Jeśli oceniać pięć tygodni operacji „Epic Fury” wyłącznie przez pryzmat strat, była to jednostronna porażka taktyczna Iranu. Według briefingu gen. Dana Caine’a cytowanego przez Business Insider, siły USA i koalicji uderzyły w ponad 13 000 celów w Iranie, niszcząc około 80% irańskiej obrony powietrznej, uszkadzając lub niszcząc ponad 155 jednostek morskich i obracając w ruinę około 90% irańskich fabryk broni, w tym każdą znaną fabrykę dronów Shahed. Irański odwet, choć realny i kosztowny, miał znacznie mniejszy efekt fizyczny – w Izraelu od pocisków z Iranu i Libanu zginęły 23 osoby, 11 izraelskich żołnierzy poległo w południowym Libanie, a USA straciły 13 żołnierzy przy setkach rannych. Mówiąc prościej – Iran przyjął katastrofalne zniszczenie państwowej infrastruktury wojskowej, podczas gdy USA i Izrael poniosły bolesne, ale nieporównywalnie lżejsze straty.
Jednak przewaga taktyczna to nie to samo co strategiczne zwycięstwo. USA wciąż mogą zmierzać ku porażce, jeśli „upuszczą piłkę” podczas rozmów pokojowych. Nie byłby to pierwszy raz. Obecną wojnę z Iranem można uznać za Trzecią Wojnę w Zatoce, po konflikcie z lat 1990-1991 i późniejszej wojnie rozpoczętej w 2003 roku. Gdyby negocjacje rozejmowe po Pierwszej Wojnie w Zatoce zostały przeprowadzone właściwie, wojnie w Iraku można by najpewniej zapobiec.
Lekcja z 1991 roku, której nikt nie odrobił
Kiedy prezydent Trump zagroził na początku tego tygodnia zbombardowaniem irańskich mostów i elektrowni, krytycy nazwali te uderzenia zbrodniami wojennymi. Było to oskarżenie dość tendencyjne – nie słyszało się podobnej krytyki, gdy koalicja pod wodzą USA bombardowała sieć energetyczną i mosty Iraku w 1991 roku, choć tamta decyzja doprowadziła bezpośrednio do jednego z największych błędów końcowej fazy wojny.
Podczas rozmów rozejmowych w Safwan irackiej delegacji przewodził gen. broni Sultan Hashim Ahmad. Poprosił gen. Normana Schwarzkopfa o pozwolenie na loty śmigłowców. Schwarzkopf zgodził się, lecz później przyznał, że dał się „nabrać”. Założył, że prośba była uzasadniona, ponieważ sama koalicja zniszczyła tak wiele irackich mostów.
Reżim Saddama Husajna wykorzystał te śmigłowce do stłumienia powstań szyitów i Kurdów, które w przeciwnym razie mogłyby go obalić. Reżim przetrwał, przegrupował się, a świat ostatecznie doczekał się Drugiej Wojny w Zatoce. Wygranie fazy militarnej przy jednoczesnym przegraniu politycznego finału nie jest dla Stanów Zjednoczonych ryzykiem hipotetycznym – to coś, co Waszyngton już raz w Zatoce zrobił.
CYNICZNYM OKIEM: Amerykanie niszczą 90% infrastruktury przeciwnika, a potem siadają do negocjacji i oddają połowę wywalczonej przewagi jednym podpisem. To nie dyplomacja, to tradycja narodowa.
Minimalne warunki zwycięstwa
Aby wojna mogła zostać uznana za strategiczne zwycięstwo Ameryki, lista warunków jest jasna. Irański wysoko wzbogacony uran musi zostać usunięty spod kontroli Teheranu. Iran musi złożyć weryfikowalne zobowiązanie, że nie będzie dążył do posiadania broni jądrowej – nie w formie fatwy, którą może zignorować dowolna frakcja, ale jako realny mechanizm z systemem egzekwowania.
Należy przywrócić swobodę żeglugi w cieśninie Ormuz. Idealnie byłoby również zmusić Iran do zaprzestania wspierania swoich bojówek, zwłaszcza Hezbollahu, którego ataki na Izrael z terytorium Libanu wciągnęły Izrael głębiej w walkę.
Biorąc pod uwagę wieloletnie obawy prezydenta Trumpa dotyczące proliferacji broni jądrowej, wydaje się mało prawdopodobne, by ustąpił w kwestii uranu. Trump jednak publicznie rzucił pomysł pozwolenia Iranowi na pobieranie opłat w cieśninie Ormuz – co byłoby fatalnym błędem.
Jeśli największa marynarka wojenna świata nie potrafi przywrócić swobody żeglugi w starciu z drugorzędną potęgą regionalną, byłby to potężny cios dla amerykańskiej wiarygodności morskiej. Każde państwo kontrolujące morskie „wąskie gardła” otrzymałoby sygnał, że szlaki handlowe są otwarte na wymuszenia, o ile cena będzie wystarczająco wysoka.
Izolacja dyplomatyczna zamiast kolejnych bomb
Wciąż istnieje ścieżka do lepszego wyniku, a zaczyna się od dyplomacji opartej na sile nacisku. Pierwszym krokiem jest dyplomatyczna izolacja Iranu poprzez pozyskanie Rosji i Chin – nie dlatego, że nagle podzielają one światopogląd Waszyngtonu, ale dlatego, że oba kraje mają wpływ na Teheran i powody, by preferować kontrolowane porozumienie nad niekończącą się wojną regionalną.
W przypadku Chin widać już pewne postępy. Trump stwierdził, że wierzy, iż Chiny pomogły przekonać Iran do negocjacji. Pełne pozyskanie Pekinu wymagałoby jednak ustępstw – od pozwolenia na import większej liczby chipów Nvidia H200 po obniżenie temperatury retoryki wokół Tajwanu.
W przypadku Rosji najbardziej oczywistym ustępstwem byłoby zaprzestanie dostarczania danych wywiadowczych, które pomagają Ukrainie zabijać Rosjan. Ukraina może kontynuować walkę za europejskie pieniądze i broń, ale jeśli Waszyngton chce pomocy Moskwy w izolacji Teheranu, nie ma logicznego powodu, by jednocześnie dostarczać dane do namierzania celów wrogowi Rosji. Drugim ustępstwem byłoby zasygnalizowanie, że USA nie będą ingerować w Międzynarodowy Korytarz Transportowy Północ-Południe, który Moskwa postrzega jako arterię handlową odporną na sankcje.
Osobna kwestia dotyczy sankcji. Jeśli sankcje na Iran mają zostać złagodzone w ramach porozumienia, Waszyngton powinien głęboko się zastanowić, czy logiczne jest pozostawienie Rosji pod sankcjami przy jednoczesnym przywracaniu handlu z Iranem. Ryzykowałoby to przekształcenie Iranu w niepotrzebnego pośrednika w handlu, który mógłby płynąć bezpośrednio.
CYNICZNYM OKIEM: Plan jest prosty – oddaj Chinom chipy, Rosji wywiad o Ukrainie, Iranowi prawo do wzbogacania dumy narodowej, a potem ogłoś, że wygrałeś. Dyplomacja to sztuka nazywania ustępstw zwycięstwami.
Ostatnia karta przed eskalacją
Jeśli Rosja i Chiny nie wywrą wystarczającej presji, Stany Zjednoczone mają jeszcze jedną opcję przed ponownym bombardowaniem Iranu lub wysłaniem sił lądowych. Mogą uderzyć bezpośrednio w irański eksport ropy – identyfikując statki przewożące irańską ropę poza cieśniną, przechwytując je, aresztując załogi i konfiskując ładunki. To uderzyłoby reżim tam, gdzie boli najbardziej, bez natychmiastowej eskalacji.
Aby zrekompensować potencjalne braki na rynku, USA i partnerzy mogliby eksportować więcej własnej ropy i odsprzedawać przejęte ładunki. Byłoby to działanie siłowe, ale bezpośrednio powiązane z faktycznym problemem, zamiast pozwalać Teheranowi na terroryzowanie globalnej arterii handlowej.
Kluczową kwestią jest teraz upewnienie się, że dyplomacja następująca po wojnie nie zaprzepaści przewagi militarnej, która została wywalczona. Ameryka nie potrzebuje kolejnej wojny w Zatoce, która kończy się zwycięstwem taktycznym i strategicznym chaosem. Raz już to przerabiała – a historia tego regionu nie nagradza tych, którzy powtarzają te same błędy.



