Prezydent Donald Trump publicznie potwierdził w wywiadzie dla Fox News, że Stany Zjednoczone próbowały wysłać „dużo broni” do antyrządowych demonstrantów w Iranie. Jednocześnie obciążył winą kurdyjskich pośredników, twierdząc, że Kurdowie „zatrzymali broń” dla siebie, zamiast przekazać ją protestującym. To bezceremonialne ujawnienie informacji nie tylko dostarcza Teheranowi bezpośrednich dowodów na ingerencję USA, ale także publicznie wskazuje palcem na kurdyjskich sojuszników Waszyngtonu.
Reakcja była natychmiastowa. Kilka irańskich kurdyjskich grup opozycyjnych stanowczo zaprzeczyło w poniedziałek, jakoby otrzymały jakąkolwiek broń od Stanów Zjednoczonych. Mohammed Nazif Qaderi, wysoki rangą urzędnik Demokratycznej Partii Irańskiego Kurdystanu, nazwał doniesienia „bezpodstawnymi”.
„Nie otrzymaliśmy żadnej broni. Broń, którą posiadamy, pochodzi sprzed 47 lat; zdobyliśmy ją na polu bitwy z Republiką Islamską, a część kupiliśmy na rynku” – powiedział Qaderi.

CYNICZNYM OKIEM: Trump publicznie spalił swoich kurdyjskich sojuszników, oskarżając ich o kradzież broni – a potem dziwi się, że nikt nie chce przyznać się do współpracy z CIA. Podręcznikowy przykład, jak nie prowadzić tajnych operacji.
Od bazaru do zamieszek – anatomia irańskiego powstania
Protesty rozpoczęły się w styczniu po tym, jak Departament Skarbu USA celowo doprowadził do niedoboru dolarów w objętej sankcjami gospodarce Iranu, powodując załamanie irańskiej waluty. Powstanie zaczęło się od demonstracji ekonomicznych na Wielkim Bazarze w Teheranie, gdzie kupcy zamknęli swoje sklepy. Szybko jednak wymknęło się spod kontroli – grupy zbrojne wykorzystały protesty jako osłonę do ataków na irańskie siły bezpieczeństwa i paramilitarny Basidż.
Uczestnicy zamieszek atakowali i podpalali budynki rządowe oraz meczety. Ponad 3000 Irańczyków zginęło w toku wydarzeń, które rozpoczęły się jako demonstracje o podłożu ekonomicznym, a zakończyły jako krwawe starcia.
Izraelskie media donosiły, że Mossad posiadał agentów na miejscu w Iranie w celu organizowania grup zbrojnych i wywoływania chaosu przed amerykańsko-izraelską kampanią bombardowań rozpoczętą kilka tygodni później, 28 lutego.
Amjad Hussein Panahi, szef ds. komunikacji kurdyjskiego Związku Rewolucyjnego Komala, również odrzucił oskarżenia Trumpa.
„Zapewniamy, że nie otrzymaliśmy ani jednego naboju ani sztuki broni z żadnego kraju czy miejsca i nie wiemy o istnieniu czegoś takiego; to, co mamy, jest nasze własne”.
Doniesienia CNN wskazują jednak, że administracja Trumpa prowadziła aktywne rozmowy z irańskimi grupami opozycyjnymi i kurdyjskimi liderami w Iraku. CIA chciała zapewnić wsparcie zbrojne i lotnicze kurdyjskim bojownikom w ramach operacji mającej na celu obalenie irańskiego rządu.
CYNICZNYM OKIEM: Kurdowie twierdzą, że ich broń ma 47 lat, CIA planowała dostawy nowej, a Trump mówi, że wszystko zaginęło w drodze – jedyne, co wiadomo na pewno, to że ktoś w tej historii kłamie, a prawdopodobnie wszyscy.
Qaderi podkreślił politykę swojej partii wobec protestów – „Naszą polityką nie jest nadawanie demonstracjom gwałtownego charakteru, lecz wierzymy, że musimy przedstawiać nasze żądania w sposób pokojowy i obywatelski, bez użycia broni”. Deklaracja szlachetna, choć w kontekście trwającej wojny i publicznych przyznań Trumpa brzmiąca jak dyplomatyczna konieczność, a nie ideologiczny wybór.



