Administracja Trumpa uruchamia kolejne mechanizmy awaryjne w walce z rosnącymi cenami ropy. Dzień po decyzji o uwolnieniu 172 milionów baryłek ze Strategicznej Rezerwy Ropy Naftowej Waszyngton planuje wydać 30-dniowe zwolnienia z ustawy Jonesa – stuletniej regulacji morskiej, która wymaga, by towary transportowane między portami USA przewożone były wyłącznie na statkach zbudowanych w Ameryce, pod amerykańską banderą i z amerykańską załogą.
Cel jest precyzyjny: umożliwić zagranicznym tankowcom zaopatrywanie rafinerii na Wschodnim Wybrzeżu w paliwo z Wybrzeża Zatoki Meksykańskiej. Bez tego zwolnienia ograniczona przepustowość tankowców pod banderą USA mogłaby poważnie spowolnić tempo, w jakim baryłki z rezerw strategicznych docierają do regionów dotkniętych deficytem – co uczyniłoby całą operację ze SPR znacznie mniej skuteczną.

CYNICZNYM OKIEM: Ustawa Jonesa przez sto lat była „fundamentem amerykańskiej suwerenności morskiej i ochrony krajowego przemysłu”. Ropa po 100 dolarów za baryłkę i nagle okazuje się biurokratyczną przeszkodą wymagającą natychmiastowego zawieszenia. Zasady są zasadami – dopóki nie zaczną boleć.
Precedens istnieje, skala jest nowa
Zawieszenie ustawy Jonesa nie jest bezprecedensowe – administracja może wydawać tymczasowe zwolnienia w sytuacjach kryzysowych lub gdy wymaga tego obrona narodowa, poprzez koordynację między Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego a Departamentem Obrony. Ostatnie takie zwolnienie wydano w październiku 2022 roku po huraganie Fiona, gdy tankowiec płynął do Portoryko z pomocą. Administracja Bidena uczyniła podobnie w 2021 roku po cyberataku na rurociąg paliwowy na Wschodnim Wybrzeżu.
Różnica polega na skali i kontekście. Poprzednie zwolnienia odpowiadały na lokalne kryzysy infrastrukturalne. Obecne wpisuje się w globalny kryzys dostaw, który MAE określiła jako „największe zakłócenie w historii światowego rynku ropy” – z ceną Brent przekraczającą 100 dolarów i zablokowaną cieśniną Ormuz, przez którą przepływa zazwyczaj jedna piąta światowych dostaw surowca.
CYNICZNYM OKIEM: Sekretarz Wright zapewnia, że administracja nie rozważa ograniczeń eksportu ropy – bo to „zakłóciłoby rynki globalne”. Tymczasem Iran zakłóca rynki globalne minami w cieśninie, a Waszyngton odpowiada zawieszeniem własnych przepisów morskich. Kto tu zakłóca, a kto stabilizuje – zależy wyłącznie od tego, po której stronie się stoi.
Kombinacja dwóch narzędzi
Administracja wyraźnie stawia na efekt synergii. Samo uwolnienie rezerw ze SPR bez zwiększenia przepustowości transportu krajowego byłoby działaniem połowicznym – baryłki musiałyby i tak czekać na dostępne tankowce pod amerykańską banderą. Połączenie obu instrumentów – rezerw i zniesienia ograniczeń żeglugowych – ma umożliwić szybsze dotarcie surowca do rafinerii i tym samym realnie zahamować wzrost cen przy dystrybutorach.
Sekretarz Energii Chris Wright wykluczył przy tym ograniczenia eksportu amerykańskiej energii jako narzędzie kontroli cen – co sygnalizuje, że Waszyngton stawia na zwiększenie krajowych przepływów dostaw i koordynację międzynarodową, a nie na protekcjonizm surowcowy. To spójne z ogólną filozofią administracji, choć skuteczność tych działań w starciu z irańską blokadą Ormuz pozostaje otwartym pytaniem.


