W Indiach, drugim co do wielkości konsumencie węgla na świecie, surowiec ten wciąż pozostaje fundamentem energetyki i polityki gospodarczej. Coal India Limited, największy producent węgla na świecie, ogłosił właśnie, że od 1 stycznia 2026 roku otwiera swoje internetowe aukcje na handel węglem dla nabywców z Bangladeszu, Bhutanu i Nepalu.
Dotąd w aukcjach mogli brać udział jedynie pośrednicy, ale nowa polityka pozwala zagranicznym odbiorcom uczestniczyć bezpośrednio w tzw. aukcjach SWMA (Single Window Mode Agnostic). To decyzja nie tylko handlowa, ale i strategiczna – Indie mają nadpodaż węgla po kilku miesiącach mniejszego zapotrzebowania i szukają sposobu, by ją sensownie zagospodarować.
W praktyce, jak podkreślono w komunikacie spółki, otwarcie aukcji dla sąsiadów „zwiększy przejrzystość, konkurencję i integrację z rynkiem globalnym, jednocześnie zabezpieczając krajowe potrzeby energetyczne.” W reakcji na wiadomość akcje Coal India wzrosły o 7 procent – jakby rynek sam przyznał, że węgiel wciąż pali się jasno.

CYNICZNYM OKIEM: Zamiast odejścia od węgla mamy jego eksport. Ekologiczna transformacja po indyjsku – więcej czadu, tylko z kodem dostępu online.
Węgiel to nie przeżytek, to plan
Mimo głośnych deklaracji o rozwoju zielonej energii, Indie nadal wytwarzają około 60 procent energii elektrycznej z węgla. Budowa nowych bloków węglowych trwa, a rząd argumentuje, że to jedyny sposób, by zapewnić krajowi bezpieczeństwo energetyczne w czasie gwałtownych wzrostów zapotrzebowania i fal ekstremalnych upałów.
Według Rajnatha Rama, doradcy ds. energii w instytucie NITI Aayog, węgiel pozostanie kluczowym elementem indyjskiego miksu energetycznego jeszcze przez przynajmniej dwie dekady. Jak podkreślił: „Nie możemy podchodzić do węgla emocjonalnie. Pytanie nie brzmi, czy go używać, tylko jak robić to w sposób zrównoważony.”
Dla subkontynentu, w którym ponad miliard ludzi wciąż chce stabilnego prądu w kontaktach, węgiel to nie przekleństwo, lecz gwarancja przewidywalności. Zielona rewolucja wciąż jest snem, a czarne złoto – rzeczywistością.
Ten paradoks definiuje współczesne Indie: państwo cyfrowych aukcji, sztucznej inteligencji i mobilnych płatności, które nadal napędza najbardziej tradycyjny z paliw. Węgiel – wbrew modzie, retoryce i konferencjom klimatycznym – nadal króluje.
I choć świat Zachodu spala sumienia, nie paliw kopalnych, Indie sprawiają wrażenie znacznie bardziej pragmatyczne: jeśli coś ma dymić, niech przynajmniej przynosi zysk.


