W Stanach Zjednoczonych coraz częściej polityka przypomina serial o zemście – bez przerw na reklamy i bez reguł. Najnowsza fala napięć pojawiła się wokół działań ICE, federalnej agencji imigracyjnej, która prowadzi deportacje nielegalnych imigrantów. To, co jeszcze dekadę temu – w czasach administracji Baracka Obamy – uchodziło za rutynową procedurę, dziś w Demokratycznych miastach jest nazywane „faszyzmem”.
W Minneapolis, na ulicach, gdzie demonstranci zakłócają akcje ICE, władze miejskie mówią już wprost o możliwości postawienia agentów przed sądem. Gubernator Minnesoty Tim Walz apelował o nagrywanie i dokumentowanie działań federalnych funkcjonariuszy, by w przyszłości „wszystko rozliczyć”. Słowo „rozliczyć” w amerykańskiej polityce zaczyna mieć brzmienie niepokojąco bliskie historii.
CYNICZNYM OKIEM: USA walczy o prawo do azylu – tylko że tym razem dla własnych urzędników.
Głos ludu czy głos odwetu. Polityka jako zemsta
Od lat republikanie przekonują, że deportacje są wolą większości, a ich blokowanie to sabotowanie demokratycznych decyzji. Po drugiej stronie – aktywiści i politycy Partii Demokratycznej, którzy nawołują do bojkotu i kar dla wykonujących prawo. W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawia się retoryka „politycznego oczyszczenia kraju po Trumpie” – coś, co jeszcze niedawno brzmiało jak żart z forów internetowych, dziś staje się półoficjalnym hasłem środowisk liberalnych.
W Internecie nie brakuje porównań do aparatu bezpieczeństwa z czasów Stalina. Cytowany w emocjonalnych dyskusjach zwrot „Pokaż mi człowieka, a znajdę mu paragraf” wrócił do amerykańskiego obiegu, tym razem z ironiczną dedykacją dla prezydenta Trumpa i jego zwolenników.
CYNICZNYM OKIEM: Zmieniły się tylko dekoracje – zamiast KGB mamy Twittera, a zamiast cenzora – algorytm.
Donald Trump i jego otoczenie już zostało objęte serią procesów, pozwów i śledztw, które Republikanie postrzegają jako polityczną próbę eliminacji konkurencji. W tle pozostają procesy ponad 1200 uczestników protestów z 6 stycznia, z których część nadal przebywa w więzieniach bez wyroków.
Do retoryki zemsty dołączyli też medialni celebryci – były prezenter CNN Jim Acosta i podcasterka Jennifer Welch stwierdzili publicznie, że Trump „powinien trafić do więzienia za samo zwycięstwo”. Elon Musk zareagował jednym zdaniem: „Oni mówią serio.”
Coraz częściej pojawia się wrażenie, że USA wchodzą w epokę polityki odwetu, w której stronę wygrywającą wybory interesuje nie rządzenie, lecz unieważnianie poprzedników.
To, co jeszcze niedawno było ideologiczną walką o imigrantów, wolność słowa i prawa jednostki, dziś przypomina rozpędzającą się spiralę rewanżu. Federalne agencje, platformy internetowe, sądy i lokalne władze znalazły się w grze bez arbitra.
CYNICZNYM OKIEM: Amerykański sen trwa – tylko że coraz częściej przypomina koszmar, w którym połowa kraju śni o aresztowaniu drugiej.
I jeśli retoryka „politycznego oczyszczenia” faktycznie wejdzie do programu władzy, następna amerykańska wojna domowa może odbyć się nie na polach bitew, lecz w salach sądowych.


