Brytyjski premier Keir Starmer znalazł się w dyplomatycznym szpagacie. Z jednej strony prezydent Trump oczekuje od europejskich sojuszników i państw NATO wsparcia w odblokowania globalnego tranzytu ropy przez Cieśninę Ormuz. Z drugiej – Starmer musi uspokoić własnych obywateli, że Wielka Brytania nie zostanie wciągnięta w kolejny bliskowschodni konflikt. Rozmowa telefoniczna obu przywódców w niedzielę wieczorem miała pokazać, że sojusz jest silny, a relacje niezachwiane.
„Omówiliśmy wydarzenia w sposób, jakiego można by oczekiwać od dwóch sojuszników i dwóch liderów” – powiedział Starmer w poniedziałek, podkreślając swoje „dobre relacje” z prezydentem USA. Te ostrożne sformułowania mają odrzucić sugestie, jakoby wojna z Iranem nadszarpnęła więzi Londynu z Waszyngtonem.
Dwie pieczenie na jednym ogniu
Kluczowa wypowiedź Starmera odsłania próbę pogodzenia dwóch sprzecznych celów – gotowości do działania i unikania eskalacji.
„Chociaż podejmujemy niezbędne działania w celu obrony nas samych i naszych sojuszników, nie damy się wciągnąć w szerszą wojnę” – stwierdził premier.
Wielka Brytania rozważa wysłanie na Bliski Wschód okrętów i dronów do zwalczania min. Starmer mówi o współpracy z sojusznikami nad „realnym planem” otwarcia szlaków żeglugowych, jednocześnie zaznaczając, że nie byłaby to misja prowadzona przez NATO.
„To jest dyskusja; nie jesteśmy jeszcze na etapie decyzji. Kwestia tego, jak zabezpieczyć ruch morski, jest trudna. Ale omawiamy to z USA, partnerami z Zatoki oraz z Europejczykami” – powiedział na konferencji prasowej na Downing Street.
CYNICZNYM OKIEM: Wielka Brytania nie da się wciągnąć w wojnę – po prostu wyśle okręty, drony i dobrą wolę, co absolutnie nie jest tym samym.
Premier nie ukrywa, że stawką jest coś więcej niż geopolityka. Przedłużający się kryzys w Ormuz bezpośrednio uderza w portfele Brytyjczyków.
„Chcę zobaczyć koniec tej wojny tak szybko, jak to możliwe, ponieważ im dłużej ona trwa, tym niebezpieczniejsza staje się sytuacja i tym gorsze są skutki dla kosztów życia tutaj, w domu” – przyznał Starmer.
53 miliony funtów dla gospodarstw domowych
Słowa premiera mają też wymiar finansowy. Starmer ogłosił pierwszy krajowy pakiet pomocowy o wartości 53 milionów funtów (70 milionów dolarów), skierowany do gospodarstw domowych zależnych od oleju opałowego, które najboleśniej odczuły gwałtowny wzrost cen paliw wywołany konfliktem.
To reakcja na ekonomiczne skutki wojny zainicjowanej przez USA i Izrael. Pakiet ma wesprzeć najbardziej bezbronnych obywateli, choć skala pomocy w porównaniu z rosnącymi kosztami energii wydaje się raczej symboliczna.
CYNICZNYM OKIEM: 53 miliony funtów na kryzys energetyczny to jak plaster na złamaną nogę – gest piękny, ale pacjent nadal kuleje.
Starmer prowadzi grę na czas, licząc że dyplomacja wyprzedzi eskalację. Pytanie brzmi, czy Trump da mu na to przestrzeń.


