Węgierski premier Viktor Orbán spotkał się w Moskwie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, by zapewnić kontynuację tanich dostaw rosyjskiej ropy i gazu oraz omówić możliwości zakończenia wojny na Ukrainie. To rzadki widok: przywódca kraju UE, który nie tylko leci do Moskwy, lecz jest tam serdecznie witany mimo trwającego konfliktu. Orbán podkreślił, że bezpieczeństwo energetyczne Węgier od dawna zależy od rosyjskich paliw i wyraził zadowolenie, że dostawy są stabilne i kosztowo korzystne, co jest kluczowe dla gospodarki kraju.
Premier Węgier ogłosił przed wyjazdem: „Jadę do Rosji, aby zapewnić zimą i w przyszłym roku dostawy energii, które będą bezpieczne i przystępne cenowo”. Putin podczas spotkania podkreślił, że współpraca energetyczna jest „bardzo silna”, choć pojawiają się kwestie wymagające dyskusji. Obaj przywódcy akcentowali pragmatyzm relacji Moskwy i Budapesztu, które nie rezygnują z żadnych obszarów współpracy mimo zewnętrznej presji.
Energia i polityka – wspólna podstawa
Orbán nie krył, że rosyjska energia to podstawa zaopatrzenia energetycznego Węgier teraz i w przyszłości. Węgry sprowadziły w 2025 roku aż 8,5 miliona ton ropy oraz ponad 7 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego z Rosji. Premier chwalił skuteczność negocjacji dotyczących zniesienia amerykańskich sankcji na rosyjską energię. Zapewniał, że najważniejsze jest zabezpieczenie ciągłości dostaw w obliczu nadchodzącej zimy.
Podczas rozmów omówiono też propozycję zorganizowania szczytu pokojowego w Budapeszcie, który miałby być kolejnym krokiem po sierpniowym spotkaniu w Alasce między Putinem, a Trumpem. Putin potwierdził, że chętnie widziałby Budapeszt jako miejsce negocjacji, chwaląc „wyważony” stosunek Orbána do konfliktu na Ukrainie.
W ostatnim czasie Orbán mocno krytykował ukraiński rząd za korupcję w sektorze energetycznym, która doprowadziła do dymisji czołowych ministrów i współpracowników Zełenskiego. Pytał retorycznie, dlaczego Europa ma zadłużać kolejne pokolenia, by finansować „absurdalne” wsparcie dla skorumpowanego reżimu.
Taka postawa czyni Orbána unikalnym głosem w UE i NATO – propolitycznym sojusznikiem Moskwy. Eksperci oceniają, że w zamian za tę lojalność Budapeszt otrzyma „wiecznie tanią energię”. To z kolei spotyka się z krytyką ze strony Brukseli, która widzi w wizycie Orbána nie tyle dyplomatyczny dialog, co jawne podważanie wspólnotowej polityki wobec Rosji.
Orbán jako łącznik – „koń trojański” czy pragmatyk?
Spotkania Orbána z Putinem to nie tylko transakcje energetyczne, lecz także akt polityczny – sygnał dla UE o sile indywidualnych narodowych interesów wobec wspólnej polityki sankcji i izolacji Rosji. Orbán jawi się jako „koń trojański” w Europie, który swobodnie balansuje między lojalnością wobec Zachodu, a pragmatycznymi związkami z Moskwą.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy reszta Europy szlocha nad sankcjami, Orbán zaprasza Putina na kolację, negocjując, jak tanio kupić rosyjski gaz. W zamian dostaje polityczne wsparcie dla roli Węgier jako mostu – lub zapory – w sporze dwóch światów.
Spotkanie w Moskwie pokazało, że dla Orbána bezpieczeństwo energetyczne jest kwestią pierwszoplanową, nawet jeśli oznacza to sojusz z krajem prowadzącym wojnę na Ukrainie. Jego wizyty u Putina oraz deklaracje na X (Twitterze) jasno wskazują, że wysiłki dyplomatyczne skupiają się na praktycznych potrzebach Węgier, a nie na ideologicznej lojalności wobec UE.
W tle rozmów o energii i pokoju kryje się także szersza gra wpływów i interesów, gdzie Orbán wykorzystuje swoją pozycję do zabezpieczenia dla kraju dostaw w krytycznych momentach, a jednocześnie podważa unijne wysiłki na rzecz izolacji Rosji. To pokazuje, że podczas gdy UE stara się mówić jednym głosem, w jej środku biją się różne wizje polityczne i strategiczne.
Relacja Orbána z Putinem to dziś jedna z najbardziej symbolicznych ilustracji europejskich rozbieżności w podejściu do Rosji, energii i przyszłości kontynentu.


