Operacja „Absolute Resolve”, w której Amerykanie schwytali Nicolása Maduro, odbiła się echem znacznie dalej niż w Ameryce Łacińskiej. W Chinach wywołała wręcz eksplozję komentarzy. Według danych Bloomberga, temat ten osiągnął 440 milionów odsłon na platformie Weibo w zaledwie 24 godziny.
Chińscy internauci natychmiast zaczęli porównywać los Wenezueli z sytuacją Tajwanu, który Pekin od dziesięcioleci uznaje za „zbuntowaną prowincję”. Niektórzy komentatorzy wprost sugerowali, że amerykański blitzkrieg na Caracas może stanowić „inspirację” dla przyszłej operacji „odzyskania” wyspy.
„Proponuję użyć tej samej metody do odzyskania Tajwanu” – napisał jeden z użytkowników Weibo, cytowany przez Bloomberga. Inny dodał bez ogródek: „Amerykański nalot na Wenezuelę to znakomity wzór dla naszej armii, jak zrobić to samo z Frog Island i pojmać prezydenta Lai Ching-te.”

CYNICZNYM OKIEM: Internet w Chinach działa jak lustro – odbija cudze wojny i zawsze znajduje w nich materiał dla własnych marzeń.
Pekin oburzony, ale uczy się uważnie
Oficjalnie chińskie ministerstwo spraw zagranicznych potępiło amerykańską interwencję, nazywając ją „rażącym użyciem siły przeciwko suwerennemu państwu.” Pekin domaga się natychmiastowego uwolnienia Maduro, ale ton tego oświadczenia był zimny i kalkulacyjny. W istocie Chiny i Rosja reagują nie emocjami, lecz obserwacją precedensu.
Jak zauważa były amerykański dyplomata i ekspert z Brookings Institution, Ryan Hass, Wenezuela raczej nie zmieni od razu strategii Pekinu wobec Tajwanu, jednak „Chiny z pewnością zauważą, że Ameryka przyznaje sobie prawo do wyjątków od prawa międzynarodowego – i mogą oczekiwać podobnego przywileju dla siebie.”
W tej logice kryje się ciche ostrzeżenie: jeśli USA mogą interweniować zbrojnie w swoim „podwórku”, to dlaczego Chiny nie mogłyby zrobić tego samego na swoim?
CYNICZNYM OKIEM: W globalnej grze hipokryzji łatwiej znaleźć na mapie podwójne standardy niż nowe sojusze.
Efekt domina – czy świat uczy się złych lekcji?
Komentatorzy zwracają uwagę, że inwazja w Caracas może mieć groźny efekt psychologiczny.
W oczach autorytarnych przywódców potwierdza, że „potęga daje prawo” – a jeśli demokracja amerykańska działa w oparciu o brutalną skuteczność, to nic nie stoi na przeszkodzie, by inni postąpili podobnie.
Tymczasem rosyjskie MSZ mówi o „pokazie podwójnych standardów w ruchu”, a chińskie media państwowe milczą – ale Weibo mówi za nich.
W sieci coraz częściej pojawiają się wpisy porównujące Maduro do „preludium”, a Tajwan do „aktu drugiego.”
W erze, gdy każde wideo staje się impulsem politycznym, inwazja na Wenezuelę może być nie tylko operacją wojskową, ale scenariuszem, który ktoś zapisze w innym języku – i w innym miejscu globu.


