęcił życie na zwalczanie.



