Waszyngton grozi Irakowi odcięciem pieniędzy

Iracki budżet pozostaje dosłownie pod amerykańskim nadzorem

Adrian Kosta
3 min czytania

Stany Zjednoczone po raz kolejny przypomniały, że w XXI wieku dominacja nie wymaga czołgów, lecz dostępu do konta w amerykańskim banku centralnym. Według źródeł agencji Reuters, administracja Donalda Trumpa zagroziła, że odetnie Irak od jego własnych wpływów z ropy, jeśli w nowym rządzie znajdą się partie szyickie powiązane z Iranem.

Oficjalne ostrzeżenie – przekazane kilkakrotnie przez amerykańskiego chargé d’affaires w Bagdadzie, Joshuy Harrisa – to element szerszej strategii „maksymalnej presji” wobec Teheranu. Obejmuje ona zarówno sankcje gospodarcze, jak i czerwcowe amerykańsko‑izraelskie naloty na irańskie instalacje nuklearne.

CYNICZNYM OKIEM: Waszyngton znów broni „demokracji” w Iraku – grożąc, że jeśli Bagdad zagłosuje źle, to nie kupi sobie nawet elektryczności.

Niewolnicy własnych dochodów

Po inwazji na Irak w 2003 roku Waszyngton narzucił Bagdadowi obowiązek przechowywania wpływów z ropy naftowej w Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Od tego czasu iracki budżet – w 90% oparty na sprzedaży ropy – pozostaje dosłownie pod amerykańskim nadzorem.

Gdy więc obecnie urzędnicy z Departamentu Stanu sugerują, że mogą „zakręcić kurek z dolarami”, nie jest to metafora. To realna groźba paraliżu gospodarczego: bez tych pieniędzy Irak nie jest w stanie opłacić importu gazu z Iranu, ani stabilizować kursu dinara.

Zresztą Stany Zjednoczone już wcześniej ograniczały dopływ dolarów do irackich banków, pod pretekstem przeciwdziałania praniu pieniędzy. Tym razem idą krok dalej – uzależniają wypłaty środków od składu politycznego irackiego rządu.

CYNICZNYM OKIEM: Irak od 20 lat walczy o suwerenność, którą trzyma w sejfie… na Manhattanie.

Nowe rządy, stare długi

W listopadzie Irak wybrał nowy parlament, ale formowanie rządu utknęło w politycznym klinczu. Premier Muhammad Shia al‑Sudani, utrzymujący równowagę między USA, a Iranem, nie ubiega się o reelekcję. Na jego miejsce może powrócić Nouri al‑Maliki, dawny premier z partii Dawa, wspierany przez prorosyjsko‑irańskie milicje PMU (Popular Mobilization Units).

To właśnie ich obecność w nowym gabinecie stała się czerwonym światłem dla Białego Domu. Oficjalny komunikat Departamentu Stanu brzmi: „Nie ma miejsca w regionie dla milicji wspieranych przez Iran, które szerzą terror i podziały.”

Po tym, jak Trump już raz bombardował Iran, a później tylko „zawiesił atak”, Bagdad zdaje sobie sprawę, że amerykańskie groźby mogą mieć realne konsekwencje – również militarne.

Ironią pozostaje fakt, że to Waszyngton, oskarżający Iran o ingerencję w irackie sprawy, sam publicznie grozi, że sparaliżuje iracki budżet. Dla wielu obserwatorów to jawny przykład politycznego szantażu – i przypomnienie, że w globalnym systemie finansowym niepodległość kończy się tam, gdzie zaczynają się amerykańskie serwery bankowe.

CYNICZNYM OKIEM: USA obiecuje „wspierać iracką suwerenność” – o ile ta suwerenność nie zostanie użyta bez ich pozwolenia.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *