USS Boise (SSN-764), atomowy okręt podwodny typu Los Angeles, oficjalnie kończy swoją niedobrowolną emeryturę przy nabrzeżu. Po ponad jedenastu latach bezczynności i wydaniu około 800 milionów dolarów na remont, który nigdy nie ruszył na poważnie, Marynarka Wojenna USA ogłosiła inaktywację 34-letniej jednostki. Ostatni raz Boise wziął udział w misji w styczniu 2015 roku – od tamtej pory był holowany między stoczniami publicznymi, a prywatnymi, tracąc w 2017 roku certyfikat dopuszczający do zanurzania, a wraz z nim wszelką wartość operacyjną.

Rutynowy remont miał rozpocząć się w roku budżetowym 2016 w stoczni Norfolk Naval Shipyard. Zamiast tego projekt dryfował przez lata, a kontrakt o wartości 1,2 miliarda dolarów trafił do Huntington Ingalls Industries Newport News dopiero w 2024 roku – kiedy koszty zdążyły już drastycznie wzrosnąć, a prace ledwo posunęły się naprzód. Decyzja o porzuceniu projektu zapada teraz, gdy Marynarka przesuwa priorytety na budowę jednostek typu Virginia i Columbia – co skłania do pytania, dlaczego tych samych priorytetów nie uwzględniono choćby dekadę wcześniej.
CYNICZNYM OKIEM: Wydać 800 milionów dolarów na okręt, który ani razu nie zanurkował, to wybitne osiągnięcie – rzadko kiedy biurokracja wojskowa tak precyzyjnie zamienia gotówkę w rdzę.
Błędne koło i widmo stoczni z 1941 roku
Sprawa Boise to nie tylko historia jednej jednostki – to symptom głębszej choroby całej floty podwodnej. Około jedna trzecia amerykańskich atomowych okrętów podwodnych rutynowo przebywa w fazie konserwacji lub bezczynności, co jest wynikiem znacznie przekraczającym własny cel Marynarki wynoszący 20%. Zmusza to pozostałe jednostki do pracy w wyższym tempie operacyjnym i na dłuższych patrolach, co przyspiesza ich zużycie – a to z kolei generuje jeszcze większe potrzeby remontowe. Mechanizm jest prosty i bezlitosny: mniej okrętów na morzu oznacza szybsze starzenie się tych, które wciąż pływają.
Kontrastem, który boli szczególnie, jest obraz stoczni Pearl Harbor tuż po ataku z 7 grudnia 1941 roku. Pancerniki Nevada, California i West Virginia zostały podniesione z dna i prowizorycznie naprawione w ciągu zaledwie kilku tygodni. Lotniskowiec Yorktown, według szacunków wymagający trzech miesięcy napraw, opuścił stocznię po około siedemdziesięciu dwóch godzinach – i zdążył wziąć udział w bitwie o Midway. Nurkowie spędzili pod wodą ponad 20 000 godzin, stoczniowcy pracowali bez przerwy, a baza przemysłowa przyjmowała katastrofalne ciosy i wracała do walki.
Dziś USA nie potrafią wyremontować jednego okrętu podwodnego przez ponad dekadę. W tym kontekście warto odnotować, że Marynarka niedawno podpisała kontrakt z firmą Palantir o wartości 448 milionów dolarów na wykorzystanie sztucznej inteligencji do usprawnienia konserwacji i budowy okrętów – co rodzi pytanie, czy decyzja o inaktywacji Boise jest w jakikolwiek sposób powiązana z tym projektem i przyznaniem, że tradycyjne metody zarządzania remontami po prostu nie działają.
CYNICZNYM OKIEM: Rozwiązaniem na szwankujący przemysł stoczniowy jest oczywiście kontrakt z firmą od sztucznej inteligencji – bo skoro nie umiemy naprawić okrętu śrubokrętem, może uda się algorytmem.
Marynarka argumentuje, że rezygnacja z Boise uwalnia wykwalifikowaną siłę roboczą i fundusze na wyższe priorytety. Po jedenastu latach bezczynności, 800 milionach wydanych bez efektu i przeciążeniu pozostałych sił podwodnych, ten argument brzmi mniej jak strategiczna decyzja, a bardziej jak formalne przyznanie, że system jest zepsuty od zbyt dawna.



