Plan Donalda Trumpa, by wskrzesić wenezuelski przemysł naftowy, natrafił na problem, który ani nie pachnie polityką, ani geopolityką – pachnie metanem. Jak donosi Bloomberg, satelity rejestrują olbrzymie smugi tego gazu cieplarnianego unoszące się z opuszczonych szybów i zardzewiałych rurociągów, pozostałości po dekadach zaniedbań i kradzieży.
Według danych, Wenezuela traci rocznie około 13 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego – to ponad 1,4 miliarda dolarów wyrzuconych w atmosferę. Oznacza to, że jedna czwarta całej produkcji gazu w kraju ulatuje w powietrze, co czyni Wenezuelę globalnym liderem w tym mało chlubnym rankingu.

CYNICZNYM OKIEM: Trump chciał zbudować imperium ropy, a trafił na kraj, który gubi ją szybciej, niż jego doradcy zdążą ogłosić „zwycięstwo energetyczne”.
Inwestorzy, którzy się boją, i ci, którzy nie powinni
Biały Dom zaprasza w tym tygodniu do Waszyngtonu menedżerów amerykańskich koncernów naftowych, by przekonać ich, że inwestowanie w Wenezueli to „czyn patriotyczny”. Ale realne liczby pachną raczej desperacją niż patriotyzmem.
Eksperci jak Quentin Peyle z Kayrros SA ostrzegają, że duże koncerny – zarówno amerykańskie, jak i europejskie – pozostaną ostrożne. Powód: historia wywłaszczeń, chaos polityczny i brak zaufania wobec partnerów w Caracas. Dla gigantów to zbyt niepewny grunt, zbyt ryzykowny PR i zbyt toksyczne środowisko – w sensie dosłownym.
Dlatego, jak przewidują analitycy, wenezuelski renesans może przyciągnąć raczej mniejszych graczy z większym apetytem na ryzyko. Tyle że tacy inwestorzy nie mają ani pieniędzy, ani zaplecza technologicznego, by pomóc krajowi w opanowaniu emisji.

CYNICZNYM OKIEM: Kiedy duże koncerny mówią „to zbyt brudne”, a wchodzą mali gracze, wiadomo, że nie będzie czystości ani w rachunkach, ani w powietrzu.
Według szacunków, odbudowa produkcji do poziomu sprzed kryzysu – prawie 4 milionów baryłek dziennie – wymagałaby inwestycji rzędu 100 miliardów dolarów w ciągu dekady.
Ale nikt nie wie, jak zniszczona jest infrastruktura, dopóki nie zwiększy się wydobycia. „Nie dowiesz się, jak źle jest, dopóki nie zaczniesz pompować” – ostrzega Clayton Nash z Tegre Corp.
Tymczasem każdy dodatkowy litr ropy oznacza też więcej wycieków, więcej CO₂ i więcej metanu, który czyni z planu odbudowy produkcji – plan emisji na kredyt. Jak zauważa Deborah Gordon z RMI, nawet po modernizacji „pola będą wymagały ciągłego nadzoru, a ich ciężka ropa pozostanie jednym z największych źródeł emisji dwutlenku węgla.”
Trump może więc ogłosić sukces dyplomatyczny, ale na razie amerykańska misja przywrócenia „czystej ropy” w Wenezueli tonie w gazowej mgle. I wygląda na to, że im więcej będzie pompować, tym więcej będzie uciekać – dosłownie.


