Istnieje cienka granica między ochroną mniejszości a kontrolą tego, co wolno mówić. Rząd Wielkiej Brytanii pod wodzą Partii Pracy właśnie tę granicę testuje, wprowadzając strategię, w ramach której szkoły, rady lokalne i zakłady pracy mają monitorować i zgłaszać przypadki wrogości antymuzułmańskiej – przy jednoczesnym przyjęciu nowej definicji mającej doprecyzować, jakie zachowania są niedopuszczalne.
Krytycy – od niezależnych recenzentów rządowych po organizacje broniące wolności słowa – ostrzegają, że to narzędzie do uciszania uzasadnionej debaty, nie zaś do ochrony kogokolwiek przed realną przemocą.
Sekretarz ds. społeczności Steve Reed bronił inicjatywy w parlamencie, argumentując: Dzisiaj przyjmujemy pozastatutową definicję wrogości antymuzułmańskiej. Daje ona jasne wyjaśnienie niedopuszczalnych uprzedzeń, dyskryminacji i nienawiści wymierzonych w muzułmanów, dzięki czemu możemy podjąć działania, aby je powstrzymać. Strategia obejmuje zwiększenie ochrony meczetów i szkół muzułmańskich poprzez modernizację monitoringu CCTV, systemów alarmowych i ogrodzeń, a nowy stanowisko – tak zwany car ds. wrogości antymuzułmańskiej – ma nadzorować wdrażanie przepisów, doradzając szkołom, uniwersytetom i służbom publicznym.
Partia Pracy zapewnia, że definicja nie powstrzyma słusznej krytyki religii i skupi się wyłącznie na zwalczaniu nienawiści. Problem w tym, że niemal każdy, kto przeczytał proponowane sformułowania, ma poważne wątpliwości co do tej deklaracji.
CYNICZNYM OKIEM: Niemcy publikują 598-stronicowy raport policji kryminalnej o radykalizacji młodych muzułmanów, a Wielka Brytania w tym samym czasie wprowadza mechanizmy utrudniające dyskusję o radykalizacji młodych muzułmanów. To tak, jakby jeden szpital diagnozował chorobę, a drugi zakazywał mówienia o objawach – w imię dobrego samopoczucia pacjenta.
Wolność słowa pod lupą
Jonathan Hall, niezależny rządowy recenzent przepisów dotyczących terroryzmu, skrytykował niejasne sformułowania strategii, ostrzegając, że mogą one zmrozić wolność słowa i sprawić, że ludzie będą bać się krytykować islam, migrację lub ekstremizm islamistyczny. Hall zasugerował włączenie konkretnych przykładów wypowiedzi, które nie stanowią wrogości antymuzułmańskiej, aby zabezpieczyć przestrzeń otwartej dyskusji. Posłanka torysów Miriam Cates podzieliła te obawy, a Richard Holmes z Free Speech Union podsumował wprost: Ryzykuje to utrudnieniem korzystania z wolności słowa w ramach prawa oraz uniemożliwieniem uzasadnionej krytyki islamizmu.
Szkoły znalazły się na pierwszej linii frontu. Rząd naciska na monitorowanie placówek edukacyjnych, w których antysemityzm i nienawiść antymuzułmańska rzekomo uległy normalizacji. Jednocześnie policja antyterrorystyczna ostrzega nastolatków, że udostępnianie treści uznanych za śmieszne w internecie może zakończyć się wpisem do rejestru karnego, przedstawiając memy jako potencjalne bramy do terroryzmu. W jednej z reklam kampanii biały uczeń mierzy się z konfiskatą urządzeń za udostępnianie materiałów uznanych za ekstremistyczne.
Flaga narodowa jako narzędzie nienawiści
Inicjatywa wpisuje się w szerszy kontekst. Wcześniej ujawniono wyciekłą strategię spójności społecznej, w której rząd określił flagę brytyjską i inne symbole narodowe jako potencjalne narzędzia nienawiści, które mogą być wykorzystywane przez skrajną prawicę do zastraszania. Projekt zakłada przeznaczenie 800 milionów funtów w ciągu dziesięciu lat na obszary poddane tak zwanej presji.
Równolegle trwają prace nad kolejną blokadą platformy X z powodu obraźliwych żartów generowanych przez chatbota Grok uderzających w religie, choć obserwatorzy sugerują, że prawdziwym motywem jest frustracja administracji Keira Starmera platformą, która obnażała rządowe przekazy.

CYNICZNYM OKIEM: Rząd, który napiętnował Union Jack jako narzędzie nienawiści i planuje wydać 800 milionów funtów na walkę z memami, jednocześnie zapewnia, że nie zamierza ograniczać wolności słowa. Orwell pisał satyrę – Partia Pracy najwyraźniej potraktowała ją jako instrukcję obsługi.
Dla polskich czytelników, którzy obserwują brytyjską debatę z dystansu, zestawienie dwóch zjawisk jest szczególnie wymowne. Z jednej strony niemiecki BKA alarmuje, że niemal połowa młodych muzułmanów wykazuje postawy islamistyczne. Z drugiej strony brytyjski rząd buduje infrastrukturę utrudniającą dyskusję o tym samym zjawisku. Pytanie, która strategia lepiej służy zarówno bezpieczeństwu, jak i społecznemu współistnieniu, nie wymaga szczególnej przenikliwości, by na nie odpowiedzieć – wymaga jedynie odwagi, by odpowiedź wypowiedzieć na głos.



