Ustawa Lex Szarlatan to zamach na polskie zielarstwo

Lobby, antydepresanty i muchomor poza prawem

Adrian Kosta
7 min czytania
Ustawa Lex Szarlatan to zamach na polskie zielarstwo

Wszystko zaczęło się od wizyty sąsiada. Tę historię przytacza Łukasz Łuczaj, botanik i twórca kanału „Rośliny Jadalne i Dziki Ogród”, popularyzator wiedzy o roślinach jadalnych i leczniczych, który od lat prowadzi zajęcia o ziołach w wielu krajach Europy. Pewnego dnia odwiedził go mieszkaniec okolicznej podkarpackiej miejscowości – jak sam go określa, „zwykły człowiek (…) niewykształcony taki prosty zwykły fajny człowiek” – z przestrogą, która brzmiała niemal jak żart. „Łukasz przyszedłem cię ostrzec niedługo cię zamkną do więzienia” – zacytował gościa botanik, dodając, że chodziło o przygotowywaną ustawę zwaną potocznie „lex szarlatan”. Z pozoru absurdalna przestroga okazała się punktem wyjścia do poważnej dyskusji o granicach wolności w leczeniu.

Łuczaj przyznaje, że tego samego sąsiada kiedyś zlekceważył. Dekadę temu człowiek ów miał mu powiedzieć, że nadchodzi sztuczna inteligencja i że naukowcy także stracą przez nią pracę. „Ja wyśmiałem go mówię: To jest niemożliwe” – wspomina botanik, dodając z przekąsem, że rozmówca po raz kolejny okazał się prorokiem. Ta anegdota nadaje całej wypowiedzi ton: oto głos zdrowego rozsądku, który warto potraktować poważnie, zanim znów okaże się, że miał rację.

Sedno sprawy dotyczy zakresu planowanej regulacji. Według relacji twórcy ustawa ma ograniczyć paramedycynę i zabiegi lecznicze, a choć pojawiają się zapewnienia, że leczyć ziołami nadal będzie wolno, to – jak referuje – nauczanie leczenia ziołami miałoby zostać objęte zakazem. To właśnie różnicę między praktyką, a przekazywaniem wiedzy uznaje on za najpoważniejszy element problemu.

Nauka nie jest nieomylną religią

Centralnym argumentem botanika jest teza o omylności samej nauki. Przekonuje, że medycyna wielokrotnie się myliła, a metody z obszaru medycyny alternatywnej potrafiły z czasem trafiać do głównego nurtu. Jako przykład podaje głodówki lecznicze, niegdyś wyśmiewane, dziś badane jako narzędzie w walce z cukrzycą. Granica między szarlatanerią a odkryciem bywa płynna – to myśl, która przewija się przez całą wypowiedź.

Łuczaj przypomina, że współczesna nauka opiera się na falsyfikacjonizmie, czyli próbie obalania każdej tezy. „W nauce nie ma nic pewnego” – stwierdza, dodając, że nauka to „pewny koncept społeczny”, w którym poglądy nieustannie się zmieniają. Jego zdaniem problemem jest traktowanie nauki jak nieomylnej religii przez tych, którzy robią na niej interes.

Botanik nie idealizuje przy tym medycyny niekonwencjonalnej. Otwarcie mówi, że „zdarzają się szarlatani (…) jest bardzo dużo efektów placebo”, ale od razu zaznacza, że niektóre metody bywają realnie skuteczne. Skoro coś nie szkodzi, a może pomóc – taki jest jego praktyczny papierek lakmusowy, ilustrowany chińskimi szpitalami, gdzie obok farmakologii i operacji pacjent może otrzymać akupunkturę.

Lex szarlatan, a polskie zielarstwo Botanik ostrzega przed zamachem na wolność

CYNICZNYM OKIEM: Nauka miała być wolnym dochodzeniem do prawdy, a robi się z niej świątynię z biletem wstępu i strażnikiem w białym kitlu. Kto nie zapłacił składki na właściwą instytucję, ten heretyk.

Szczególne miejsce w wywodzie zajmuje polskie społeczeństwo. Łuczaj twierdzi, że wiedza Polaków o roślinach leczniczych jest prawdopodobnie największa w całej Europie. Opierając się na własnym doświadczeniu z kursów w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Portugalii i Chorwacji, mówi o trwającym w kraju rozkwicie wiedzy leczniczej i o społeczności o niezwykłych zdolnościach do samoleczenia.

Twórca przywołuje też przykłady restrykcji z innych krajów. Wspomina belgijską zielarkę, według której tamtejsze władze uznają bluszczyk kurdybanek za roślinę niebezpieczną, a samo szerzenie wiedzy o jej zastosowaniu może podlegać karze. Na tym tle docenia względną dotychczasową swobodę w Polsce, ostrzegając, że nowe prawo mogłoby ją przekreślić.

Lobby, antydepresanty i muchomor poza prawem

Źródeł planowanej ustawy Łuczaj upatruje w działalności silnych grup interesu. Mówi wprost o lobby medycznym i farmaceutycznym dysponującym ogromnymi pieniędzmi, zestawiając je z lobby producentów środków chwastobójczych. Promuje się wizję świata z monokulturami i leczeniem wyłącznie w instytucjach – tak streszcza mechanizm, który jego zdaniem stoi za regulacją.

Krytycznie odnosi się do skuteczności części terapii. Pyta retorycznie o działanie leków przeciwdepresyjnych, przytaczając historie o tym, jak „rozryły ludziom mózgi”, zniszczyły libido i organizm, przy – jego zdaniem – statystycznie niskiej skuteczności. Podobnie ocenia leki na nadciśnienie, które miałyby pogarszać inne wskaźniki zamiast leczyć przyczynę dolegliwości, taką jak stres czy cukrzyca.

Botanik nie odmawia jednak medycynie zasług. Za jej największe osiągnięcie uznaje chirurgię, mówiąc wprost, że „dobra laparoskopia (…) tego się nie przeskoczy”. Dłuższe życie wiąże raczej z lepszym odżywieniem i mniejszą eksploatacją organizmu niż z samą farmakologią, doceniając zarazem operacje, które realnie przedłużają życie.

CYNICZNYM OKIEM: Najwygodniejszy pacjent to taki, który leczy się długo, drogo i w jednym miejscu. Wolny człowiek z ogrodu ziół to dla branży zła wiadomość kwartalna – nie generuje powtarzalnego przychodu.

W kwestii samostanowienia Łuczaj jest stanowczy. Uznaje prawo człowieka do rezygnacji z leczenia onkologicznego, choć podkreśla, że takich osób jest niewiele i że należy uświadamiać im skuteczność terapii. „Niech sam wybierze” – powtarza, dostrzegając, że zinstytucjonalizowane leczenie bywa poniżające i odzierające z godności, a kontakt z przyrodą i odpoczynek mogłyby ludziom realnie pomóc.

Twórca wpisuje „lex szarlatan” w dłuższą serię decyzji, które ocenia jako bezsensowne. Przypomina delegalizację niewinnego ziela kava kava przy okazji walki z dopalaczami oraz – jego zdaniem szczególnie kuriozalną – sytuację prawną muchomora czerwonego. „Dziecko które zerwało czerwonego muchomora i przyniosło do domu (…) łamie prawo” – zauważa, piętnując nadmiernie opresyjny system regulacji.

Zamiast nowych zakazów Łuczaj proponuje inną drogę. Apeluje do władz o większe nakłady na naukę i edukację zielarską, przypominając, że Polska należy do krajów o najniższym w Europie udziale wydatków na naukę w dochodzie narodowym. Jego zdaniem edukacja, a nie kary, uczyni ludzi bezpieczniejszymi, a przed nieuczciwymi praktykami wystarczająco chronią procesy cywilne. Zapowiada przy tym udział w ewentualnych protestach i wyraża nadzieję, że jego głos usłyszą rozsądni posłowie i senatorowie.


Chcesz czytać więcej takich treści? Dodaj Cynicy.pl do PREFEROWANYCH ŹRÓDEŁ w Google.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.


TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *