Administracja prezydenta Donalda Trumpa zatwierdziła sprzedaż uzbrojenia o łącznej wartości 15,7 miliarda dolarów dla Izraela i Arabii Saudyjskiej, omijając procedurę kongresową. Decyzja, którą krytycy określają jako „otwarty afront wobec władzy ustawodawczej”, zbiegła się z nasileniem militarnej retoryki wobec Iranu i dalszą eskalacją napięć w regionie Zatoki Perskiej.
Część izraelskiego pakietu – o wartości 6,67 miliarda dolarów – obejmuje 30 śmigłowców szturmowych Apache za 3,8 mld dolarów oraz 3250 pojazdów opancerzonych Joint Light Tactical Vehicles za 1,98 mld. Dodatkowo Izrael otrzyma części zamienne i napędy do transporterów za 740 mln oraz lekkie śmigłowce użytkowe za kolejne 150 mln. Arabia Saudyjska natomiast kupi 730 pocisków przechwytujących Patriot w ramach kontraktu opiewającego na 9 mld dolarów.

CYNICZNYM OKIEM: W świecie, w którym pokój przechodzi w fazę beta, a dyplomacja ma status „wygasającej wersji próbnej”, zbrojenia zawsze instalują się bez pytania o zgodę.
Kongres obchodzi się milczeniem
Demokratyczny kongresman Gregory Meeks nazwał decyzję administracji „haniebną” i przypomniał, że to drugi przypadek obejścia kontroli legislacyjnej nad sprzedażą broni.
Jego zdaniem Biały Dom „odmawia współpracy w kluczowych kwestiach polityki wobec Gazy i Iranu”, ignorując obowiązkowy nadzór nad transakcjami tego typu.
Tymczasem rzecznicy administracji tłumaczą decyzję „koniecznością utrzymania bezpieczeństwa Izraela” – nawet przy rosnących oskarżeniach o zbrodnie wojenne w Strefie Gazy.
Organizacje monitorujące sytuację wojenną twierdzą, że od czasu ogłoszenia rozejmu w październiku 2025 roku zginęło ponad 500 Palestyńczyków.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy bombardowania odbywają się „dla bezpieczeństwa”, trudno już rozróżnić, kto broni pokoju, a kto tylko nowego kontraktu zbrojeniowego.
Cień wojny z Iranem
Nowe dostawy uzbrojenia wpisują się w szykowanie amerykańskiej armady w regionie – prezydent Trump określił grupę lotniskowca USS Abraham Lincoln mianem „pięknej flotylli” zmierzającej ku Zatoce Perskiej.
Tymczasem Iran zapowiada odwet na każde terytorium, z którego zostaną przeprowadzone ataki. Władze w Teheranie utrzymują, że nie chcą atakować sąsiadów, ale „każda baza, z której wystartuje samolot przeciwko Iranowi, stanie się celem”.
Państwa Zatoki – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i Kuwejt – odmówiły udostępnienia swojego terytorium i przestrzeni powietrznej na ewentualne operacje militarne, ostrzegając, że każda eskalacja zagrozi ich planom rozwojowym, takim jak saudyjski program Vision 2030.
W praktyce więc region balansuje na granicy – z bronią w ręku i polityką w zawieszeniu. Waszyngton sprzedaje sojusznikom kolejne systemy uzbrojenia w imię bezpieczeństwa, które coraz bardziej przypomina strategię gaszenia pożaru benzyną.


