Wielka Brytania chce zablokować X. Afera wokół „bikini Groka”

W praktyce chodzi o pełną kontrolę przepływu informacji

Adrian Kosta
6 min czytania

Wielka Brytania, kolebka liberalnych idei, właśnie flirtuje z pełnym zakazem platformy X (dawnego Twittera). Rząd Keira Starmera, zasłaniając się rzekomymi problemami z generatorem obrazów Grok AI, ogłosił, że „wszystkie opcje są na stole” – łącznie z odcięciem milionów Brytyjczyków od platformy Elona Muska.

stramer

CYNICZNYM OKIEM: Kiedy rząd zaczyna mówić o „ochronie obywateli przed treściami”, wiadomo, że to obywatele stają się głównym zagrożeniem.

Grok jako pretekst. Ministerstwo Prawdy 2.0

O co chodzi? Oficjalnie o sztuczną inteligencję. Grok, chatbot łączony z platformą X, potrafi tworzyć obrazy – w tym te „nieodpowiednie”. Premier Starmer nazwał takie treści „obrzydliwymi i niedopuszczalnymi” i zapowiedział twardą reakcję. Oficjalny cytat: „To nie do zaakceptowania. X musi nad tym zapanować, a Ofcom ma pełne nasze wsparcie, by podjąć działania.”

Brzmi jak ochrona sumieni, ale w praktyce chodzi o pełną kontrolę przepływu informacji. Bo przecież Grok nie jest wyjątkiem – podobne możliwości oferują ChatGPT czy Google Gemini. A jednak tylko X musi spłonąć na stosie „odpowiedzialności za treści”.

Starmer bikini

Problem w tym, że X to ostatnia duża platforma, której Londyn nie trzyma za gardło. Po latach współpracy z rządami Big Tech nauczył się działać według narzuconego rytmu cenzury. Musk ten rytm przerwał. I tego Wielka Brytania nie potrafi wybaczyć.

Laburzyści nie ukrywają determinacji. Posłanka Lola McEvoy stwierdziła bez cienia wahania: „Platformy, które nie spełniają wymogów ustawy o bezpieczeństwie w sieci, nie mają prawa działać w tym kraju.” Ustawa, znana jako Online Safety Act, już teraz pozwala blokować treści nieobjęte żadnym sądowym postępowaniem – wystarczy administracyjny sygnał o „potencjalnym zagrożeniu.”

Z ujawnionych wiadomości wewnętrznych wynika, że część parlamentarzystów bloku rządzącego domaga się całkowitego opuszczenia X, nazywając Muska „faszystą”. Jeden z deputowanych miał nawet stwierdzić, że powinni „pójść śladem Trumpa i stworzyć własny portal”. Jak widać, wolność słowa jest akceptowalna tylko pod warunkiem posiadania do niej licencji partyjnej.

CYNICZNYM OKIEM: Wersja brytyjska internetu: dostęp tylko dla przeszkolonych, zgodnych i bez poczucia humoru.

Wolność pod nadzorem. Reakcja zza oceanu

Paradoksalne jest to, że większość tradycyjnych mediów i platform – Facebook, Instagram, TikTok – od dawna filtruje treści zgodnie z preferencjami politycznymi establishmentu. Jednak X, ze swoją otwartością i funkcją Community Notes, stał się problemem systemowym.

To właśnie tam, nie w prasie, użytkownicy wychwytują kłamstwa polityków. Premier Starmer, według danych z samej platformy, jest jednym z najczęściej poprawianych i „ratio’owanych” polityków w kraju – czyli takim, pod którego wpisami liczba komentarzy krytycznych przewyższa liczbę polubień. Oznacza to jedno: nie da się kontrolować narracji, gdy każdy obywatel ma mikrofon.

Dla władzy, która popularność traci szybciej niż zaufanie rynków, to problem, który rozwiązuje się prostą metodą – wyłączeniem wtyczki.

Na decyzję Londynu błyskawicznie zareagował Waszyngton. Donald Trump, obecny prezydent USA, zagroził sankcjami wobec Wielkiej Brytanii, jeśli ta faktycznie zablokuje X. Republikańska kongresmenka Anna Paulina Luna nazwała działania rządu Starmera „najbardziej bezpośrednim atakiem na wolność słowa w świecie anglosaskim od pół wieku.”

Trump już wcześniej wstrzymał wart 40 miliardów dolarów kontrakt technologiczny z Londynem, tłumacząc, że „Ameryka nie finansuje cenzury”. W maju wysłał nawet specjalny zespół określany jako free speech squad, mający dokumentować przypadki aresztowań Brytyjczyków za poglądy polityczne i wzywać do azylu dla „więźniów opinii”.

Świat, w którym Stany Zjednoczone udzielają azylu obywatelom Zjednoczonego Królestwa, musi być jednym z bardziej groteskowych skutków nowej polityki postępowej.

Właśnie to oburza opinię publiczną: rząd Starmera czyni z Groka kozła ofiarnego, podczas gdy inne systemy AI – te należące do firm współpracujących z rządem – mogą generować dezinformację, błędy, a nawet niebezpieczne porady zdrowotne, bez reakcji władz. Usterki „własnych” technologii nie przeszkadzają, problemem są tylko te, które wymykają się spod kontroli politycznej.

CYNICZNYM OKIEM: U sztucznej inteligencji dopuszczalne są jedynie błędy ideologicznie poprawne – byleby zamiast bikini ubierała obywatela w narrację rządową.

Autorytaryzm dla bezpieczeństwa

Mechanizm jest prosty. W imię ochrony obywateli przed „szkodliwymi treściami” buduje się system nadzoru, w którym arbitrem dobra staje się polityk, a nie prawo. Słowo „bezpieczeństwo” stało się narzędziem do uzasadniania dowolnej ingerencji w sferę wolności. A historia pokazuje, że gdy rząd definiuje bezpieczeństwo jako brak sprzeciwu, zwykle kończy się to brakiem wolności.

Trudno nie zauważyć ironii. W kraju, który jeszcze niedawno promował się jako bastion liberalizmu, obywatel może dziś trafić do aresztu za żart, mem lub błędny zaimek. A władza, zamiast rozwiązywać realne kryzysy społeczne – migrację, inflację, przestępczość – walczy z pixelami w internecie.

Banning X nie zlikwiduje nienawiści ani manipulacji. Zlikwiduje jedynie miejsce, w którym można o tym otwarcie mówić. A to, jak zauważył pewien użytkownik platformy, jest właśnie ostatecznym celem.

CYNICZNYM OKIEM: W Zjednoczonym Królestwie prawda traci licencję, a internet znów czeka na królewskie pozwolenie na mówienie.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *