Węgiel, gaz i cyfrowa chmura – nieoczekiwane trio przyszłości energetycznej

Nowy sojusz: cyfrowa chmura zasilana czarnym dymem

Jarosław Szeląg
5 min czytania

Jeśli sądzisz, że twoje zapytanie do ChatGPT, post na Facebooku czy streaming ulubionego serialu to niewinne akty codzienności odcięte od świata przemysłowego – jesteś w błędzie większym niż menadżer ds. PR w elektrowni gazowej. Centra danych, napędzające informacyjną rewolucję, stają się właśnie najlepszymi przyjaciółmi… elektrowni węglowych i gazowych. Wygląda to jak oszustwo na wielu poziomach: oto sektor, który kojarzymy z „zielonymi” innowacjami, pociąga za sobą najbardziej brudną część gospodarki energetycznej.

„Bonanza gazowa” – nie tylko w Wirginii

W stanie Wirginia, gdzie ustawa Virginia Clean Economy Act miała zepchnąć brudną energię w przeszłość do 2045 roku, największa elektrospółka, Dominion Energy, sprytnie wykorzystała podatny grunt. Powołując się na gigantyczny popyt rosnących centrów danych, Dominion przesuwa zamknięcia swoich starych (szczególnie „szczytowych”, czyli najdroższych i najbardziej zanieczyszczających) elektrowni węglowych i równocześnie planuje budowę nowych gazowych bloków.

W praktyce oznacza to, że technologie przyszłości są zasilane energią przeszłości. Najbardziej kuriozalny jest fakt, że regiony, które już dźwigają największe ciężary środowiskowe i społeczne (np. Halifax czy Chesterfield) – zamieszkane głównie przez społeczności czarnoskóre i latynoskie – muszą przyjąć na siebie kolejną falę zanieczyszczeń oraz wzrost rachunków.

CYNICZNYM OKIEM: Kto by pomyślał, że w epoce chmur i cyfrowego postępu największym beneficjentem zostanie… elektrownia węglowa, która powinna dawno odjechać w siną dal

centrala danych energetyka węgiel gaz zanieczyszczenia wpływ środowisko (2)
Infografika pokazująca dramatyczny wzrost zużycia energii przez centra danych w USA od 2014 do prognozy na 2028 rok, z uwzględnieniem wpływu sztucznej inteligencji

Wirginia to tylko czubek góry lodowej. Na całym południowym wschodzie USA zakłady energetyczne licytują się na kolejne megawaty mocy z gazowych bloków – pod hasłem „musimy nadążyć za technologicznym boomem centrów danych!”

W samej Wirginii, Georgii i Karolinie Południowej centra danych odpowiadają za ponad 65% prognozowanego wzrostu zapotrzebowania. Nowe inwestycje mają sięgnąć blisko 20 000 MW do 2040 roku.

Problem? Tylko niektóre z tych centrów danych faktycznie powstaną – wiele wniosków o przyłączenie to czysta spekulacja i „dmuchanie” popytu przez potentatów energetycznych szukających uzasadnienia inwestycji (i wyższych stawek gwarantowanych przez regulatorów).

Stare elektrownie na „wiecznym dorabianiu” i kto za to płaci

Nie chodzi tylko o powstrzymanie zamknięć czarnych i gazowych bloków – co najmniej 17 zaplanowanych do wyłączenia elektrowni zostało „ocalonych” przez argument popytu ze strony centrów danych.
Dostawcy energii (jako podmioty regulowane) mają zagwarantowane zyski ze wszystkich nowych budów, a rachunek za ten „postęp” ląduje u konsumenta końcowego w formie wyższych faktur – nawet jeśli jego dom od lat korzysta przecież z „zielonego prądu”.

Jednocześnie koszty modernizacji i rozbudowy sieci – niezbędnej dla obsługi nowych klientów z sektora Big Tech – najczęściej są rozsmarowane na ogół odbiorców. W Wirginii Zachodniej klienci zapłacą ponad 440 mln dolarów za samą infrastrukturę przesyłową dedykowaną centrom danych.

centrala danych energetyka węgiel gaz zanieczyszczenia wpływ środowisko
Infografika przedstawiająca wpływ centrów danych na sprawiedliwość środowiskową, ze szczególnym uwzględnieniem oddziaływania na marginalizowane społeczności

Kogo bije rachunek za cyfrową rewolucję?

  • Najbiedniejsi klienci: to w ich dzielnicach powstają kolejne gazowe i węglowe bloki, a rachunki szybują nawet o 40–50% w górę.
  • Społeczności kolorowe: największe negatywne skutki ekologiczne i zdrowotne – i to nie przypadek, tylko efekt świadomego wyboru lokalizacji.
  • Wszyscy użytkownicy energii: płacą za cyfrowy boom Amazonów, Google i Facebooków, nawet jeśli największy kontakt z Big Data mają przez rachunek za prąd.

Uwaga na bańkę „chmury energetycznej”

Według Lawrence Berkeley National Lab, prognozy dotyczące energetycznego apetytu centrów danych mogą być drastycznie przeszacowane – dolny zakres to 6,7%, górny aż 12% zużycia energii w USA do 2028 roku. Różnica to 255 TWh, czyli tyle, co roczne zużycie energii przez 24 mln amerykańskich domów! Rozpychanie tej bańki pozwala firmom energetycznym na budowy „just in case”, a podatnik i środowisko płacą niezależnie od tego, czy ktoś rzeczywiście uruchomi serwerownię.

centrala danych energetyka węgiel gaz zanieczyszczenia wpływ środowisko
Kompleksowa infografika pokazująca jak rosnące zapotrzebowanie energetyczne centrów danych napędza renesans elektrowni gazowych w USA, z porównaniem kosztów i wpływem na politykę energetyczną

Amerykański miks energetyczny miał być zielony, efektywny, społecznie sprawiedliwy. Tymczasem pod maską chmurowej rewolucji rozkręciła się klasyczna gra: największe firmy technologiczne (klienci centrów danych) i giganci energetyczni podają sobie ręce nad generatorem gazowym i przewodem węglowym, byle utrzymać status quo i zyski.
„Zielony rozwój” zamienia się w cyfrowy marketing, który – zamiast restrukturyzować energetykę – daje drugą młodość blokom, których świat miał się już dawno pozbyć.

Chciałeś chmurę? Otrzymałeś dym. Prąd masz zawsze, ale czyste sumienie – już niekoniecznie. Chyba, że mieszkasz z dala od elektrowni węglowych i siedziby Facebooka. Wtedy możesz spać spokojniej – na krótko.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *