Są dosłownie wszędzie – na szczytach Mount Everest, w najgłębszych rowach oceanicznych i we krwi niemal każdego człowieka na Ziemi. Per- i polifluoroalkilowe substancje, znane jako PFAS, stały się jednym z największych skandali przemysłowych w historii ludzkości. Mariah Blake, dziennikarka śledcza i autorka książki „They Poisoned the World„, nie pozostawia złudzeń: skutki tego skażenia będziemy odczuwać przez stulecia, a skala ukrywania prawdy przez koncerny chemiczne nie ma precedensu.
Fascynacja chemią i jej mroczna strona są ze sobą nierozerwalnie splecione. Wiązania węgiel-fluor, z których zbudowane są PFAS, należą do najsilniejszych w chemii organicznej – co czyni te substancje odpornymi na ciepło, wodę, tłuszcz i korozję. Właśnie dlatego znalazły zastosowanie w tysiącach produktów: nieprzywierających patelniach teflonowych, odzieży wodoodpornej, niciach dentystycznych, kosmetykach, pianach gaśniczych i urządzeniach medycznych. Ta sama niezniszczalność, która czyni je użytecznymi, sprawia jednak, że po dostaniu się do organizmu wiążą się z krwią i narządami wewnętrznymi, pozostając tam przez lata. W środowisku naturalnym ich czas połowicznego rozpadu może wynosić setki, a nawet tysiące lat.
CYNICZNYM OKIEM: Substancja odporna na wszystko, co zniszczy naturę, trafia do każdego produktu codziennego użytku – bo rynek nie nagradza skromności, nagradza użyteczność. Że przy okazji zatruwa planetę? Kalkulacja ekonomiczna to uwzględniła i uznała za akceptowalną.
Od Projektu Manhattan do kuchennych patelni
Historia PFAS zaczyna się w miejscu zaskakującym – w laboratorach tworzących pierwszą bombę atomową. Pod koniec lat 30. XX wieku substancje te odkryto przypadkowo, a Projekt Manhattan nadał im komercyjny impuls: PFAS były niezbędne do oddzielania izotopów uranu od korozyjnego gazu, co umożliwiło skonstruowanie broni jądrowej. Już wtedy, w latach 40., naukowcy pracujący dla rządu USA dostrzegli ich toksyczność.
Blake ujawnia, że już w 1943 roku rolnicy mieszkający w pobliżu zakładów produkcyjnych skarżyli się na usychanie upraw i chorujące bydło. Badania zlecone przez oficjeli Projektu Manhattan potwierdziły w 1947 roku, że PFAS kumulują się we krwi i są wysoce toksyczne. Informacje te zatajono ze względu na znaczenie militarne, co opóźniło publiczną świadomość zagrożenia o ponad pół wieku. Po wojnie pałeczkę przejęły giganty korporacyjne – 3M i DuPont – wprowadzając na rynek Teflon i Scotchgard.
Autor poleca: Ta jedna firma zatruła cały świat i nazwano to postępem
Przez kolejne dekady wewnętrzne badania obu koncernów, prowadzone w latach 60. i 70., wykazały, że PFAS powodują raka nerek i prostaty, uszkodzenia narządów wewnętrznych oraz drastyczne obniżenie odporności. Najbardziej wstrząsające były ustalenia dotyczące ciężarnych pracownic: ekspozycja na PFOA prowadziła do ciężkich wad wrodzonych u dzieci, w tym deformacji twarzy. Zamiast wycofać szkodliwe substancje, firmy przeprowadziły chłodną kalkulację ekonomiczną – stwierdzając, że ewentualne koszty procesowe będą niższe niż zyski z dalszej produkcji. Filtrowanie ścieków uznano za zbyt kosztowne.
Prawda zaczęła wychodzić na jaw dopiero pod koniec lat 90., gdy rolnicy z Wirginii Zachodniej pozwali DuPont po tym, jak odpady z pobliskiego wysypiska wybijały ich stada krów.
Efekt Hydry i wyścig z nowymi truciznami
Współczesna nauka jest jednoznaczna: według amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska nie istnieje bezpieczny poziom ekspozycji na najbardziej znane związki PFAS. Stare wersje chemikaliów o długich łańcuchach węglowych są stopniowo wycofywane, ale przemysł zastępuje je nowszymi wariantami, takimi jak GenX. Naukowcy ostrzegają przed „efektem Hydry” – w miejsce jednej zakazanej substancji pojawia się kilka nowych, równie toksycznych, a często trudniejszych do wykrycia i usunięcia z wody pitnej.

CYNICZNYM OKIEM: Zakazujemy jednej substancji, a przemysł wprowadza pięć nowych, trudniejszych do wykrycia. Regulatorzy gonią własny ogon, a firmy chemiczne patentują kolejne kroki tej choreografii.
Eksperci coraz głośniej opowiadają się za regulowaniem PFAS nie jako pojedynczych substancji – których jest obecnie około 15 tysięcy – lecz jako całej klasy związków. Unia Europejska pracuje nad wprowadzeniem zakazu obejmującego całą grupę, co mogłoby stanowić historyczny przełom w ochronie środowiska i zdrowia publicznego. Blake podkreśla, że tylko radykalne zakręcenie kurka z tymi substancjami może powstrzymać dalszą degradację ekosystemów i ochronić zdrowie przyszłych pokoleń przed zagrożeniem, które jest niewidoczne, wszechobecne – i jak dotąd praktycznie bezkarne.



