Amerykańscy meteorolodzy biją na alarm: nadciąga największy atak zimy od czterech dekad. Prognozy zapowiadają ekstremalne mrozy, burze śnieżne i groźne oblodzenia, które mogą sparaliżować życie milionów ludzi od Teksasu po Nową Anglię. Synoptycy porównują nadchodzące wydarzenia do stycznia 1985 roku, gdy średnia temperatura minimalna w USA spadła do 4°F (czyli -15°C).
„To nie jest żadna przesada ani medialny dramat” – ostrzegają meteorolodzy. – „To epizod, który może przerwać sieci energetyczne, uwięzić ludzi w domach i przypomnieć, że z pogodą się nie dyskutuje.”

CYNICZNYM OKIEM: Polityka w Ameryce się ociepla, ale klimat właśnie przypomina, kto naprawdę rządzi kontynentem.
Dwie fale zimowego piekła
Zjawisko, które uderzy w USA, składa się z dwóch fal arktycznego chłodu. Nadciągające masy powietrza z Kanady zderzą się z „rzeką atmosferyczną” – strumieniem wilgoci płynącym z Pacyfiku i Zatoki Meksykańskiej. W normalnych warunkach oznaczałoby to ulewy, jednak tym razem ciepłe powietrze spadnie na uwięziony przy powierzchni mróz, tworząc lodową apokalipsę.
Według Narodowej Służby Meteorologicznej (NOAA), w stanie Teksas oraz w północnej Luizjanie i Missisipi może utworzyć się nawet do jednego cala (2,5 cm) lodu – ilość wystarczająca, by wywracać drzewa i linie wysokiego napięcia. Atlanta, położona u stóp Appalachów, jest zagrożona dużym oblodzeniem.
Północ i środkowy zachód kraju czeka natomiast dramatyczny spadek temperatur – minus 30 stopni Celsjusza, a miejscami mniej. W Teksasie, gdzie infrastruktura nie jest przystosowana do takich warunków, termometry mogą pokazać -15°C w poniedziałkowy poranek.
CYNICZNYM OKIEM: Gdyby ktoś chciał sprawdzić, jak wygląda zamarznięty Teksas – teraz ma okazję, tylko niech zabierze ze sobą ładowarkę… i agregat.
Polar Vortex 3.0
Źródłem nadchodzącej katastrofy jest rozbicie stratosferycznego wiru polarnego, które uwolniło lodowe masy powietrza znad Kanady. Kolejne „odnogi” tego wiru mają uderzać w USA niczym wahadło – trzykrotnie w ciągu najbliższych 10 dni.
Meteorolodzy używają już określenia „Polar Vortex 3.0” – aktualna wersja cieplejszej planety, w której arktyczne powietrze zamiast pozostawać w Arktyce, co kilka sezonów rusza na południe.
Władze stanowe apelują o przygotowanie na długotrwałe przerwy w dostawie prądu oraz brak możliwości ogrzewania. Miejsca publiczne przekształcane są w schrony cieplne, a służby zdrowia ostrzegają przed ryzykiem hipotermii i zatrucia tlenkiem węgla.
Eksperci przypominają, że w takich sytuacjach największym zagrożeniem nie jest mróz, lecz przesadna pewność siebie.
CYNICZNYM OKIEM: W Ameryce co roku pojawia się nowa wersja zimy. Ta ma wszystkie funkcje premium – niskie temperatury, gwarantowany blackout i gratisowy chaos.
Jedno jest pewne: najbliższe 10 dni zapisze się w historii meteorologii USA – jako czas, gdy kraj, który myślał, że widział już wszystko, znów musi się zmierzyć z naturą w wersji ekstremalnej.


