Miał zniknąć, a wrócił z rekordem. Globalne zapotrzebowanie na węgiel w 2025 roku wzrosło do najwyższego poziomu w historii – 8,85 miliarda ton. Pomimo miliardowych inwestycji w odnawialne źródła energii i propagandowych kampanii przeciwko paliwom kopalnym, węgiel wciąż jest fundamentem światowego systemu energetycznego.
Rekord mimo prognoz o „końcu epoki”
Na platformie X dziennikarz Javier Blas z Bloomberga udostępnił wykres z raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), który jasno pokazuje: popyt na węgiel wciąż rośnie. Wzrost o kolejne 0,5% rok do roku oznacza, że planeta zużyje więcej czarnego paliwa niż kiedykolwiek wcześniej – mimo lat „zielonej rewolucji”.

IEA przewiduje co prawda, że 2025 rok będzie szczytem węglowej konsumpcji, a w ciągu kolejnych pięciu lat popyt spadnie o około 3%, lecz sama organizacja zastrzega, że „wcześniejsze prognozy szczytu wielokrotnie okazywały się błędne.”
CYNICZNYM OKIEM: Międzynarodowa Agencja Energetyczna przypomina wróżkę, która od dwudziestu lat przepowiada śmierć węgla, po czym co roku ogłasza: „tym razem to naprawdę koniec” – i znów się myli.
Azja oddycha węglem. Ameryka w cieniu czarnego pyłu
Największy udział w globalnej konsumpcji ma niezmiennie Chiny, które zużywają więcej węgla niż cały świat razem wzięty. W Państwie Środka popyt pozostaje stabilny, a przewidywany spadek po 2025 roku będzie zaledwie symboliczny. Choć udział węgla w miksie energetycznym spada dzięki szybkiemu rozwojowi OZE, pozostaje on kluczowy dla stabilności sieci i przemysłu chemicznego.
Drugim filarem węglowego renesansu jest Indie, gdzie gospodarka rośnie szybciej niż elektrownie słoneczne. Węgiel napędza tam energetykę, przemysł stalowy i cementowy, a popyt w regionie będzie rósł co najmniej do 2030 roku. Azja Południowo-Wschodnia natomiast odnotowuje najszybsze tempo wzrostu w historii, budując nowe elektrownie węglowe i zakłady przetwórstwa metali.
W praktyce oznacza to, że Azja równoważy wszystkie spadki w krajach zachodnich.
Europa, choć oficjalnie zamyka kopalnie, wciąż sięga po węgiel w momentach kryzysu. Fluktuacje cen gazu, brak wiatru czy obawy o bezpieczeństwo energetyczne powodują, że piece węglowe uruchamia się po cichu – politycznie niewygodnie, ale skutecznie.
Wbrew zapowiedziom o wielkim odwrocie, również Stany Zjednoczone spowalniają tempo likwidacji elektrowni węglowych. Według analizy Goldmana Sachsa, do 2030 roku zamknięte zostanie 40 gigawatów mocy węglowych – dużo, ale znacznie mniej niż wcześniejsze prognozy, które mówiły o 66 gigawatach.
Powód? Rosnące ceny gazu ziemnego, zwiększone zapotrzebowanie na prąd oraz boom centrów danych obsługujących sztuczną inteligencję (AI), które potrzebują stabilnych i przewidywalnych źródeł zasilania. Węgiel, mimo swojej opinii, wciąż tę stabilność zapewnia.
CYNICZNYM OKIEM: AI może być mądrzejsza od człowieka, ale póki co działa dzięki prądowi z komina.
Węgiel 2.0 – nie król, lecz strażnik
Z raportu IEA wynika, że rola węgla się zmienia. Z „króla energetyki” staje się on „strażnikiem stabilności” – nie głównym źródłem mocy, ale rezerwą bezpieczeństwa dla systemów opartych na niestabilnych wiatrach i słońcu. Węgiel wraca, ilekroć pogoda zawodzi ideologię.
Jednocześnie w przemyśle ciężkim – stal, cement, chemia – zastąpienie węgla okazuje się niemal niemożliwe. Technologie alternatywne rozwijają się zbyt wolno, a koszty są zaporowe. W efekcie, miliardy ton czarnego paliwa wciąż zasilają fundament cywilizacji, którą próbuje się od niego odciąć.
Dla aktywistów klimatycznych dane IEA to zimny prysznic. Po latach upominania, demonstracji i emisji haseł, świat konsumuje więcej węgla niż kiedykolwiek. Wbrew opinii, że „zielona transformacja” to już fakt, realność gospodarcza okazuje się bardziej brutalna: elektryfikacja, centra danych, pojazdy elektryczne – wszystko to wymaga prądu, którego bez węgla i atomu po prostu nie da się dostarczyć.
CYNICZNYM OKIEM: Nowy zielony porządek świata stoi na czarnych fundamentach – tylko o kolorze farby decyduje moda.
Upadek mitu o „końcu węgla”
W 2025 roku świat jednocześnie buduje farmy wiatrowe i elektrownie węglowe, świętuje neutralność węglową i zużywa rekordowe ilości samego węgla. To paradoks epoki przejściowej – światowej schizofrenii energetycznej, w której nikt nie chce węgla, ale wszyscy go potrzebują.
Niektórzy próbują usprawiedliwiać sytuację, twierdząc, że to „tymczasowy most” do przyszłości opartej na energii jądrowej. Problem w tym, że ten most rozciąga się coraz dalej – co najmniej do lat 30. XXI wieku.
CYNICZNYM OKIEM: Świat płonie węglem, by móc marzyć o przyszłości bez niego. Jedyna rzecz, która naprawdę jest „zeroemisyjna”, to realizm polityków.
Węgiel – wbrew obietnicom i modlitwom – nie tylko przetrwał, ale stał się symbolem kompromisu między ideologią a rzeczywistością. I wygląda na to, że zostanie z nami jeszcze długo.


