Stany Zjednoczone po raz kolejny przypomniały, że w XXI wieku dominacja nie wymaga czołgów, lecz dostępu do konta w amerykańskim banku centralnym. Według źródeł agencji Reuters, administracja Donalda Trumpa zagroziła, że odetnie Irak od jego własnych wpływów z ropy, jeśli w nowym rządzie znajdą się partie szyickie powiązane z Iranem.
Oficjalne ostrzeżenie – przekazane kilkakrotnie przez amerykańskiego chargé d’affaires w Bagdadzie, Joshuy Harrisa – to element szerszej strategii „maksymalnej presji” wobec Teheranu. Obejmuje ona zarówno sankcje gospodarcze, jak i czerwcowe amerykańsko‑izraelskie naloty na irańskie instalacje nuklearne.
CYNICZNYM OKIEM: Waszyngton znów broni „demokracji” w Iraku – grożąc, że jeśli Bagdad zagłosuje źle, to nie kupi sobie nawet elektryczności.
Niewolnicy własnych dochodów
Po inwazji na Irak w 2003 roku Waszyngton narzucił Bagdadowi obowiązek przechowywania wpływów z ropy naftowej w Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Od tego czasu iracki budżet – w 90% oparty na sprzedaży ropy – pozostaje dosłownie pod amerykańskim nadzorem.
Gdy więc obecnie urzędnicy z Departamentu Stanu sugerują, że mogą „zakręcić kurek z dolarami”, nie jest to metafora. To realna groźba paraliżu gospodarczego: bez tych pieniędzy Irak nie jest w stanie opłacić importu gazu z Iranu, ani stabilizować kursu dinara.
Zresztą Stany Zjednoczone już wcześniej ograniczały dopływ dolarów do irackich banków, pod pretekstem przeciwdziałania praniu pieniędzy. Tym razem idą krok dalej – uzależniają wypłaty środków od składu politycznego irackiego rządu.
CYNICZNYM OKIEM: Irak od 20 lat walczy o suwerenność, którą trzyma w sejfie… na Manhattanie.
Nowe rządy, stare długi
W listopadzie Irak wybrał nowy parlament, ale formowanie rządu utknęło w politycznym klinczu. Premier Muhammad Shia al‑Sudani, utrzymujący równowagę między USA, a Iranem, nie ubiega się o reelekcję. Na jego miejsce może powrócić Nouri al‑Maliki, dawny premier z partii Dawa, wspierany przez prorosyjsko‑irańskie milicje PMU (Popular Mobilization Units).
To właśnie ich obecność w nowym gabinecie stała się czerwonym światłem dla Białego Domu. Oficjalny komunikat Departamentu Stanu brzmi: „Nie ma miejsca w regionie dla milicji wspieranych przez Iran, które szerzą terror i podziały.”
Po tym, jak Trump już raz bombardował Iran, a później tylko „zawiesił atak”, Bagdad zdaje sobie sprawę, że amerykańskie groźby mogą mieć realne konsekwencje – również militarne.
Ironią pozostaje fakt, że to Waszyngton, oskarżający Iran o ingerencję w irackie sprawy, sam publicznie grozi, że sparaliżuje iracki budżet. Dla wielu obserwatorów to jawny przykład politycznego szantażu – i przypomnienie, że w globalnym systemie finansowym niepodległość kończy się tam, gdzie zaczynają się amerykańskie serwery bankowe.
CYNICZNYM OKIEM: USA obiecuje „wspierać iracką suwerenność” – o ile ta suwerenność nie zostanie użyta bez ich pozwolenia.


