Whisky, wojsko i wolność słowa. Spory, które dzielą Amerykę od 250 lat

Jak dużą władzę naprawdę mają prezydenci?

Adrian Kosta
10 min czytania
Whisky, wojsko i wolność słowa. Spory, które dzielą Amerykę od 250 lat

W 1794 roku George Washington wyruszył na zachód z Filadelfii na czele 13 000 żołnierzy, podejmując decyzję, która miała wystawić jego przywództwo na próbę jak żadna wcześniejsza kampania. Ludzie ci nie byli żołnierzami Armii Kontynentalnej, lecz obywatelami-milicjantami, prekursorami Gwardii Narodowej, powołanymi pod broń z Wirginii, Pensylwanii, Marylandu i New Jersey. Washington nie był już po prostu generałem, lecz prezydentem Stanów Zjednoczonych i właśnie podjął jedną z najbrzemienniejszych w skutkach decyzji swojej prezydentury: postanowił użyć siły zbrojnej przeciwko własnym rodakom.

Powodem był podatek od whisky, który Kongres uchwalił, desperacko potrzebując dochodów na spłatę długów wojennych. Farmerzy uprawiający zboże w zachodniej Pensylwanii uznali go za niemoralny i niesprawiedliwy. Protestujący zaatakowali poborców podatkowych, niszczyli mienie i oddali strzały, w wyniku których zginął lokalny milicjant. Buntownicy tworzyli transparenty na „drzewkach wolności” z hasłami takimi jak „Równe podatki i brak akcyzy” oraz „Wolność albo śmierć”.

Przez dwa lata Washington szukał pokojowego rozwiązania, lecz gdy 5000 rebeliantów zgromadziło się na obrzeżach Pittsburgha, przysięgając zająć miasto, uznał, że nadszedł czas na działanie. Ostatecznie rewolta o whisky zakończyła się bez oczekiwanego dramatyzmu i nie doprowadziła do dalszej przemocy. Ponad 200 lat później Amerykanie wciąż gwałtownie spierają się o fundamentalne kwestie związane z rządem – kiedy prezydent ma prawo zmobilizować Gwardię Narodową, w którym momencie protest staje się insurekcją i co liczy się jako wolność słowa.

usa

CYNICZNYM OKIEM: Naród narodził się ze sporu o podatek od alkoholu i nadal kłóci się o wszystko inne. Niektóre tradycje są wieczne, zwłaszcza te dotyczące niechęci do płacenia.

Jak dużą władzę naprawdę mają prezydenci?

Część fundamentalnych kwestii rozstrzygnięto u zarania narodu, ale znacznie więcej pozostawiono otwartych. Deklaracja Niepodległości ustanowiła, że Ameryka będzie rządzona przez naród, co Konstytucja ratyfikowała, a Abraham Lincoln streścił później w przemówieniu gettysburskim jako „rządy narodu, przez naród i dla narodu”. Pozostaje jednak pytanie, kim właściwie jest ten naród, jak zauważył David A. Bateman, profesor nadzwyczajny nauk o rządzie na Uniwersytecie Cornella.

Pierwsze stany nie potrafiły dojść do porozumienia w polaryzującej kwestii niewolnictwa, dlatego w Konstytucji pominięto definicję obywatelstwa. Obywatelstwo zdefiniowano dopiero w 1868 roku, kiedy po rygorystycznej debacie ratyfikowano 14. poprawkę. Jak ujął to J. Edwin Benton, profesor politologii i administracji publicznej na Uniwersytecie Południowej Florydy, „Ojcowie Założyciele napisali bardzo krótki, treściwy i zwięzły dokument, pozostawiając wiele niedopowiedzianych kwestii”.

Świeżym przykładem sporu o granice władzy jest decyzja prezydenta Donalda Trumpa, który w październiku 2025 roku zmobilizował Gwardię Narodową stanu Illinois. Argumentował, że tamtejsze obiekty federalne stały się celem skoordynowanego ataku grup dążących do zablokowania egzekwowania prawa imigracyjnego. Powołał się na prawo federalne upoważniające prezydenta do tłumienia inwazji lub buntu w sytuacji, gdy regularne organy władzy nie są w stanie tego zrobić.

Dwa dni później gubernator Illinois JB Pritzker złożył pozew federalny, argumentując, że nakaz naruszył suwerenność stanu. Sąd Najwyższy przyznał mu rację, orzekając, że administracja nie wskazała źródła uprawnień pozwalającego wojsku wykonywać prawo w Illinois. Trump nie jest jednak pierwszym prezydentem oskarżanym o nadużycie władzy, a debaty o granicach urzędu sięgają samych jego początków.

Matthew Wilson, profesor nadzwyczajny politologii na Południowym Uniwersytecie Metodystycznym, przypomina, że „Hamilton i Jefferson mieli bardzo różne wyobrażenia na temat centralnej roli i pożądanego kształtu władzy wykonawczej”. Hamilton opowiadał się za silniejszą egzekutywą, Jefferson wolał słabszą rolę. Sto lat później Theodore Roosevelt i William Howard Taft kontynuowali dokładnie tę samą debatę, stojąc na przeciwnych biegunach.

Roosevelt uważał, że całą wolną przestrzeń w Konstytucji powinien wypełnić prezydent, pisząc, że jego prawem i obowiązkiem jest robić wszystko, czego wymagają potrzeby narodu, o ile nie zakazuje tego prawo. Taft czytał Konstytucję tak, jak farmaceuta czyta receptę, twierdząc, że prezydent nie może wykonywać żadnej władzy, której nie da się jasno powiązać z konkretnym jej nadaniem. Każde uprawnienie musiało być według niego wyraźnie zapisane w ustawie lub w samej Konstytucji.

Historia pokazuje, że większość prezydentów stawała po stronie Roosevelta, a wielu z nich było za to surowo karconych. Jefferson, dokonując zakupu Luizjany bez uprzedniej zgody Kongresu, usłyszał od Johna Adamsa, że stał się najbardziej federalistycznym z federalistów. Andrew Jackson otrzymał naganę od Kongresu za przeniesienie funduszy z banku narodowego do banków stanowych, a Lincolna krytycy nazywali „Królem Lincolnem” za zawieszenie habeas corpus i Proklamację Emancypacji. Przeciwnicy Nowego Ładu określali Franklina Roosevelta mianem „faszystowskiego rygoru”. Jak podsumował Wilson, „to nie jest historia tylko o Donaldzie Trumpie, lecz znacznie dłuższy wzorzec w historii Ameryki”.

Jaka jest rola Sądu Najwyższego i granice wolności słowa?

W czerwcu 2022 roku Sąd Najwyższy wydał wyrok w sprawie Dobbs przeciwko Jackson Women’s Health Organization, unieważniając to, co wcześniej uznawano za prawo do aborcji. Senator Ron Wyden wezwał później do rozszerzenia składu Sądu do 15 członków, a inni nazwali obecny skład „sądem post-legitymizacyjnym”.

Pół wieku wcześniej dokładnie odwrotny wyrok wywołał równie wielkie oburzenie. Sprawa Roe przeciwko Wade uchyliła długo obowiązujące przepisy stanowe zabraniające aborcji. Ówczesny prezes Sądu William Rehnquist stwierdził, że decyzja ta trąci „ustawodawstwem sądowym”, a sędzia Byron White uznał, że Sąd po prostu stworzył nowe prawo konstytucyjne dla ciężarnych matek.

Amerykanie od stuleci nie zgadzają się z orzeczeniami Sądu Najwyższego, mimo że Konstytucja poświęca mu zaledwie 378 słów. Przez lata Sąd sam dopisywał sobie zakres obowiązków, choćby ustanawiając w sprawie Marbury przeciwko Madison zasadę kontroli konstytucyjności prawa. Daje mu ona prawo do ustalania, czy ustawy lub działania prezydenta naruszają Konstytucję.

Niejednokrotnie politycy próbowali postawić się Sądowi lub zmienić jego kształt. Andrew Jackson odmówił wykonania wyroku w sprawie Worcester przeciwko Georgii w 1832 roku, a Lincoln postąpił tak samo z decyzją Ex parte Merryman w 1861 roku. Franklin Roosevelt zaproponował w 1937 roku dodanie sześciu sędziów, co powszechnie odczytano jako próbę zmiany równowagi ideologicznej, zaś Joe Biden wzywał do wprowadzenia kadencyjności dla sędziów.

David Schultz, profesor politologii i nauk prawnych na Uniwersytecie Hamline, przypomina, że Sąd miał być spokojniejszą gałęzią władzy. „Cytując Aleksandra Hamiltona z Esejów Federalisty, Sąd Najwyższy miał być najmniej niebezpieczną gałęzią” – powiedział. Sąd jednak często musi mierzyć się z białą przestrzenią w Konstytucji, co prawie zawsze budzi kontrowersje.

CYNICZNYM OKIEM: Ta sama instytucja jest świątynią sprawiedliwości, gdy orzeka po naszej myśli, i zagrożeniem dla demokracji, gdy się myli. Wszystko zależy od strony, po której akurat stoimy.

Równie burzliwe są dziś spory o wolność słowa. Riley Gaines, orędowniczka rezerwowania sportu kobiecego dla biologicznych kobiet, została w 2023 roku zaczepiona przez protestujących na Uniwersytecie Stanowym w San Francisco. Miesiąc wcześniej protestujący studenci przerwali wystąpienie konserwatywnego sędziego federalnego Kyle’a Duncana na Wydziale Prawa Uniwersytetu Stanforda.

Przykłady mnożą się po obu stronach sporu. Asna Tabassum, najlepsza studentka rocznika na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, nie otrzymała w 2024 roku zgody na przemówienie ze względów bezpieczeństwa, po tym jak grupy proizraelskie zarzuciły jej promowanie antysemickich poglądów. W 2025 roku Uniwersytet Nowojorski oraz Instytut Technologiczny w Massachusetts ukarały studentów, którzy podczas uroczystości określili działania wojenne w Strefie Gazy mianem ludobójstwa.

Sama koncepcja wolności słowa narodziła się ze starcia podobnego do współczesnych. Jak wskazuje Schultz, idea ta wywodzi się z procesu Johna Petera Zengera, sądzonego za zniesławienie w 1733 roku po wydrukowaniu gazety krytykującej gubernatora Nowego Jorku. Ława przysięgłych uniewinniła Zengera, ustanawiając wolność słowa i prasy ponad 40 lat przed Deklaracją Niepodległości.

Wolność ta nigdy nie była jednak absolutna. Ken Kollman, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Notre Dame, podkreśla, że „sądy od dawna wyznaczają granice między mową chronioną konstytucyjnie a mową, która tej ochronie nie podlega”. W 1798 roku Kongres uchwalił ustawy o cudzoziemcach i buncie, które pozwalały więzić obcokrajowców oraz karać za publikowanie fałszywych i złośliwych pism o rządzie, a Bateman dostrzega ich echa w dzisiejszych deportacjach aktywistów.

Naukowcy zgodnie twierdzą, że zdrowie republiki zależy od ożywionej debaty, choć Kollman ocenia, że obecnie wolność słowa nie działa dobrze. Niegdyś wspólna koncepcja ochrony otwartej debaty jest niszczona przez partyjne i społeczne podziały, mówi profesor. Wilson zwraca uwagę na hipokryzję sporu: „Wszyscy popierają wolność słowa w teorii, pytanie brzmi, kto jest gotów poprzeć ją w praktyce, gdy staje się to trudne, niewygodne lub obraźliwe”.

Recepta badaczy jest prosta i wymagająca zarazem. Bateman apeluje wprost: „Zaakceptujcie konflikt, zaakceptujcie burzliwą, nieskrępowaną dyskusję i przestańcie próbować narzucać etykietę tego, jak powinna ona wyglądać”. Republika może przetrwać tylko wtedy, gdy będzie miała cnotliwe, poinformowane i zaangażowane społeczeństwo – to przekonanie, jak przypomina Wilson, było jednym z najjaśniejszych wśród Ojców Założycieli i pozostaje aktualne po dwóch i pół wieku amerykańskich sporów.


Chcesz czytać więcej takich treści? Dodaj Cynicy.pl do PREFEROWANYCH ŹRÓDEŁ w Google.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.


TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *